O 15-letniej walce z rakiem prostaty przy pomocy metod naturalnych i alternatywnych oraz mądrych lekarzach, jacy pojawili się na tej drodze.


Publikowany przez nas wywiad został zamieszczony w Tygodniku Polskim w Melbourne. Przeprowadziła go redaktor naczelna czasopisma Magdalena Jaskulska, która wyraziła zgodę na przedruk w Nieznanym Świecie. Janusz Rygielski, z którym znamy się od bardzo wielu lat (poznaliśmy się jeszcze przed jego emigracją do Australii), jest od niedawna stałym współpracownikiem NŚ.

Poniżej prezentujemy fragment publikacji zamieszczonej w grudniowym numerze NŚ (12/2017)

 

* * * * *

• W 2002 roku zdiagnozowano u Ciebie raka prostaty. Taka diagnoza oznacza szok, poszukiwanie najlepszych specjalistów i właściwej drogi leczenia. Zwykle są to operacje i środki farmakologiczne. Jak wyglądało to w Twoim przypadku? Jaki rodzaj leczenia ci zaproponowano?

 

- Rok wcześniej podczas jazdy w Parku Narodowym Willi Willi (niedaleko Kempsey) na moją małą Mazdę 121 najechał potężny, niemal jak czołg, 4WD, którego kierowca ściął na zakręcie drogę. Do szpitala w Port Macquarie dolecieliśmy helikopterem sanitarnym Westpac: ja ze stłuczoną stopą, którą naciskałem hamulec, a moja żona Ewa ze złamanym obojczykiem. Kiedy po trzech miesiącach zaproponowano jej operację - odmówiła, bo kości, chociaż krzywo, same zaczęły się zrastać. Gdy więc po roku przyszła kolej na mnie, miałem u boku osobę doświadczoną w zbieraniu informacji służących podjęciu decyzji, jaką terapię wybrać. (...)

 Przeglądaj zawartość grudniowego NŚ

Po teście krwi, który ujawnił antygen specyficzny dla prostaty (Prostate Specific Antigen - PSA) w wysokości 17, zostałem skierowany do urologa, który zarządził biopsję. Na sześć próbek trzy okazały się nowotworowe i w sumie mój stan w systemie Gleasona oszacowano na 7. Natychmiast otrzymałem skierowanie do radiologa. Ten, o wielkich palcach, posłużył się badaniem dotykowym i powiedział, że w ciągu dwóch tygodni muszę zostać poddany radioterapii. Statystycznie, w najlepszym wariancie, leczony mogę żyć jeszcze około siedmiu lat, a jeśli się nie zdecyduję, kilka miesięcy. Podziękowałem i już do niego nie wróciłem.

Kiedy to było?

- We wrześniu 2002 roku.

Jak zatem się leczyłeś?

-  Ewa znalazła informacje o istnieniu Cancer Council Qld w Brisbane, w którego sesjach informacyjnych uczestniczyła. Podczas jednego z takich spotkań poznała kobietę, której mąż miał raka prostaty i chwalił instytucję Nutrition 2000, mającą siedzibę w Stanach Zjednoczonych, dzięki której jego PSA utrzymywał się na stałym poziomie. 

Moja kochana żona - detektyw, także w Wiktorii, w Yara Valley, znalazła ośrodek, który uczy przewlekle chorych, jak sobie radzić w podobnej sytuacji. Uczestnictwo w dziesięciodniowym programie The Gawler Foundation Inc. było ogromnie pomocne. Zrozumiałem, że rak nie jest lokalnym problemem i żadna magiczna pigułka, wycięcie czy wypalanie nie pomogą, jeśli nasze ciało jest nasycone truciznami, a zła dieta, zanieczyszczona woda i powietrze pracują na korzyść nowotworu. Rak jest chorobą cywilizacji.

Twórca Ośrodka, dr Ian Gawler, był weterynarzem i sportowcem. Stał u progu wspaniałej kariery, gdy nagle dowiedział się, że ma raka kości. Leczenie zaczęto od obcięcia mu nogi. Po niedługim czasie nowotwór powrócił. W tej sytuacji Gawler postanowił leczyć się sam.

Próbował wielu różnych terapii, a jego autoterapia trwała lata. Gdy wyleczył się, postanowił swoje doświadczenie przekazywać innym

 

To jedynie fragment niniejszego artykułu. Pełną wersję przeczytasz w NŚ 12/2017 dostępnym także jako e-wydanie.

 

 
 
Joomla Extensions