Jest jedną z najważniejszych postaci rodzimej naturoterapii oraz radiestezji, którymi zajmuje się już od ponad 25 lat. I, mimo że po zakończeniu pracy w banku przeniósł się z Warszawy do podolsztyńskich Plusk, przyjeżdżają tam z całego świata osoby szukające u niego pomocy, a jego wykłady i odczyty, z jakimi objeżdża Polskę, niezmiennie przyciągają tłumy


Andrzej Kowalczyk, NŚ 5/2017

Popijając wywar z ziółek, mówi: – O, słyszy pan ten cichy odgłos? To puka emerytura. Z każdym miesiącem coraz głośniej. Za rok zakończę działalność zawodową i zajmę się wyłącznie przyjemnościami. Jakimi? A choćby radiestezją.

Warmia i pobliskie Powiśle słyną z dobrych bioenergoterapeutów, zielarzy i różdżkarzy. W podolsztyńskich Redykajnach pracował słynny zielarz Eligiusz Kozłowski, w Dywitach działał różdżkarz Edward Trusielewicz. W Elblągu z kolei mieszkał ks. Czesław Klimuszko, któremu mieszkańcy chcą postawić nawet pomnik. Nieżyjący już Edward Trusielewicz przed czterdziestu laty poszukiwał Bursztynowej Komnaty na zamku w Pasłęku. Trusielewicz do końca swojego życia twierdził, że ogromna ilość bursztynu leży pod północno-wschodnią basztą na głębokości 10-11 metrów.

– Skoro mistrz Trusielewicz tak uważał, to może rzeczywiście warto wrócić do jego teorii – zastanawia się Mackiewicz i planuje wyprawę do Pasłęka, która byłaby ukoronowaniem życiowej pasji.

– Istnieją takie częstotliwości, które są właściwe dla bursztynu i pozwalają na jego identyfikację – wyjaśnia. – Różdżka drgnęła, bo zsynchronizowane zostały częstotliwości i pokazała, że zachodzi tam zjawisko odbioru emisji lub interferencji fal wobec obiektu oraz operatora. W technikach radiestezyjnych używa się też tzw. świadka. Tym świadkiem może być bursztyn, ale i np. woda – szukamy dokładnie tego, na co ustawiona jest oczekująca na rezonans częstotliwość.

Życie jest światłem

Wyprawa badawcza do Pasłęka byłaby dla Mackiewicza tym samym, co odczarowanie bioterapii, które wiązało się z opracowaniem w 1993 r. zawodowych definicji bioenergoterapii i radiestezji, albo autorska koncepcja HPSS (zob. tekst w ramce), która zyskuje coraz większe uznanie w środowisku.

Jak sam przyznaje, jest refleksyjnym optymistą. Może właśnie dlatego założył akademię optymizmu. To nie instytucja z biurem i szyldem, lecz raczej filozofia myślenia, działania, doładowywania organizmu bioenergią. Jednym z jej składników są fotony, czyli światło. Śp. ksiądz Włodzimierz Sedlak – duchowny katolicki, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, twórca polskiej szkoły bioelektroniki, elektromagnetycznej teorii życia oraz pojęcia wszechpróżni – mówił wprost: Życie jest światłem. Koncentracją tego światła jesteśmy my sami i daje nam ono energię do życia.

– Światło to życie – podkreśla Mackiewicz. – Np. na Islandii przez trzy czwarte roku panuje ciemność polarna. Jeden z moich znajomych pracuje na lotnisku w Reykjaviku. Jego pracodawca wychodzi z założenia, że najlepszą motywacją do działania jest zniwelowanie tych ciemności i funduje mu bezpłatny przelot w dowolny zakątek świata, aby w słońcu naładował życiowe akumulatory. My też mamy z tym problem. Ponad trzy czwarte Polaków cierpi na niedobory witaminy D, w szczególności D3. Jednak, aby nasłonecznienie odniosło właściwy skutek, powinno być skojarzone z całym bukietem witamin i biopierwiastków, a zwłaszcza z witaminą D3 wspieraną K2 i MK-7. Wiadomo, że godzina, półtorej południowego nasłonecznienia uruchamia w naszym organizmie 3 tysiące z ponad 27 tysięcy genów. Stymulują one układ hormonalny, anatomiczny (kości) i fizjologiczną harmonię, dając człowiekowi życiowy napęd.

Trzeba się pocić

mackMackiewicz nie traktuje rzeczywistości entuzjastycznie, nie zalicza się do ludzi, którzy wszystko widzą w różowych barwach. Zresztą takich osób jest stosunkowo niewiele. Zdaniem bioterapeuty około kilkunastu procent populacji.

