Jej choroby to prawie epidemia, dotykającą cywilizację zachodnią w takim samym stopniu, jak otyłość czy cukrzyca. Mamy tu do czynienia z: nadczynnością, niedoczynnością, chorobą Gravesa-Basedowa oraz Hashimoto


Janina Sodolska-Urbańska

Nadczynność, która występuje rzadziej, objawia się nadpobudliwością, wytrzeszczem oczu, utratą wagi i niemożnością przytycia. Człowiek jest ciągle podenerwowany, nie może się skupić, mało śpi. Podobnie dzieje się w przypadku choroby Gravesa-Basedowa, która dodatkowo wiąże się z autoagresją (tzn. ciało atakuje tarczycę).

W niedoczynności obraz wygląda odmiennie: ma miejsce spowolnienie metabolizmu, a zatem tycie, ponadto utrata włosów, osłabienie funkcji intelektualnych, szczególnie spadek tempa ich przebiegu, ciągła senność, kompletny brak energii, poczucie wyczerpania, zmęczenie od momentu przebudzenia, stany depresyjne. Przy Hashimoto zaś stanowi swoistą mieszankę dwóch wspomnianych stanów. Mówimy wówczas o chorobie autoimmunologicznej, a organizm, z jakiegoś nieznanego powodu, zwalcza własną tarczycę, wytwarzając przeciwciała, które ten gruczoł niszczą. W przypadku większości chorób autoagresywnych nie wiadomo, dlaczego tak się dzieje, a zdarza się to coraz częściej. Medycyna konwencjonalna oferuje tu zazwyczaj hormony. Ich zażywanie może niekiedy przynieść ulgę (choć równie często nie przynosi), ale nie poprawia stanu chorego narządu i uzależnia pacjenta od brania leków do końca życia. Takie leczenie nie dotyka prawdziwej przyczyny.

Dlaczego w ostatnich latach liczba zachorowań na choroby tarczycy tak dramatycznie wzrosła? Co gorsza wiele osób straciło już nadzieję, iż kiedykolwiek wyzdrowieją, będą żyć normalnie. Zresztą przemysł farmaceutyczny nie jest zainteresowany wyjaśnianiem przyczyn tego zjawiska. Trzeba więc ich szukać.

Hashimoto: wielki oszust

Pierwszy etap prowadzący do choroby to zaburzenie równowagi systemu odpornościowego, który, produkując przeciwciała, zaczyna atakować tarczycę. Stopniowo pojawiają się coraz bardziej zauważalne objawy: ciągłe podenerwowanie, lęki, palpitacje serca, utrata wagi. Z czasem stan ten przechodzi w chroniczną niedoczynność i tarczyca jest systematycznie niszczona. Chory doświadcza ciągłego zmęczenia, traci włosy, miewa depresyjne nastroje, trudności z koncentracją, tyje, bardzo dużo śpi.

Niekiedy mamy tu do czynienia z istną huśtawką. Stany niedoczynności tarczycy mogą przechodzić w jej nadczynność, choć najczęściej ta pierwsza występuje tylko w początkowym stadium, jednak nie jest to regułą. Nierzadko ów proces manifestuje się naprzemiennie. Mówi się, że Hashimoto to wielki oszust, gdyż trudno zorientować się, o co chodzi. Stany nadmiernej aktywności, jej całkowitego braku, a nawet towarzyszące temu depresje, są bardzo podobne do przebiegu choroby dwubiegunowej.

Istnieje spora grupa pacjentów, którzy zostali błędnie zdiagnozowani. Latami przyjmowali leki psychotropowe, a uzdrowiło ich dopiero leczenie tarczycy. Na tym nie koniec, ponieważ pojawiają się ataki paniki, palpitacje serca, a nawet chroniczne bóle przypominające fibromialgię (schorzenie reumatyczne charakteryzujące się bólem w układzie ruchu). Wiele kobiet leczonych z powodu bezpłodności oraz (lub) częstych poronień ma po prostu kłopoty z tarczycą. Jak widać, łatwo pomylić Hashimoto z inną jednostką chorobową. Trzeba naprawdę dociekliwego lekarza, aby skierował pacjenta z problemami psychiatrycznymi na badania tarczycy.

