Jest pionierem w dziedzinie leczenia dźwiękiem kamertonów, autorem nowej metody muzykoterapii prowadzonej na poziomie komórkowym. Barbara Romanowska nazwała ją Muzykoterapią Dogłębną Komórkową (skrót MDK), wspierając licznymi badaniami obejmującymi techniki pracy z kamertonami oraz głosem.

Metoda, o jakiej mowa, powstała w 2003 roku, a od tego czasu Barbara Romanowska z powodzeniem kształci przyszłych terapeutów dźwiękiem. Uczy jej także wszystkich, którzy po ukończeniu szkoleń sami pomagają sobie w codziennych dolegliwościach za pomocą czystej, wygenerowanej fali dźwiękowej. Od 2004 r. pod egidą Akademii Dźwięku prowadzi kursy na całym świecie oraz gabinet z siedzibą w Gdańsku, gdzie za pomocą różnych częstotliwości kamertonów i stroików medycznych pomaga w ponad 250 przypadkach chorobowych (w tym różnej postaci nowotworów). Korzysta także z wiedzy Tradycyjnej Chińskiej Medycyny (TCM), a pozytywne efekty jej działań obejmują coraz więcej osób.

Od 2003 r. w Polsce i zagranicą przeprowadziła już setki szkoleń. Jej studentami, którym otworzyła oczy i umysły na dźwięk byli między innymi: lekarze homeopaci – dr Nelly Radwanowska - Amejgag (ukończyła kurs we wrześniu 2007 r. i wtedy też postanowiła rozpocząć swą przygodę z dźwiękiem) oraz dr Lidia Lange z Hamburga (aktualnie tłumacz kursów Romanowskiej na kraje niemieckojęzyczne), oligofrenopedagodzy - Lidia Zahorska i Katarzyna Łatacz, czy laryngolog-foniatra, dr Dorota Stefańska i wielu innych lekarzy medycyny różnych specjalizacji. Jej metodę stosują także placówki: Centrum Logopedyczne Apex czy Zespół Dziennych Domów Pomocy w Puławach, a także znani bioterapeuci, masażyści, rehabilitanci i terapeuci - w tym Stanisław Olszewski, o którym pisał w Poczcie healerów polskich w nr. 1 z 2008 r.

W 2010 r. dzięki wybitnym wynikom pracy dr Barbary Romanowskiej Ministerstwo Edukacji Narodowej w Polsce uznało jej metodę. W efekcie czego ukończenie kursu MDK honorowane jest w kraju i zagranicą poprzez zaświadczenie MEN. Co ważne, Akademia Dźwięku Barbary Romanowskiej jest właścicielem nazwy patentu dotyczącego technik MDK, warunkującego kształt kamertonów i program kursu, co nie może być wykorzystywane przez osoby trzecie ani w żaden sposób modyfikowane przez uczestników zajęć jako przyszłych terapeutów, gdyż łamaliby oni prawo (mowa tutaj o ludziach, którzy próbują wykładać metodę pod własnym nazwiskiem bez wiedzy twórcy lub terapeutach nielegitymujących się aktualnym dyplomem). Zastrzeżony patent ma wykluczać błędne użycie kamertonów lub ich złe wykonanie, co mogłoby przynieść szkodę pacjentom lub samej metodzie.

List na Onecie

W liście Mistrz żyjący w ukryciu zamieszczonym na portalu Onet.pl 10 listopada 2011 r. jego autorka, Izabela Chojnowska tak pisze na ten temat:

Chciałabym opowiedzieć o osobie, która nie tylko odmieniła moje życie, ale bohaterem jest na co dzień, co może potwierdzić wiele osób którym pomogła. Dla mnie jest żyjącym w cieniu mistrzem. Dlatego chciałabym, by ludzie ją poznali, a przede wszystkim to co robi, by mogli cieszyć się życiem tak, jak teraz ja. Piszę (…) ten list, ponieważ mam nadzieję, że Pani Barbara Romanowska (z zawodu muzyk), urodzona tego samego dnia i miesiąca co W. A. Mozart, za przełom, którego dokonała, nie zostanie doceniona dopiero po śmierci (jak on), a jeszcze za życia, i o to (…) bardzo proszę.
Od lutego do czerwca 2008 r. borykałam się z narastającym bólem szczęki, zębów, policzków i całej głowy (zapalenie nerwu trójdzielnego). Odwiedzałam po kolei lekarzy internistów, dentystów, laryngologów, otolaryngologów, neurologów, homeopatów, neurochirurgów itd., którzy przepisywali mi jedynie coraz więcej leków przeciwbólowych (potrójne dawki!). Przeszłam też wiele zabiegów, w tym bolesne zastrzyki i blokady, jednak pomimo bardzo silnych leków rwący ból całej prawej strony twarzy stawał się nie do zniesienia. W końcu pojawił się paraliż, problem z mówieniem, jedzeniem, ogromna wrażliwość na dźwięki oraz brak czucia w całym ciele. Załamałam się.

