Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Kazimierz Matyjas należy do grona tych bioenergoterapeutów, którzy w swojej pracy sięgają po najnowsze zdobycze fizyki. Posiada dar widzenia całego wnętrza ciała człowieka, a gdy – widząc – przepuszcza przez nie swoją energię, sprawdza stan zdrowia i wychwytuje zmiany chorobowe. Potem działa biopolem, dobranym dla konkretnej osoby.

To konieczne, gdyż każdy człowiek oraz organ posiada odrębne pole, różniące się od innych częstotliwością, natężeniem i innymi parametrami. Oddziaływanie polem o dobranej indywidualnie charakterystyce sprawia, że skuteczność jego oddziaływania Matyjasa jest wręcz zaskakująca. To dlatego stołeczny healer radzi sobie w przypadkach, w których medycyna akademicka okazuje się bezradna.

Wapno i poślizg

Pan Andrzej, student Politechniki Warszawskiej, na krótko przed obroną pracy magisterskiej miał wypadek na budowie. Zawiodły zabezpieczenia: pękł wąż, którym podawano cement i wapno pod ciśnieniem dostało się do oczu młodego człowieka.
Wapno – to najgorsze, co może wpaść do oczu – żartuje mój rozmówca. Ale wówczas, w 1999 roku sytuacja była tragiczna. Lekarze podawali kwas, żeby zneutralizować alkaliczny odczyn zaprawy murarskiej, jednak, zdaniem ordynatora, oczy były nie do uratowania. Wapno penetrowało je zbyt głęboko. Gałki oczne mogły pęknąć, należało więc je usunąć. Zdaniem okulistów chory nie mógł odzyskać wzroku.
Anna, siostra cioteczna Andrzeja, była przerażona i diagnozą i wyglądem brata. Poprosiła, aby wstrzymano się z operacją i – za radą lekarzy – zaczęła szukać ratunku na własną rękę.
Tak trafiła do bioterapeuty Kazimierza Matyjasa.

Ten pan poprosił, żebym zamknął oczy. Nie widziałem, co się działo, ale odczułem spokój, relaks. Zasnąłem. Wydawało mi się, że minęło kilka minut. Tymczasem seans trwał pół godziny – wspomina poszkodowany w wypadku.
Terapeuta stwierdził, że jedno oko jest do wyleczenia. Natomiast w drugim przepływ energii był bardzo utrudniony.
Po kilku wizytach warszawskiego healera stan zdrowia chorego poprawił się. Wprawdzie spędził w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, ale udało się zachować obie gałki, a jednym okiem widzi. Żyje normalnie: założył rodzinę, pracuje, prowadzi samochód. Obecnie czeka na przeszczep rogówki. Zdaniem opiekującej się nim lekarki, medycyna nie zna takiego przypadku, a z punktu widzenia nauki na uratowanie wzroku nie było szans.
Co ciekawe, na tydzień przed zdarzeniem matce pani Ani (siostry pana Andrzeja) przyśnił się papież. Jan Paweł II stał na balkonie zajezdni tramwajowej i jakoś dziwnie na nią patrzył brązowymi oczyma. Kiedy na korytarzu szpitalnym spotkała Kazimierza Matyjasa i uścisnęła jego dłoń, przeszył ją dreszcz. Zobaczyła bowiem ciemne, przenikliwe oczy z tamtego snu...

W tej samej rodzinie niedawno miał miejsce wypadek samochodowy: poślizg i uderzenie głową w przednią szybę przy prędkości 60-70 km/godz. Uszkodzona została kość jarzmowa, spuchła prawa część twarzy, młoda kobieta traciła wzrok. Pękła lewa gałka (która została zszyta), popękały soczewki obu oczu. Naruszona została siatkówka i w obu oczodołach, za oczyma – utworzyły się krwiaki. Ofiara wypadku trochę widziała kącikiem lewego oka, ale prawym – wcale. Miała też przestawione kręgi szyjne i wstrząśnienie pnia mózgu, była roztrzęsiona, źle sypiała.
Po spotkaniach znikła opuchlizna, ustąpiły stany lękowe, powrócił sen. Minął szok powypadkowy, poprawiło się widzenie. Pacjentka lewym okiem postrzega sylwetki, widzi ruch dłoni przed oczyma. Trudno w tej chwili ocenić jej szansę na powrót do pełni zdrowia; chora czeka na operację wszczepienia soczewek. Jednak już teraz poprawa jest znaczna.

