Kazimierz Matyjas należy do grona tych bioenergoterapeutów, którzy w swojej pracy sięgają po najnowsze zdobycze fizyki. Posiada dar widzenia całego wnętrza ciała człowieka, a gdy – widząc – przepuszcza przez nie swoją energię, sprawdza stan zdrowia i wychwytuje zmiany chorobowe. Potem działa biopolem, dobranym dla konkretnej osoby.

To konieczne, gdyż każdy człowiek oraz organ posiada odrębne pole, różniące się od innych częstotliwością, natężeniem i innymi parametrami. Oddziaływanie polem o dobranej indywidualnie charakterystyce sprawia, że skuteczność jego oddziaływania Matyjasa jest wręcz zaskakująca. To dlatego stołeczny healer radzi sobie w przypadkach, w których medycyna akademicka okazuje się bezradna.

Na szlaku swoich reporterskich wędrówek spotkałam wielu znakomitych, skutecznych healerów. Pomogli oni – i nadal pomagają – osobom cierpiącym na nowotwory, choroby układu krążenia i inne poważne schorzenia. Zgromadzili dokumentację medyczną, potwierdzająca skuteczność ich oddziaływania. Jednak Ewa Miazga jest w tym gronie uzdrowicielką wyjątkową. Promieniuje od niej nie tylko pozytywna energia i życzliwość, lecz iście anielska dobroć. Ona nie tylko przywraca zdrowie. Stymuluje również rozwój duchowy tych, którzy podążają ścieżką samodoskonalenia.

Piąć się trzeba niczym do nieba. Schody kręte, ale na końcu drogi można usłyszeć muzykę. I osiągnąć spokój. Jasna jak anioł Ewa Leilana Bogdan, stosując własną terapię, uzdrawia duszę oraz ciało energią, słowem i dźwiękiem, w gabinecie lub na odległość. Jest dyplomowanym psychotronikiem, psychoterapeutą, bioenergoterapeutą.

Ludzie przychodzą z różnymi stanami emocjonalnymi, konfliktami w rodzinie. – Pochylam się nad każdym i próbuję znaleźć rozwiązanie – mówi Leilana.
Dzieckiem była zamkniętym. Wrażliwym. Nierozumianym przez rodziców. Opiekowała się rówieśnikami: głodnymi, zawszonymi, odrzuconymi. Obdarowywała ich przyjaźnią. Im bardziej czuła samotność drugiego człowieka, tym ważniejsze było, żeby rozmawiać, być blisko.

Większość naturalnych terapeutów przywraca zdrowie ludziom. Krystyna Wieczorek uzdrawia całe domy i rodziny, nie wyłączając tych ich członków, którzy miauczą, mruczą i merdają ogonami. Od dziecka wiedziała, że będzie niosła pomoc cierpiącym. W rodzinie matki jej uzdrowicielskie uzdolnienia były dziedziczne, a kobiety w niej władały potężną energią. Matka pani Krystyny, Janina Jadwiga Olborska, łączniczka AK w Powstaniu Warszawskim pseudonim „Rzepa”, ranna w biodro i spodziewająca się dziecka uciekła z płonącej Warszawy. Bydlęcym wagonem dojechała do Austrii, gdzie jako więźniarka pracowała przy budowie kolei. Krysię urodziła w szpitalu w Lilienfeld.

 

 
 
Joomla Extensions