Dzięki eksploracji przeszłych wcieleń możemy pełniej i bardziej świadomie żyć tu i teraz. Istnieją bowiem sytuacje, gdy podświadoma pamięć, dotycząca na przykład uduszenia w antyku czy uwięzienia w średniowieczu, utrudnia nam życie: odczuwamy lęk przed noszeniem golfów, panicznie boimy się ciemnych, zamkniętych pomieszczeń. Oznacza to, że nadal tkwimy w tamtych, zamierzchłych czasach! Gdy jednak uświadomimy sobie źródła lęków, fobii czy chorób, odpłyną one w niebyt, a my skupimy się na obecnym życiu.

Podobny paradoks dotyczy przymusu powtarzania pewnych sytuacji: wiązania się z despotycznymi partnerami, skłonności do obżarstwa czy alergii. Pozostawienie starych wzorców sprawi, że kolejne wcielenia jeszcze mocniej je utrwalą.

Rankiem wschodzi słońce i roztacza swój blask, czyni nas szczęśliwymi. Podobnie też istnieją ludzie, którzy są jak słońce i promienieją światłem, miłością, radością i pokojem. Pokazują nam drogę do szczęśliwego życia. Jednym z takich wielkich mędrców jest Omraam Mikhael Aivanhov (1900-1986).

Aivanhov urodził się w niewielkiej macedońskiej miejscowości Serbtzi (należącej wówczas do Bułgarii). Nie płakał, gdy po raz pierwszy ujrzał ten świat, jak to czyni większość dzieci. Przeciwnie - uśmiechał się. Całymi dniami przyciągał swym uśmiechem tych, którzy pochylali się nad jego kołyską. Jego matka poczynając to dziecko życzyła sobie, aby było sługą Boga. To życzenie pielęgnowała nieustannie do końca ciąży. Ta kobieta była niezwykłym, pełnym mądrości, dobra i Bożej miłości człowiekiem.

Dzisiaj budujesz podwaliny pod swój nowy dom duchowy

Trudno zdefiniować świadomość. Ten stan psychiczny to rodzaj czujności dotyczący ciała, emocji, myśli i duchowości. Wydaje się, że im bardziej wspomniane stany są jednością, tym wyższa świadomość.

Wysoka świadomość nie oznacza wysokiej inteligencji mentalnej, choć często idzie z nią w parze. Według mnie to poczucie idealnej harmonii istnienia, jako całości ze wszystkim. W związku z tym od dawna nurtuje mnie, gdzie – i czy w ogóle – istnieje w ciele człowieka jakiś narząd, od którego zależałby wzrost lub spadek naszej świadomości. Tak natrafiłem na szyszynkę.

System, w którym funkcjonujemy, ustawia nas codziennie w dołkach startowych. Musisz brać udział w wyścigu ze świadomością, że nie wystarczy dobiec do mety, trzeba jeszcze zająć punktowane miejsce. Aż w pewnym momencie pojawi się Droga, prowadząca tam, dokąd podświadomie dążyliśmy, nie wiedząc nic jeszcze o celu, który pragnęliśmy osiągnąć


Andrzej Maria Marczewski, NŚ 3/2007

Żyjemy w biegu. Oddychamy, jemy, śpimy, wkręceni w kołowrót kupna-sprzedaży i całkowicie od niego uzależnieni. Resztę świata zastępuje nam telewizja. Pozwalamy sobie na drobne przyjemności, których nie skąpimy, o ile nas stać. Części z nas starcza na wszystko i kiedy już wszystkie bieżące pomysły i marzenia na życie wyczerpią się, nie wiemy, co ze swoim bogactwem zrobić. Inni – a takich jest większość – głowią się jak związać koniec z końcem, żeby starczyło na jedzenie i opłacenie rachunków, które nas miesiąc w miesiąc osaczają, odbierając smak życia i  pogodę ducha.

 

 
 
Powered by JS Network Solutions