Zmniejszające się guzki

Pani Anna, która sprowadziła Kazimierza Matyjasa do swojego brata, niedawno sama postanowiła skorzystać z pomocy tego uzdrowiciela. Ponieważ na jej tarczycy pojawiły się guzki, które szybko rosły, dostała skierowanie na operację.
Zdecydowała, by wybrać się do terapeuty, który wcześniej pomógł jej bratu. Przyznaje, że jako osoba sceptyczna i racjonalna, z wykształcenia magister pielęgniarstwa, nie wierzyła w powodzenie tej kuracji. Swoją decyzję podjęła na zasadzie: tonący brzytwy się chwyta.
Healer zaproponował trzy spotkania w dwudniowych odstępach. Podczas seansów zapewniał, że guzki się zmniejszą, w co nie wierzyła.
Nadszedł termin badania kontrolnego. Pani Anna zauważyła, że czas USG się przedłuża. Zdenerwowani pacjenci pukają do drzwi, a pani doktor bada i bada...Wreszcie stwierdziła, że gdyby nie to, że poprzednie badanie wykonała osobiście i to na tej samej aparaturze, nie uwierzyłaby w wyniki badania.
Guzki zmniejszyły się, operacja nie była konieczna. Ponadto zmieniła się struktura tkanki tarczycy. Opierając się na ostatnim badaniu nie można było zdiagnozować autoimmunologicznej choroby Hashimoto, w której układ odpornościowy niszczy tkanki tarczycy.
Dopiero wtedy moja rozmówczyni przyznała się do tego, że skorzystała z pomocy bioterapeuty. Opowiedziała też historię swojego ciotecznego brata. Pani doktor stwierdziła wówczas, że w swojej pracy opiera się na faktach, a fakty wskazują, że coś w tym jest.
Od tamtej pory minęły cztery lata. Guzki się zmniejszają, pani Anna przyjmuje uzupełniające dawki hormonów tarczycy, żyje normalnie i jest bardzo zadowolona z terapii. Podobnie jak pani Grażyna, której Kazimierz Matyjas zlikwidował torbiel na tarczycy.

Epilepsja skrytopochodna

Czteroletnia Sandra zachorowała na ospę wietrzną. Niegroźna choroba minęła, ale pojawiły się napady konwulsji, podczas których mała traciła przytomność. Na podstawie badania EEG postawiono diagnozę: padaczka skrytopochodna. Mimo podawania leków nie było poprawy: dziecko miewało 12-14 ataków w ciągu doby. Wtedy rodzice dziewczynki przyprowadzili ją do Kazimierza Matyjasa.
Warszawski healer od razu zorientował się, że przyczyną choroby nie są nieprawidłowości w pracy mózgu, lecz zmiany w strukturze nerwu rdzeniowego w odcinku Th8 – L2. Utworzyła się tam torbiel. Wybrzuszenie powodowało tarcie opony twardej o miękką, wskutek czego wytwarzały się ładunki elektryczne, które nerw rdzeniowy przekazywał za pośrednictwem pnia mózgu do samego mózgu, gdzie kumulowały się ładunki nerwowe i dochodziło do ich wyładowania – jak porażenie prądem. Stąd padaczka.
Już po pierwszej wizycie Sandra uspokoiła się, a liczba ataków wyraźnie zmalała. Po kilkunastu seansach padaczka całkowicie ustąpiła. Lekarze najpierw zmniejszyli dziecku dawki leków, a po trzech latach bez ataków zezwolili na ich odstawienie. Dziewczynka była też poddawana terapii manualnej kręgosłupa metodą Ackermana wykonywanej przez dr. Z. Wasilewskiego. Dziś Sandra jest dorosła i nie ma problemów neurologicznych.
Sandra to nie jedyna osoba, którą terapeuta z "Mandagazu" wyciągnął z epilepsji. Agnieszka w trakcie seansu odczuwała jego energię w całym organizmie. Po dwóch zabiegach stwierdziła, że ustąpiły ataki epilepsji i bóle głowy, przestała też się denerwować. Natomiast Piotr pozbył się padaczki po dwóch zabiegach. Od dwóch lat nie odnotował ani jednego ataku.