– Mogę więc zaliczyć się do tych, którzy z natury są optymistami – stwierdza – ale widzą złożoność świata i także jego ciemne kolory. Sądzę, że takich osób w społeczeństwie jest najwięcej. Po drugiej stronie mamy pesymistów, którzy zaczęli stanowić kilkunastoprocentową grupę, która wskutek zmian cywilizacyjnych rośnie, o czym mogą świadczyć statystyki dotyczące chorób psychicznych, np. depresji. Na podstawie wielkości sprzedaży antydepresantów oszacowano, że na przypadłość tę cierpi w Polsce ponad milion osób.

Można zadać pytanie, od czego ten optymizm duszy zależy? Od miejsca, w którym żyjemy, otoczenia, stanu zdrowia, zasobności portfela, poziomu konsumpcji?

– Przede wszystkim od predyspozycji energo-informacyjnych i genetycznych przenikających się między pokoleniami, co dzisiaj nauka doskonale dokumentuje – odpowiada Mackiewicz. –Te potencjalne uwarunkowania mogą być wyzwolone lub nie w sytuacji, gdy pojawia się określona ilość zasobności energetycznej. Ta zasobność z kolei uwarunkowana jest zmianami środowiskowymi. Możemy oprzeć się na, znanej m.in. w naukach ekonomii, organizacji i zarządzaniu, zasadzie Pareto. Wystarczy dwudziestoprocentowy wzrost zasobności energetycznej, by pojawił się efekt w postaci osiemdziesięcioprocentowego wzrostu optymizmu, radości życia.

Problem – dodajmy – jest bardziej złożony niż zwykłe wystawianie twarzy do słońca. Bo gdyby tylko ten czynnik był decydujący, mieszkańcy strefy równikowej czy zwrotnikowej byliby najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi.

– A oni też przecież mają problemy zdrowotne – słyszę. – Światło to tylko jeden z czynników, powiedziałbym: węzłowy, ale nie wystarczający do tego, aby uruchomić efekt synergii. Innymi słowy brakuje nam wielu innych elementów w organizmie, które mogą wyzwolić coś, co umownie nazwijmy optymizmem. Z grupy biopierwiastków potrzebujemy w szczególności jodu, który stanowi niezbędny składnik regulacyjny w gruczole wydzielania dokrewnego, czyli w tarczycy. Spójrzmy na tzw. smutasów. Większość z nich cierpi na chorobę Hashimoto, czyli na niedobór jodu.

A po chwili: – Na razie wyodrębniliśmy dwa czynniki: światło i jod, ale ludzki organizm to niemal cała tablica Mendelejewa z pierwiastkami w odpowiednich proporcjach, które muszą precyzyjnie ze sobą współgrać. Istnieją pierwiastki, które „chodzą” parami i te pary są ze sobą ściśle powiązane. Obecność w nadmiarze jednej pary obniża aktywność drugiej. Np. magnez i wapń – bez magnezu nie ma mowy, aby wapń wbudował się odpowiednio w struktury naszych kości.

Jesteśmy tym, co jemy

Zdaniem Mackiewicza tu też możemy mówić o zasadzie Pareto. W grupie tych najważniejszych mikro i makro elementów 20-procentowa zmiana w sferze obecności konkretnego pierwiastka daje 80 procent efektu. Od wspomnianych mikro- i makroelementów oraz witamin zależy m.in. właściwy krwioobieg czy system oczyszczania organizmu. A współczesny człowiek ma coraz więcej problemów z wydalaniem różnych substancji, niektórych pierwiastków zaś, np. metali ciężkich, wręcz nie potrafi się pozbyć. Media i reklamy telewizyjne przekonują nas, że pocenie się to obciach, a przecież porzekadło biblijne mówi: w pocie czoła ziemię orać będą. My staramy się nie przemęczać – a trud i związany z nim pot świetnie oczyszczają nas z toksyn. Powinniśmy też pamiętać o tym, co wprowadzamy do organizmu.

– Odżywianie ma ogromne znaczenie – z naciskiem podkreśla Mackiewicz. – Powinniśmy korzystać z produktów uprawianych w sposób naturalny w czystym środowisku, wprowadzać do ustroju naturalne minerały, zioła, przyprawy itd. Nasze komórki wyrzucają na zewnątrz zużyte i niepotrzebne elementy, ale jeśli natrafią na wrogie lub nieasymilowalne pierwiastki pochodzące np. z uprawy opartej na GMO i nawozach sztucznych, a konsumowane z konserwantami i chemicznymi wypełniaczami, mają z tym duży problem. I pocenie się może już nie wystarczyć.

Silny stres powala

Czy tylko światło, czyste środowisko i sposób odżywiania się mają wpływ na nasz optymizm, i społeczne zachowania? Jaka – dalej – jest z tego punktu widzenia rola pieniądza? Czy silna gospodarka, zasobny portfel sprzyjają radości życia?

