Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Na szlaku swoich reporterskich wędrówek spotkałam wielu znakomitych, skutecznych healerów. Pomogli oni – i nadal pomagają – osobom cierpiącym na nowotwory, choroby układu krążenia i inne poważne schorzenia. Zgromadzili dokumentację medyczną, potwierdzająca skuteczność ich oddziaływania. Jednak Ewa Miazga jest w tym gronie uzdrowicielką wyjątkową. Promieniuje od niej nie tylko pozytywna energia i życzliwość, lecz iście anielska dobroć. Ona nie tylko przywraca zdrowie. Stymuluje również rozwój duchowy tych, którzy podążają ścieżką samodoskonalenia.

Po raz pierwszy spotkałyśmy się przed 17 laty, gdy pracowałam w gazecie Gromada - Rolnik Polski. Ewa Miazga specjalizowała się wówczas w zwalczaniu nerwic szkolnych. Zresztą do tej pory zajmuje się dziećmi i młodzieżą. Uspokaja, wycisza przed egzaminami, pomaga nastolatkom w zaakceptowaniu siebie i swoich bliskich, naprawia relacje w rodzinie. Chroni przed anoreksją dziewczęta, równie usilnie co niepotrzebnie odchudzające się w sposób ryzykowny dla organizmu.
Niedawno Elżbieta S. wyraziła jej wdzięczność za to, że wyleczyła córkę z jąkania się i nerwicy. Dziewczynka przez dwa lata uczęszczała na zajęcia u logopedy – bez skutku. Wada wymowy powstała bowiem na tle nerwicowym. Po trzech seansach dolegliwości ustąpiły, a warszawska healerka przywróciła spokój wielu niesfornym, znerwicowanym dzieciom.
Przyszła na świat z predyspozycjami do uzdrawiania. Już jako dziewczynka dostrzegała aury ludzi, wiedziała, co komu dolega. Dopiero później zorientowała się, że nie każdy odbiera rzeczywistość w taki właśnie sposób. Od dzieciństwa miewała też wizje. W jednej z nich zobaczyła niezwykle długą, pionową drabinę sięgającą nieba. Wspinała się ostrożnie po jej szczeblach, niosąc na rękach małe dziecko. Nad sobą widziała otwór w niebie. Była przekonana, że musi tam zanieść maleństwo, aby odzyskało zdrowie.

Chęć niesienia pomocy zdominowała jej życie. W pewnym momencie doszła do wniosku, że powinna znaleźć potwierdzenie dla swoich uzdolnień i zapisała się na kurs bioterapii prowadzony przez Ryszarda Ulmana. Do dziś ceni wysoko wiedzę z zakresu medycyny: anatomii i fizjologii, którą wówczas opanowała.
Pouczającym, choć wstrząsającym przeżyciem była sekcja zwłok, w której uczestniczyła. Dodatkowo ją to wzmocniło. Dzięki kontaktom z doświadczonymi bioterapeutami i radiestetami zdała sobie sprawę z własnego potencjału energetycznego. Jej biopole oszacowano na 23.500 jednostek w skali Bovisa. To dlatego ból kolana mija, gdy tylko go dotknie.
Aby skuteczniej pomagać cierpiącym, ukończyła kurs Doskonalenia Umysłu u Lecha E. Stefańskiego, a także szkolenia z zakresu tarota i sugestoterapii. Uzdrawianie traktuje jak swoje powołanie, największą pasję życia. Chętnie dzieli się własną bioenergią z potrzebującymi: niedawno władze miasta Kobyłki podziękowały jej za organizowane w Miejskim Ośrodku Kultury seanse charytatywne dla mieszkańców.

Balsam dla skołatanych nerwów

Obecnie wiele osób nie radzi sobie ze stresami i problemami dnia codziennego. Stąd coraz częstsze nerwice i depresje. Oto kilka przykładów.
Halina C. przeżywała lęki, straciła chęć do życia, prześladowały ją myśli samobójcze. Po pięciu zabiegach u Ewy Miazgi zaczęła się śmiać, wrócił optymizm, nadzieja na lepsze jutro. Psychiatra, który opiekował się chorą, potwierdził poprawę stanu zdrowia.
Wiesława W., która, zniechęcona do życia i pracy, wpadła w apatię, wyciszyła się po 3-4 zabiegach. Terapeutka przywróciła jej poczucie bezpieczeństwa, dzięki czemu chora znów może normalnie żyć i pracować. Podczas seansów odczuwała spokój i ciepło, bijące od pani Ewy. Nie znam słów na wyrażenie tego, co czuję. Zwykłe "dziękuję" to za mało – napisała.
Bóle żołądka na tle nerwicowym dokuczały Lucynie K., która nie mogła normalnie jeść. W trakcie pierwszego zabiegu odczuła spokój, ciepło i pozbyła się bólu, a kilka dni później jadła już wszystko.
Stany depresyjne, osłabienie, arytmia, zaburzenia pracy tarczycy i jelit, bóle reumatyczne – lista schorzeń Krystyny M. z Marek była długa. Już po dwóch seansach nastąpiła radykalna poprawa stanu zdrowia: znikły arytmia serca i depresja.