Istnieje kilka wskazówek, które ułatwią rozpoznanie choroby Hashimoto. Oto one: refluks żołądkowy, anemia, kłopoty trawienne, nadwrażliwość pokarmowa, tycie, wypadanie włosów, ciągłe zmęczenie, szybkie marznięcie, zaparcia, kandydoza. Jeśli towarzyszą im apatia, depresja lub ataki paniki, to otrzymujemy pełen obraz.

Prawdziwą pionierką badań na tym polu jest dr Izabella Wentz, amerykańska farmaceutka, która sama przeszła gehennę choroby Hashimoto. Przez 10 lat zażywała leki, słuchała rad lekarzy, ale nic nie pomagało. Jej życie zamieniło się w koszmar, nie miała energii by robić cokolwiek, ciągle spała, włosy wychodziły garściami. Doprowadzona do kresu sił i możliwości finansowych postanowiła poszukać sama wyjścia z sytuacji.

Zaczęła od diety. Odstawiła wszystkie produkty spożywcze, które słyną z tego, że mogą powodować alergie. Pierwszy poszedł w odstawkę gluten, za nim cały nabiał, orzechy, przetwory sojowe i wszelka żywność przetworzona, kawa, napoje słodzone oraz cukier pod każdą postacią. Już po kilku tygodniach poczuła się znacznie lepiej: po latach męczarni wreszcie ulga. Na tym jednak nie poprzestała. Przeszła całkowity detoks, zrezygnowała ze stosowania wszelkich kosmetyków (zawierają one zazwyczaj różne toksyny, a przede wszystkim parabeny, które bardzo negatywnie wpływają na układ hormonalny), a następnie zajęła się mikroflorą jelitową, uzupełniając ją probiotykami. W końcu nastąpiło pełne uzdrowienie!

Główny winowajca: gluten

Dr Wentz postanowiła podzielić się swoimi doświadczeniami. Stworzyła stronę internetową, na której zamieszcza porady dla chorych, starając się ich wspierać swoją wiedzą. W ciągu kilku lat zebrała sporo materiału od osób z chorobami tarczycy, z którego wyciągnęła wnioski. Wynika z nich, że pierwszym i najważniejszym czynnikiem uszkadzającym tarczycę jest gluten. Co najmniej połowa po odstawieniu tego alergenu chorych odczuła wyraźną ulgę.

Gluten podejrzewany jest o powodowanie licznych chorób autoagresywnych, do których zalicza się wszystkie alergie, artretyzm, stwardnienie rozsiane, chorobę Hashimoto i wiele innych. Człowiek nie musi być wcale na niego uczulony (mamy z tym do czynienia w przypadku celiakii). Wystarczy, że pojawi się nietolerancja pokarmowa na ten składnik – i kłopot gotowy.

uzwe

Dr Izabella Wentz

Jak wiadomo, gluten jest białkiem występującym głównie w pszenicy, a więc i w mące pszennej, od której w obecnych czasach trudno się uwolnić. Używa się jej do produkcji bułek, chleba, ciast, batonów, wafelków etc. Nawet chleb żytni zawiera często spory dodatek mąki pszennej i trzeba się natrudzić, by kupić prawdziwy. Zresztą gluten występuje także w życie jednak w połączeniu z innym białkiem niż w pszenicy i jest go tam znacznie mniej, co powoduje lepsze przyswajanie. Kiedyś nie jedliśmy produktów przetworzonych, tylu bułek, chleba pszennego, ciast itp. Mąka nie była też, jak ma to miejsce obecnie, skażona chemikaliami. Mimo, że ludzie spożywali od czasu do czasu ciasta i bułki, podstawę diety stanowił chleb żytni, którego teraz niemal ze świecą szukać. Nietolerancje pokarmowe spowodowane są głównie zmianą stylu odżywiania, w ostatnim trzydziestoleciu. Jemy za dużo cukru, mąki pszennej oraz produktów przetworzonych – gotowych dań, słodyczy itp. Wiele produktów, zanim trafiło na półki sklepowe, przeszło długą drogę: zostało zakonserwowane, dodano do nich zbędne składniki, barwniki i różnego rodzaju chemię. Wszystko to (a także parazyty, o których za chwilę) powoduje, że jelita stają się jak sito, przez które przez nie składniki toksyczne, systematycznie zatruwające organizm. Nie dziwmy się zatem, że liczba alergii i innych chorób autoimmunologicznych w zastraszającym tempie rośnie.