Jan Mackiewicz sięga po notatki i dzieli się spostrzeżeniem. W ostatnich dekadach gospodarka Korei Południowej odnotowała silny wzrost. Wraz z nim jednak rosną tam statystyki dotyczące samobójstw. Pod tym względem państwo to zajmuje drugie miejsce na świecie. Powstają publiczne i prywatne programy, które usiłują walczyć z życiowym pesymizmem i depresją. Jeden z ostatnich nazwano Happy Dying. Polega on na tym, że człowiek przeżywa własny pogrzeb. Pisze list pożegnalny, ubiera się w strój pogrzebowy, układa w trumnie i przez 30 minut przebywa w ciemnym pomieszczeniu w towarzystwie rodziny uczestniczącej w fałszywej ceremonii. Zdaniem twórcy programu, Kim Ki-ho, w trumnie można zastanowić się nad swoim życiem, docenić jego wartość, wspólnie z bliskimi rozważyć konsekwencje zgonu. Przypadek Korei pokazuje, że same pieniądze szczęścia nie dają. Potwierdzają to stosunkowo liczne przypadki samobójstw bogatych ludzi w Ameryce. W ostatnich latach kilka gwiazd rocka odeszło na własne życzenie...

Fot 2

Podczas pracy z wahadłem. Jego ekspertyzy radiestezyjne uważane są w Polsce za jedne z najbardziej wiarygodnych

Terapeuta zwraca uwagę na dorobek niemieckiego lekarza Ryke Hamera, który w ocenie jakości życia podkreśla znaczenie stresu. Jego zdaniem obok czynników biochemicznych to właśnie stres jest głównym, jeśli nie najważniejszym, czynnikiem wpływającym na naszą ocenę świata.

– Dlatego w naszej akademii optymizmu mówimy: relaksuj się, unikaj stresu, bądź życzliwy dla innych. Kto lubi innych ludzi, ma motywację, aby nieustannie uczyć się asymilować to, co dobrego daje nauka. Stres na normalnym poziomie, na granicy relaksu motywuje do aktywności, do kompensaty utrudnień. Po czym dodaje: – Ale już silny stres powala – nie znajdujemy rozwiązania swoich problemów, nie możemy spać, czujemy się źle, jesteśmy osłabieni. Dlatego my, naturoterapeuci, w tym bioenergoterapeuci, ale także lekarze i psycholodzy mówimy: jeśli utkwisz w tym silnym stresie, łatwo z niego nie wyjdziesz, bo on blokuje system regulacyjny, blokuje przepływy energii.

W zablokowanym organizmie słońce może okazać się czynnikiem niewystarczającym, czymś, co wręcz utrudnia wyjście z dołka. Dlatego nie wolno pozwolić, aby nasz ustrój zbyt długo pozostawał w stanie, by tak rzec, intensywnego stresu, który może być przyczyną wielu innych chorób i dolegliwości. Ten stres trzeba szybko rozładować, żeby nie wywierał wpływu na nasze serce i mózg.

Ryke Hamer zwraca uwagę, że ogniska nierozwiązanych problemów emocjonalnych można znaleźć w tomografii komputerowej podczas oglądania przestrzeni mózgowej. Joga, medytacje uspokajają ciało i umysł. Dzisiaj – odwołując się do ustaleń Roberto Barnai, Claude`a Sabbaha, Gilberta Renarda, Rainera Körnera, Christiana Fleche, Patricka Obissiera i wielu innych klasyków psychosomatyki – wiemy, że stan psychiczny determinuje w istocie możliwości somatyczne organizmu. Kiedy zasypiamy, wchodzimy w taką fazę, którą na encefalografie możemy odczytać jako stan alfa, czyli stan między jawą, a snem. Ciało i mózg się odprężają.

– I chodzi o to, aby uzyskać tego rodzaju efekt w warunkach kontrolowanych – stwierdza Mackiewicz. – Bioenergoterapeuci znają te metody relaksacyjno-medytacyjne i z powodzeniem stosują, pozwalając organizmowi ujawnić cały swój autoregulacyjny geniusz. Dopowiem jeszcze, że błogosławiony dla naszej psychiki jest sen przed północą.

Biopierwiastki i mikroorganizmy

mack2Jan Mackiewicz w swojej codziennej pracy używa m.in. wahadełka, które pozwala mu szacować stany – przeważnie niedobory lub obciążenia – różnych biopierwiastków i witamin w ustroju – po to, aby w sposób naturalny lub poprzez suplementację je uzupełnić.