Specjalność: schorzenia neurologiczne

Kazimierz Matyjas pomaga nie tylko epileptykom, lecz także osobom cierpiącym na chorobę Parkinsona – zwłaszcza w jej początkowym stadium. Jego specjalnością są generalnie różne schorzenia natury neurologicznej. Często odwiedzają go seniorzy.
Pan Janusz przychodzi, żeby poprawić pamięć. Jego żona jeszcze niedawno była rozdygotana, rano nie mogła sobie znaleźć miejsca, wewnętrzny przymus zmuszał ją do nadmiernej aktywności. Po ustawieniu kręgów szyjnych uspokoiła się, jest zrelaksowana, zachwycona wynikiem terapii. Już nie musi nigdzie biegać, niczego załatwiać...
Kobieta po osiemdziesiątce cierpiała na bóle głowy, bezsenność, skoki ciśnienia, kłopoty z sercem. Matyjas prześwietlił ją wzrokiem i zobaczył, że ma zwapnienia w istocie białej mózgu, słabe impulsy w ścianie serca, nazbyt sztywne naczynia krwionośne. Zalecił więc picie herbaty z kłącza perzu, gdyż zawarta w nim krzemionka i inne substancje uelastyczniają naczynia. Po seansach ustąpiły bóle głowy i bezsenność. – Teraz pani serce jest jak młode – stwierdziła lekarka, oglądając nowy wynik echa serca pacjentki.

Trzyletni Piotrek, czekając na wizytę, biega po poczekalni, przekleja metki na broszurkach, śmieje się, buzia mu się nie zamyka. Aż trudno uwierzyć, że cztery miesiące temu nie mówił, siedział na krześle i rysował kreski. Mózg chłopca funkcjonował słabo, słuch był nienajlepszy, a brzuch – napięty. Stąd kłopoty z wypróżnieniem. Geneza jego problemów neurologicznych wzięła się stąd, że mały przyszedł na świat w rodzinie patologicznej z problemem alkoholowym. Dziś rodzice, którzy go adoptowali, dzięki interwencji Kazimierza Matyjasa mogą cieszyć się zdrowiejącym synkiem.
Dziesięcioletnia dziewczynka z Sandomierza cierpiała na zespół Tourette`a, chorobę genetyczną, którą wywołuje zaburzona przewodność impulsów w przednich przewodach sieci mózgu. Objawy: karłowatość, nadpobudliwość, drgawki i nieustanny krzyk. Po zabiegach Kazimierza Matyjasa wyszła z choroby: w ciągu roku urosła o głowę, dobrze się uczy, zdała maturę.
Szesnastolatka miała nierównej wielkości piersi: jedną zerową – drugą nr 3 (stanika). To zaburzenie rozwojowe powstało w wyniku niedrożności w przewodzie dostarczającym hormon z przysadki do podwzgórza. Po udrożnieniu przez healera przewodu, hormony zaczęły krążyć w sposób niezakłócony i piersi wyrównały się po dwóch miesiącach.
Inna dziewczynka, cierpiąca na częściowe porażenie mózgowe miała ogromne trudności w nauce: kłopoty z zapamiętywaniem, czytaniem, obliczeniami matematycznymi. K. Matyjas wzbudził połączenia między obszarami mózgu, które wcześniej ze sobą nie współpracowały. Po terapii dziecko uczy się dobrze.