Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Energetyczny masaż na cztery ręce, wykrywanie głęboko skrywanych problemów, oczyszczenie duszy i ciała – tak w skrócie można opisać sens zabiegu wykonywanego przez parę bioterapeutów i masażystów z Warmii: Barbarę Matczak i Floriana Szalkiewicza. W ich gabinecie znikają ból, choroby i depresja.

Do nas nie można przyjść tak z ulicy. Trzeba się umówić, bo spotkanie może trwać ponad dwie godziny – uprzedza Florian. – Siadając z pacjentem przy herbacie szukamy z Basią prawdziwego powodu jego wizyty. Musimy wiedzieć, czego od nas oczekuje. Próbujemy ustalić przyczyny jego złego samopoczucia.

Choroby, problemy życiowe lub po prostu potrzeba relaksu – z tym na ogół trafiają pacjenci do ich gabinetu w Nowym Mieście Lubawskim. Najczęściej zaglądają tu ci, którzy cierpią bóle pleców, stawów i mięśni oraz zapadają na schorzenia laryngologiczne i migreny.

Najpierw pacjent zasiada w fotelu do masażu, który rozluźnia jego plecy i okolice kręgosłupa. W tym czasie popija herbatę z miodem. Potem biorą go w swoje ręce Basia i Florian. Zabieg bioenergoterapeutyczny przeprowadzają na cztery dłonie.

W ten sposób harmonizują pole bioenergetyczne pacjenta i aktywizują jego wewnętrzny system immunologiczny. Tak docierają do pierwszych przyczyn bólu i choroby. Niektórzy, słysząc ich słowa, boją się, że terapeuci czytają im w umyśle.

Nie czytamy w umyśle, bo to nieetyczne. Widzimy w ciele ból, choroby, problemy – wyjaśnia Basia. – I informujemy o tym pacjenta.

W zależności od dolegliwości Florian Szalkiewicz, stosując metodę doktora Wilhelma Ackermanna, rozciąga i rozgrzewa kręgosłup. Dopiero tak przygotowane ciało nadaje się do masażu klasycznego. Płoną świece, a panującą wokół cudowną atmosferę dopełnia kojąca muzyka, zapach olejków i kadzideł.

Bywa, że pacjent zasypia – dodaje Barbara Matczak. – Bo każdy inaczej reaguje na zabieg. Jedni uspokajają się, a inni nabierają energii. Każdy potrzebuje czegoś innego.

Wspólnie opracowali autorską metodę uzdrawiania. Praca na cztery dłonie sprawia, że ten, kto do nich trafia, z ulgą poddaje się zabiegom. Delikatne i kochające ręce Basi łagodzą bóle. Silne dłonie Floriana wykrywają blokady i je likwidują. Na koniec masażu ciała Basia robi jeszcze akupresurę stóp.

Miałam torbiele na jajnikach. Dwa lata lekarze z tym walczyli i nie udało się ich usunąć – opowiada jedna z pacjentek z Iławy. – Nigdy wcześniej nie byłam na zabiegu u bioterapeutów. Pomyślałam, że, skoro lekarze i tak szykują mnie do operacji, nic nie ryzykuję.

Kilka dni później lekarz prowadzący zrobił jej USG jajników. Okazało się, że po torbielach nie ma śladu.

Dla pewności poszłam do jeszcze innego ginekologa, gdzie również zrobiłam USG. Torbieli nie było – cieszy się uzdrowiona pacjentka.

Na masaż na cztery ręce zdecydował się też Maciej z Łodzi.
Myślałem, że to będzie tylko taki relaks. Po ustawieniu kręgosłupa wsiadłem za kierownicę i zadziwiłem się – wyjaśnia. – Przez wiele lat, gdy siedziałem za kierownicą, bolały mnie plecy w okolicy lędźwi. Teraz ból minął. Mogę przejechać setki kilometrów i nie czuję zmęczenia.

Ostatnio w gabinecie pojawiła się kobieta, która od progu oznajmiła, że zdradza ją mąż.
Czuła się oszukana, poraniona – opowiada Florian. – Podaliśmy jej filiżankę herbaty i od razu zapytałem, czy ten jej mężczyzna był w domu doceniony. Szukałem powodów jego odejścia.
A ja starałam się ją zmobilizować. Mówiłam o tym, że powinna zadbać o siebie, wyjść z domu, uzupełnić wykształcenie, zrobić prawo jazdy albo zapisać się na jakiś kurs. Zacząć dbać o siebie – dorzuca Basia.

Zanim zaczęli pracować z ciałem i aurą kobiety, dzielili się z nią własną energią radości i miłości. Basia i Florian często mówią o tym, że trzeba pielęgnować relacje między partnerami.

Bardzo ważne, żeby mieć wspólne zainteresowania, nawzajem dbać o siebie. Wzbudzić w sobie radość życia – wylicza Florian.

Wszyscy dziś bardzo dużo pracujemy. Bywa, że żyjemy perspektywą tego, co czeka nas za jakiś czas: awans, lepsze mieszkanie, droższe wakacje. I zupełnie zapominamy o dziś.

To ogromny błąd, który prowadzi do depresji i wielu chorób. Trzeba żyć spontanicznie. Żyjmy dziś, a nie za trzy czy pięć lat. Liczy się każda minuta szczęścia – dodaje Basia. – Powinniśmy umieć się cieszyć każdą chwilą. Ludziom, którzy do nas przychodzą, mówimy, że życie jest piękne, że trzeba to dostrzec już, teraz.

Obserwują kryzys związków. Najgorsze, co partnerzy mogą zrobić, to walczyć o dominację w parze.

A gdzie miejsce na miłość, codzienne uwodzenie się, komplementy?

Miłość należy pielęgnować jak najdroższy kwiat – upiera się Florian. – Gdybyśmy nie dokładali do kominka, to by wygasł. Już w łóżku rano trzeba się pięknie przywitać. My tak właśnie robimy, pielęgnujemy naszą miłość. A ilu ludzi otwierając codziennie oczy narzeka? A jak jeszcze ktoś komuś coś wypomina, z jaką energią zaczyna dzień?

Polskę zalewa fala rozwodów. Bywa, że młode małżeństwa nie wytrzymują wspólnie nawet kilku lat. Rozstają się też pary nawet po 20 latach wspólnego i w miarę zgodnego życia.

Ludzie nie potrafią pielęgnować związków. Nie umieją ze sobą rozmawiać – ubolewa Florian. Ja nie chcę zawsze mieć racji. Wolę być kochany.

To samo zdanie wypowiedziane przez kobietę i mężczyznę znaczy zupełnie co innego – dopowiada Basia. – Kobietom mówimy: nie czekajcie, żeby się domyślił. Powiedzcie mu, czego oczekujecie, bo się nie doczekacie. Mężczyzna nie domyśli się, o co kobiecie chodzi.

Ona przeważnie narzeka, że on czegoś nie zrobił, że się nie zorientował, o co chodzi. A on nie wie, o czym ona mówi – dorzuca Florian. – Trzeba otwarcie powiedzieć, czego oczekujesz od partnera i co możesz mu dać od siebie. Gdyby ludzie stosowali tę prostą zasadę, nie byłoby tylu sfrustrowanych, rozżalonych, chorych osób.