Wtedy ktoś wspomniał mi o muzykoterapii dogłębno-komórkowej. I choć najpierw zareagowałam sceptycznie (bo jak muzyka może kogoś wyleczyć?), kiedy zapoznałam się z tą metodą, nie mogłam uwierzyć w jej efekty. Od pierwszej terapii z każdym dniem było coraz lepiej, aż zupełnie odzyskałam czucie, a następnie mowę i ból odszedł! Co więcej, całkowicie zmieniło mnie to psychicznie. Jestem teraz bardziej odporna na stres, uwierzyłam w siebie i inaczej podchodzę do życia.
Obecnie wiem, że (zawdzięczam) to działaniu wszechstronnej naturalnej fali dźwiękowej, gdyż moja bohaterka (…) dokonała rzeczy wielkiej. Odkryła, że konkretne częstotliwości ukryte w prostym narzędziu - kamertonie - mogą leczyć komórki ludzkie wraz z jednoczesnym przywróceniem równowagi psychicznej. Jej metoda muzykoterapii działającej na bazie komórkowej, jednocześnie oddziałuje na psychikę, leczy ciało, a przede wszystkim podnosi na duchu. I choć moja bohaterka nie jest lekarzem medycyny konwencjonalnej, lecz muzykiem po II fakultetach AM (…), zrezygnowała z własnej kariery muzycznej, by pomagać ludziom. (…) Szkoda, bo pięknie gra i śpiewa, a nawet wydała płytę w USA nominowaną do „Music Awards”. Pomimo to postanowiła poświęcić się dla dobra ludzi. Rozpoczęła naukę medycyny naturalnej (chińskiej) i otrzymała tytuł Doktora Filozofii w Naturopatii oraz zaczęła pisać książki na temat leczenia dźwiękiem, które doczekały się już tłumaczeń na różne języki. Ona sama (…) twierdzi skromnie: „Ja tylko opracowałam potrzebne techniki stymulacji naszego układu odpornościowego. Wyleczenie to zasługa dźwięku i możliwości samoregulacji organizmu ludzkiego, które posiada każdy, a za pomocą dźwięku dostrajamy ciało i psychikę do stanu równowagi”.

I dalej:

Barbara Romanowska nie reklamuje siebie ani metody, którą stworzyła, a która jest „nową gałęzią muzykoterapii operującą na bazie komórkowej”. Prowadzi natomiast wiele szkoleń. Niestety czasem inni, którzy kończą jej kursy, przypisują sobie potem jej osiągnięcia jako własne, korzystając z tego, iż jest mało znana… Dlatego napisałam do Państwa! Proszę o niej mówić! Proszę, otwórzmy się na to, co nowe, bo możemy z tego naprawdę czerpać bezcenne korzyści! Kto wie, czy nie jest to medycyna przyszłości? Prosta i bezbolesna, a nawet przyjemna! Z Edisona, Einsteina czy Mozarta kiedyś się wyśmiewano, choć teraz nie wyobrażamy sobie bez ich odkryć życia.

Nazwali ją: Angel

Barbara Romanowska urodziła się tego samego dnia i miesiąca, co słynny kompozytor Wolfgang Amadeusz Mozart. Z wykształcenia w Polsce jest magistrem Sztuki (ukończyła z wyróżnieniem dwa kierunki na Akademii Muzycznej: wokalistykę oraz kompozycję – aranżację). Nadal pozostaje czynnym muzykiem, co pozwala jej łączyć wykład na temat własnej metody muzykoterapii na bazie komórkowej z koncertami na żywo. Jednak medycyna naturalna, traktowana wcześniej jak hobby, ostatecznie wzięła górę i ostatecznie po odbytych naukach w połączeniu z TCM, jakie pobrała w Stanach Zjednoczonych, w 2008 r. na podstawie opublikowanej tam jednej z własnych książek otrzymała tytuł Doktora Filozofii w Naturopatii (Doctor of Philosophy in Naturopathy).