– Oceniam także zasób energii i czy nie przekracza ona granicy, poniżej której traci się zdolność do homeostazy wewnątrzustrojowej - wyjaśnia naturoterapeuta. – Takie badanie oczywiście nigdy nie zastąpi typowych badań lekarskich typu EKG, USG, analityki laboratoryjnej. Zawsze podkreślam, że diagnozy bioenergoterapeuty czy radiestety nie należy stawiać wyżej niż profesjonalne badania medyczne. Mogą być one czynnikiem uzupełniającym lub tworzącym efekt synergii, co świat medycyny profesjonalnej coraz częściej docenia. My nie zastąpimy lekarza, ale możemy go wspomóc profilaktyką i zdrowym stylem życia, komplementarnością działań. Rolą lekarza jest leczyć, my natomiast zajmujemy się wspomaganiem energoinformacyjnych procesów samouzdrawiania organizmu pacjenta, a naszego klienta. Chodzi o to, aby maksymalnie szybko i skutecznie przywrócić osobniczą homeostazę, czyli ogólne poczucie dobrostanu w jego zasobach i możliwościach. Czy to oznacza, że ten człowiek jest w rozumieniu medycznym zdrowy? Nie, bo jeszcze musi mieć czas na dokonanie przemian na poziomie biochemicznym i biofizycznym. Po drugie, trzeba mu pomóc w zredukowaniu obciążeń w postaci toksyn, czyli metali ciężkich w organizmie, a po trzecie – przynieść ulgę przez redukcję stresu.

Ważny jest detox

Inna metoda wykorzystywana przez Jana Mackiewicza to moczenie nóg w niewielkiej wanience, tzw. Ion Detox, wypełnionej płynem. Po pół godzinie bezbarwny płyn zamienia się w brunatną ciecz. W ten sposób organizm oczyszcza się ze szkodliwych substancji. Pacjent, np. po chemioterapii, zażywaniu farmaceutyków i chemicznie obciążonej diecie, ma tych związków w swoim ustroju bardzo dużo. Metoda, o jakiej mowa, to sposób na pozbycie się z organizmu szkodliwych odczynników.

– Kąpiel stanowi cenne wsparcie leczenia w mojej autorskiej metodzie HPSS (tj. Holistyce PsychoSomatycznej Synergii) – naturoterapii dolegliwości o charakterze ciężkim i przewlekłym – wyjaśnia healer.

W 2003 roku dwaj amerykańscy naukowcy Peter Agre i Roderick Mackinnon otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za odkrycie kanałów wodnych w błonach komórkowych. Ich ustalenia pozwoliły wyjaśnić światu, w jaki sposób sole mineralne w postaci jonów oraz woda transportowane są na zewnątrz i do wewnątrz komórek organizmu. Odkrycia te pozwoliły również zrozumieć, jak powstają i są przekazywane sygnały elektryczne w komórkach nerwowych. Dzięki temu możliwe jest prześledzenie mechanizmów oczyszczania komórek ze szkodliwych dla ustroju substancji, jak również przyczyn powstawania wielu chorób nerek, serca, mięśni czy układu nerwowego.

– Odkrycia te zainspirowały naukowców i inżynierów do zbudowania urządzenia do oczyszczania organizmu, które znamy obecnie pod nazwą Ion Detox. HPSS uznaję za syntezę mojego ponad 25-letniego doświadczenia terapeutycznego – z dumą oświadcza Jan Mackiewicz. Jego znajomi mówią w tym przypadku o koronie Janka.

mack2d

Zaszczepić innym optymizm i radość, żyć pełnią życia. Jan Mackiewicz w swoim Centrum Terapii Naturalnych w Pluskach pod Olsztynem

Wraz z rozwojem cywilizacyjnym w ludzkich organizmach przybywa tych szkodliwych związków. Mają one wpływ na nasze zachowanie, optymizm, nastrój, co w całej rozciągłości potwierdzają badania naukowe.

– Kiedyś, zanim przeniosłem się do Plusk, byłem bankowcem i mieszkałem w Warszawie – mówi Jan Mackiewicz. – Miałem i mam dostęp do danych dotyczących zanieczyszczenia powietrza w obu tych miejscach. Różnica jest kolosalna na korzyść Plusk – i ma ona wpływ na jakość życia. Badania naukowe wykazały, że na przełomie XIX i XX wieku, by podwoić liczbę toksyn w organizmie, potrzeba było około 150 lat. Badania z końca XX wieku dowodzą, że wystarczy do tego już od 3 do 5 dekad, a te z 2010 r. mówią o 3 do 5 lat! Wynika z tego, że coraz szybciej zatruwamy nasze ustroje toksynami i metalami ciężkimi, co oczywiście wywiera istotny wpływ na cały nasz dobrostan.


Kontakt z Janem Mackiewiczem – zapisy na wizyty i konsultacje radiestezyjne oraz terapeutyczne: 601-805-111. Mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. , strona internetowa: www.jmackiewicz.pl

 

 

 
 
Powered by JS Network Solutions