Dr Izabella Wentz radzi, aby na początek przejść na popularną ostatnio dietę paleo. Można powiedzieć, że odrzuca ona wszystko oprócz mięsa, ryb, warzyw i owoców. Całkowicie wykluczone zatem zostają: wszelkie zboża, nabiał, jajka, soja i jej przetwory, alkohol, kawa, rośliny psiankowate (np. papryka, pomidory), cukier oraz słodycze, produkty konserwowane, a także orzechy, nasiona. To spore ograniczenie, ale dr Wentz twierdzi, że taka dieta działa doskonale i może przywrócić zdrowie, a efekty powinny być zauważalne już po 30 dniach. W wielu przypadkach symptomy ustępują całkowicie.

Sprawca numer dwa: stres

Obok glutenu drugim największym wrogiem tarczycy jest stres. Zwłaszcza długotrwały, kiedy człowiek jest wyczerpany oraz ma trudności ze zrelaksowaniem się. Oznacza to, że również nadnercza są w bardzo złej kondycji, samo więc leczenie tarczycy nic nie da.

Symptomy wyczerpania nadnerczy to: uczucie zmęczenia pomimo wystarczającej ilości snu, trudności ze wstaniem z łóżka rano, ochota na słone pokarmy, niskie ciśnienie krwi, brak koncentracji i odczucie zamroczenia umysłu, pogorszenie pamięci. Mogą też pojawić się zaparcia lub rozwolnienie, niski poziom cukru we krwi, obniżony popęd seksualny, spowolnienie aktywności ruchowej, stany depresyjne. Jak widać bardzo przypominają one stan niedoczynności tarczycy. Łatwo również pomylić je lekceważąc, nadnercza, a lecząc tylko tarczycę. Wtedy oczywiście efekt będzie niewielki.

Jeśli podejrzewamy u siebie taki stan, powinniśmy poddać się badaniom poziomu hormonów. W przypadku potwierdzenia obniżonej sprawności nadnerczy, czeka nas niełatwe zadanie: kompletna zmiana stylu życia. Należy wyeliminować przyczyny stresu, odciąć się od toksycznych osób, zadbać o właściwy detoks psychiczny. Oto kilka sposobów: medytacja, ćwiczenia relaksacyjne, muzykoterapia, joga, tai chi, masaż, akupresura, psychoterapia, spędzanie czasu z kochanymi ludźmi i zwierzętami (to wspaniali terapeuci) oraz rozmaite formy aktywności, które są w stanie zniwelować stres.

Około 65% chorych twierdzi, że doświadcza w swoim życiu zbyt wielu stresowych sytuacji. Choroba tarczycy (i często wyczerpanie nadnerczy) to cena, którą muszą za to płacić. Trzeba mieć całkowitą świadomość tego, że bez radykalnych zmian w tym obszarze uzdrowienie nie jest możliwe. To kardynalna zasada na drodze powrotu do zdrowia. Można rzec, że w przypadku tarczycy musimy zmienić prawie wszystko: dietę oraz sposób życia. Rezygnacja z produktów zawierających gluten stanowi punkt numer jeden, natomiast uwolnienie od stresu lub przynajmniej zminimalizowanie go to druga część zadania. 


Artykuł ukazał się w numerze 9/2017 Nieznanego Świata. Dokończenie przeczytasz w numerze 10/2017

 

 

 
 
Joomla Extensions