Pani Barbara tak dziękuje uzdrowicielce za jej serce i dobroć. W ciągu zaledwie kilku seansów potrafiła Pani uczynić ze mnie spokojnego człowieka. W czasie naszych spotkań czułam się wspaniale: spokojna, odprężona i szczęśliwa. Czułam, że wszystko, co złe i chore, pod wpływem Pani wspaniałych rąk ucieka ze mnie – spływa w dół, nogi stają się ciężkie jak z ołowiu, a potem następuje lekkość i wielki spokój... Łatwiej mi żyć (...), zasypiam bez środków nasennych, mam też znacznie mniej kłopotów z sercem. W czasie seansów widzę Pani ręce, twarz i serce w poświacie, widzę Panią jak promieniującą, fosforyzującą istotę. To płynące od Pani światło chłonę całą moją osobą i jest mi z tym bardzo dobrze. Mam nadzieję, że to ciepło, tę uzdrawiającą energię zachowam w sobie na długo jak promyk słońca.

Niezwykłe doznania

Najciekawszą, obszerną relację z seansów pozostawiła pani Wiesława. Twierdzi, że nie znajduje słów, aby opisać bogactwo wrażeń. Każdy seans przynosi nowe odczucia. Przede wszystkim obserwuje fascynującą grę kolorów, wśród których przeważają barwy: różowa, fioletowa, zielona i żółta. Podczas każdego seansu widzi energię. Występuje ona w postaci nici pajęczyn, czy też ogromnych pól siłowych, które błyskają przed mymi oczami. Ostatnio zobaczyłam dłoń, która dawała mi te energie. Gdy dotykała Pani mojej głowy, z każdego palca tryskał strumień jak laser koloru zielonego.
Innym razem pani Wiesława, cierpiąca na bóle głowy i odcinka szyjnego kręgosłupa, poczuła, jakby otaczająca ją pokrywa lodowa zaczęła się kruszyć i spływała od głowy aż do stóp. Kiedy odpłynęło przeraźliwe zimno, stała się cieplejsza dla otoczenia i jeszcze bardziej wrażliwa. Wówczas zobaczyła swój chory kręgosłup i głowę, otoczoną barwną poświatą. Otoczka głowy i ramion była żółta, a każdy krąg szyjny – czerwony.
Kiedy indziej klientka wyszła poza barwne wizje i przeprawiła się przez ciemność. Nie czułam się w niej dobrze, niepokoiła mnie. Ale warto było ją przebyć, aby zobaczyć ten blask, to światło, które wydobywało się spoza ciemnej skały. Światło to było przepełnione dobrocią, miłością, czułam, że muszę go dotknąć, stanąć w jego blasku, aby nie odczuwać już smutku, trosk, zmęczenia. Nie mogłam oderwać wzroku. Dzięki Pani wiem już na pewno, że nie to jest ważne, co na ziemi, że moje życie jest jednym z etapów doskonalenia własnego wnętrza.
Pani Wiesława nie zażywa już leków uspokajających. Cieszy się z tego, co ma, a sił dodaje jej nieskończona, kosmiczna perspektywa rozwoju.

Ratunek dla cierpiących na bezsenność

Także inne osoby nie tylko odczuły, ale również zobaczyły przekaz energii. W ich gronie jest pan Stefan z Warszawy, cierpiący na nerwicę i ciągnącą się latami bezsenność. Podczas zabiegu zauważył, że dłonie pani bioterapeutki świecą srebrzysto – białym światłem, a ręce miała prześwietlone do tego stopnia, że widziałem kostny kształt dłoni. To niezwykłe zjawisko trwało kilka lub kilkanaście sekund. Stan zdrowia chorego po kilku zabiegach uległ znacznej poprawił.
Na bezsenność, nie poddającą się leczeniu cierpiał Jan W. z Ostrowi Mazowieckiej. Nie mógł zasnąć nawet po lekach nasennych, lekarze nie dawali mu nadziei na to, że wyjdzie z tej choroby. Tymczasem już po pierwszej wizycie u pani Ewy przespał noc bez zażywania środków nasennych. Od tamtej pory zasypia bez problemu, śpi 7-8 godzin na dobę i budzi się wypoczęty. Po drugim seansie, podczas którego terapeutka oddziaływała na kręgosłup i układ nerwowy chorego, cofnęły się niedowłady nóg, spowodowane urazem kręgosłupa lędźwiowego, ustąpiły też bóle na odcinku L3 i L4 oraz niedoczynność gruczołu prostaty. Wdzięczny klient ułożył dla swojej bioterapeutki modlitwę.