System, w którym funkcjonujemy, ustawia nas codziennie w dołkach startowych. Musisz brać udział w wyścigu ze świadomością, że nie wystarczy dobiec do mety, trzeba jeszcze zająć punktowane miejsce. Aż w pewnym momencie pojawi się Droga, prowadząca tam, dokąd podświadomie dążyliśmy, nie wiedząc nic jeszcze o celu, który pragnęliśmy osiągnąć


Andrzej Maria Marczewski, NŚ 3/2007

Żyjemy w biegu. Oddychamy, jemy, śpimy, wkręceni w kołowrót kupna-sprzedaży i całkowicie od niego uzależnieni. Resztę świata zastępuje nam telewizja. Pozwalamy sobie na drobne przyjemności, których nie skąpimy, o ile nas stać. Części z nas starcza na wszystko i kiedy już wszystkie bieżące pomysły i marzenia na życie wyczerpią się, nie wiemy, co ze swoim bogactwem zrobić. Inni – a takich jest większość – głowią się jak związać koniec z końcem, żeby starczyło na jedzenie i opłacenie rachunków, które nas miesiąc w miesiąc osaczają, odbierając smak życia i  pogodę ducha.

Każde, nawet to z pozoru najtańsze życie kosztuje. Wymaga, by stawić mu czoło, dzień po dniu, do momentu, kiedy z nas zrezygnuje. Wtedy nic już od nas nie zależy, i w zależności od poziomu własnej  świadomości, siły wiary, czy wewnętrznych przekonań, lądujemy po tamtej stronie w miejscu, które wybraliśmy żyjąc tu i teraz. Przenosimy się tam otoczeni miłością lub nienawiścią, pogodzeni ze sobą, albo nie wybaczający sobie niczego, kochający jednych i nienawidzących tych, którzy z pozoru nas skrzywdzili. Ciągniemy ten ziemski bagaż emocji

tworząc własne niebo lub piekło, tak jak na Ziemi.

Doskonale te zasady ziemskiego kołowrotu znamy, a jednak, gdy nadchodzi moment wyboru, najczęściej dajemy się ponieść emocji chwili, rozgoryczeniu, złości, realizując założenia wyścigu szczurów – masz być  lepszy od konkurenta, musisz go pokonać, zniszczyć, upokorzyć. Ty jesteś najlepszy, najmądrzejszy. Inni nie mają przy tobie żadnych szans.

No, właśnie.

System, w którym funkcjonujemy, ustawia nas codziennie w dołkach startowych. Rano zaczyna się odliczanie, i wiesz że musisz brać w tym wyścigu udział, przy czym nie wystarczy dobiec do mety, trzeba jeszcze zając punktowane miejsce. Człowiek obok ciebie jest konkurentem, zagraża, odbiera coś, co należy już do ciebie, bo tak sobie postanowiłeś, bo tak wszystko zaplanowałeś, lub po prostu tak chcesz. I nie musisz się przed sobą tłumaczyć.

Do tego biegu przez życie potrzebna jest codzienna porcja adrenaliny. Wiszący nad głową niespłacony kredyt czy zwykła pożyczka oczywiście nieźle kręcą, bo jak ich nie spłacisz, wylądujesz na liście dłużników i banki ci tego nie wybaczą, na nic w przyszłości z ich strony nie będziesz mógł liczyć. A bez banków przecież nie istniejesz. One cię obsługują, karmią, załatwiają twoje podstawowe potrzeby: żeby móc mieć więcej i w lepszym gatunku niż twój sąsiad, dom, samochód, kawał ziemi za miastem, ewentualnie dalekomorski jacht, mały helikopter lub odrzutowiec, a może jakieś pole naftowe.

Wspaniale.

Jesteś twórczy, odważny, przebojowy. Masz szansę wygrać coś w życiu, a może i samo życie. Tej szansy nie ma twój sąsiad i to stanowi powód do twojej dumy. Jesteś lepszy, szybszy, pojętniejszy; wiesz jak walczyć i o co walczyć, a najważniejsze, iż

wiesz, że musisz walczyć.

Takie prawidła dyktuje życie, które już znasz od wieków, bo każdy z każdym kiedyś tam przecież walczył. Najpierw o kość do obgryzienia, potem o miejsce do spania, ładniejszą samicę, własne terytorium. Wiesz już o tym wszystko, bo wyssałeś to z mlekiem matki i twoja kultura, wychowanie, wykształcenie podpowiadają ci, że z innymi nic po dobroci nie osiągniesz, musisz wszystko wywalczyć. Przyjmujemy to za pewnik, przyzwyczailiśmy się, zaakceptowaliśmy te zasady i wpajamy je dzieciom, bo one także muszą wygrać z tym drugim, gorszym. Żeby było sprawiedliwie dla twoich dzieci.

Twoje massmedia, które sam wybierasz i ufasz im przecież, pokazują to, czego od nich oczekujesz: codzienną przemoc, bestialstwo, terroryzm, gwałcone dzieci i dzieci zabijające inne dzieci. Oglądasz te relacje, aby potem móc się od nich publicznie odciąć, pokazać swoje człowieczeństwo, swój humanitaryzm. Ty przecież nie zabijasz, nie gwałcisz, nie molestujesz i nie jesteś terrorystą wysadzającym samoloty na oczach wszechwidzących kamer, dla których tylko to w codziennym newsie się liczy. A liczy się, ponieważ to ty dyktujesz prawa rynku, który skrupulatnie realizuje twoje zamówienia. Reklamodawcy zacierają medialne ręce, bo więcej sprzedadzą, a ty więcej kupisz.

I tak toczy się ta gra nazywana życiem, w której świadomie uczestniczysz. To twoja gra i twoje życie. Twojego sąsiada pewnie też, ale co on cię w gruncie rzeczy obchodzi? Ma na ogół niższy od ciebie status, gorszy dom lub mieszkanie, tańszy samochód albo wcale go nie ma, jest pewnie jakimś pożałowania godnym nieudacznikiem, więc po co zawracać sobie nim głowę. Twoja głowa jest zbyt cenna, by absorbować ją takimi problemami. Ona sprawnie myśli, dobrze kombinuje, pozwala codziennie wygrywać to, co jest do wygrania.

Życie.

 

Czym jest Vipassana?

Vipassana to jedna z najstarszych indyjskich technik medytacyjnych. W języku Pali słowo to oznacza wgląd, czyli postrzeganie rzeczy i zjawisk takimi, jakimi są w istocie. 2600 lat temu Vipassana została na nowo odkryta przez Gautamę Buddę i stanowi esencję tego, co praktykował i czego nauczał przez 45 lat życia. W późniejszych czasach była znana tylko w Birmie, lecz dzięki S.N. Goence powróciła do Indii, a dziś jest stosowana przez adeptów w 80 krajach na całym świecie.

Vipassana dąży do intuicyjnego poznania trzech cech istnienia (trilakszana): ? przemijalności (anitja) ? podlegania cierpieniu (duhkha) i ? nieosobowości (anatman) wszystkich zjawisk cielesnych i duchowych. Jest to logiczny proces oczyszczania umysłu, zachodzący dzięki samoobserwacji. Praktykowanie tej techniki usuwa pożądanie, niechęć i ignorancję – cechy uniemożliwiające doznawanie szczęścia. To jeden z dwóch czynników niezbędnych do osiągnięcia oświecenia (bodhi). Drugim jest – śamatha (uspokojenie umysłu).

Aby nauczyć się Vipassany, trzeba wziąć udział w 11-dniowym stacjonarnym kursie, prowadzonym przez wykwalifikowanego nauczyciela. W niektórych krajach medytacji tej uczą się strażnicy więzienni, policjanci, a nawet więźniowie. Wycisza ona umysł, pomaga zwalczyć agresję i nałogi, a jak wskazują doświadczenia zakładów penitencjarnych, ci, którzy ją uprawiają, mają łatwiejszy powrót do społeczeństwa.

Można by tak ciągnąć jeszcze długo. Wszystko wszak jest proste i oczywiste, trzeba tylko raz w to wejść, a potem pilnować, by nikt nie okazał się lepszy od ciebie. Umieć dobrze (po zawyżonej cenie) sprzedać swój towar i kupić go okazyjnie (taniej) od kogoś. Wszystko jest przecież towarem. Honor, sumienie, prawda, uczciwość.

I tak sobie żyjemy zaliczając dzień za dniem, do momentu aż życie nas sobie zaliczy jednorazowo i ostatecznie.

A teraz wyobraźmy sobie zupełnie abstrakcyjną sytuację. Abstrakcyjną, bo co możemy z niej mieć? Większe wpływy – nie. Większą popularność – również nie. Pewnego dnia czujemy, że nie wszystko nam w życiu odpowiada, nie wszystko jest tak, jak byśmy chcieli. Zauważmy, że może być inaczej, a dołki startowe można zamienić na wspólną drogę z kimś, komu komercyjne życie też już nie wystarcza.

Postanawiamy coś zmienić.

Stara, odwieczna prawda głosi, że kiedy uczeń jest gotowy, pojawia się nauczyciel. Trzeba tylko umieć i chcieć poczuć się uczniem w szkole życia. Mając dwadzieścia, czterdzieści czy sześćdziesiąt lat życia - nieważne ile. Ważne, by poczuć chęć zmiany, jej potrzebę, spojrzeć nie na przebytą już drogę, lecz na tę, którą mamy jeszcze przed sobą. Skupić się na dniu dzisiejszym, bo wczorajszego już nie ma, a jutro jeszcze nie nastąpiło. Jest tylko dziś. A to dziś nas uwiera, nie spełnia oczekiwań, czasami boli, nie daje żadnej szansy ani perspektywy.  Kiedy to zrozumiemy, pojawi się Droga, która poprowadzi nas tam, dokąd podświadomie dążyliśmy.

Każdy w życiu chce być szczęśliwy, osiągnąć swój cel, spełnić się. Gdy to nie następuje, czuje się zawiedziony, sfrustrowany, chory. Niekiedy to napięcie wywołuje agresję, czasem samozagładę. Człowiek zaczyna eksperymentować z własnym ciałem, poddaje go działaniom używek, pomiata nim, krzywdzi, zabija.

W codziennym życiu funkcjonujemy w ramach miejsca, akcji i czasu, porozumiewamy się za pomocą mowy i reagujemy na poszturchiwania świata uczestnicząc w jego wydarzeniach. Jesteśmy uwiązani do swoich telefonów komórkowych, które boimy się wyłączyć, by nie przegapić czegoś istotnego, co świat łaskawie zechce nam podsunąć.

Ograniczeni i zniewoleni tymi uwarunkowaniami żyjemy w pewnym porządku rzeczy, i nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej.

I nagle, nie dając sobie rady, lub też szukając czegoś, co nam rozjaśni sens życia  (bo nasz własny się nie sprawdził, czy też my nie sprawdziliśmy się w nim) postanawiamy wejść na Drogę, która pojawiła się przed naszymi oczami przypadkiem (a wiemy już, że przypadków w życiu nie ma). Nikt za nas nie zadecyduje, sami chcemy na nią wejść, ponieważ jest nam bliska i akceptujemy zasady, które na niej obowiązują.

Te zasady ograniczają krąg osób zainteresowanych podróżą i jeżeli poczujesz się z nimi dobrze, oznacza to, że obrałeś Drogę dla siebie.

Pierwsza podróż trwa dziesięć dni w odcięciu od świata zewnętrznego. Trzeba oddać komórkę, nie wolno zabierać niczego, co rozprasza, robić notatek, czytać czegokolwiek. To podróż w głąb siebie, do własnego wnętrza. Aby odnaleźć siebie szczęśliwego, spokojnego, kochającego.

Podczas podróży obowiązuje Szlachetne Milczenie, nie wolno się do nikogo odzywać, poza krótką rozmową z nauczycielem. Podróż zaczyna się codziennie o czwartej rano i kończy o dziewiątej wieczorem. Jest wyczerpująca, ale i fascynująca, jak żadna inna.

To

podróż życia.

Po niej spogląda się na świat innymi oczami, chociaż  podróżując ma się oczy zamknięte.

Wchodząc w głąb siebie poczujesz, że jesteś u celu i że daje ci on spokój, ulgę, poczucie miłości, którą możesz ofiarować wszystkim bez wyjątku. Nie ma w tobie śladu gniewu, nienawiści, pożądania. Jesteś wolny od napięcia, stresu, obawy, że coś się nie uda, że nie dasz czemuś rady, że się nie sprawdzisz.

Wchodzisz w świat rządzący się innymi prawami i zasadami razem z tymi, którzy przeszli z tobą Drogę i są twoimi przyjaciółmi, kochają cię i życzą ci samego dobra. Nie musisz się już ścigać, zwyciężać, ani pokonywać kogokolwiek, bo ci obok są tacy sami jak ty, i nie liczy się nic ponad to. Wróciłeś do Źródła, stałeś się znowu aż Człowiekiem.

A Drogą jest Vipassana.

Przeszedłem nią razem z siedemdziesięcioma podróżnikami obojga płci, w różnym wieku - od studenckiego do dojrzałego - w milczeniu i pokorze, walcząc z opornym ciałem, które musiało godzinami wytrwać bez ruchu i z nadmiarem obrazów pod powiekami, które serwował mi zazdrosny o swoje wpływy małpi umysł. Pokonałem wielokrotnie własną słabość i nawyki. Ja - egocentryk, egoista, żywe, chodzące ego, mający już wielką część życia za sobą, i coś niezwykłego do przeżycia przed sobą. Chcę teraz dotrzeć do swojego celu, nie tratując innych, i kochając wszystkich bezwarunkową współczującą Miłością.

Bądźcie ze mną.

 

 

 
 
Joomla Extensions