Począwszy od 2003 r. wydała kilka książek poświęconych leczeniu dźwiękiem, które doczekały się już wydań m.in. w Niemczech, Austrii, Szwajcarii, USA, Czechach i na Słowacji. Stworzyła także muzykę rozpowszechnianą na wielu płytach, która pomaga ludziom przezwyciężać problemy natury psychicznej, a także te wynikające z chorób cywilizacyjnych.
W USA przebywała w latach 2004-2008 r., prowadząc seminaria i warsztaty własną metodą muzykoterapii. Tam też nazwano ją Barbarą Angel (Anioł), gdyż, jak twierdzą ludzie, odmieniła ich życie. Pod tym pseudonimem tworzyła, koncertowała, a także wykładała m.in. w Chicago, Nowym Jorku, Kalifornii, Georgii i na Hawajach oraz w Cleveland.
Udzieliła też licznych wywiadów w amerykańskich rozgłośniach radiowych i telewizyjnych, a jej płyta God let me change the world (Panie pozwól mi zmienić świat), wydana na rynku amerykańskim, otrzymała w 2007 r. podwójną nominację do En Sound Music Awards. Natomiast w 2006 r. Barbara Romanowska została uhonorowana wyróżnienie na międzynarodowym konkursie kompozytorskim w Neshville (International Songwriting Competition), na którym oceniono 15.000 utworów zgłoszonych z 88 krajów.
Od 2009 r. mieszka w Gdańsku (tu znajduje się siedziba jej Akademii Dźwięku), gdzie prowadzi kursy, szkolenia, koncertuje i występuje z wykładami na konferencjach psychologicznych, psychoonkologicznych, imprezach charytatywnych oraz wspomagających pracę wielu fundacji. By pomóc potrzebującym, często rezygnuje z honorarium. Umożliwiła także ukończenie jej kursów wielu osobom bezrobotnym, gdyż Akademia Dźwięku w 2009 r. otrzymała status placówki szkoleniowej wpisanej do rejestru Urzędu Pracy w Gdańsku.

Naturalny instrument

Oddajmy w tym miejscu głos samej Barbarze Romanowskiej.

Akademię Dźwięku – wspomina – założyłam w 2004 r. po opracowaniu metody Muzykoterapii Dogłębnej-Komórkowej, kierując się przede wszystkim dobrem ludzi - ich zdrowiem i potrzebami oraz fachową wiedzą w dziedzinie muzyki, popartą wieloletnimi studiami dotyczącymi praw dźwięku - w tym wibracji jako częstotliwości wynikającej z praw fizyki. Jako współwłaściciel firmy fonograficznej i producent muzyczny pracujący kilka lat z dźwiękiem w studio nagrań, utwierdziłam się w przekonaniu, iż wibracja nie tylko posiada siłę znaną nam z muzykoterapii tradycyjnej, ale oddziałuje na głębszym poziomie, na komórki ludzkie. Potrafi uzdrawiać ludzi z chorób, co czasem działo się na moich oczach w trakcie sesji nagraniowych. Kiedy bowiem wokalista nie mógł np. wydobyć z siebie głosu z powodu choroby, dzięki moim wskazówkom po chwili mógł śpiewać jak nigdy dotąd! To dało mi podstawę do tego, by podjąć próbę stworzenia leku na miarę XXI wieku. Chodzi o naturalną falę dźwiękową oddziałującą bezpośrednio na ciało fizyczne, a jednocześnie angażującą psychikę. Dodam przy tym, że użyty właściwie dźwięk pozytywnie (i silnie) działa na człowieka niejako na poziomach istnienia. Po pierwsze, na ciało (gdyż dzięki podanej wibracji komórki ludzkie nabierają intensywnego koloru - wzrasta hemoglobina krwi, rozpada się komórka nowotworowa, a komórki chore dostrajają się do odkreślonych częstotliwości zdrowia – balansu, uzdrawiając się w ten sposób). Po drugie, dochodzi tu do oddziaływania na umysł (odpowiednia fala dźwiękowa w bardzo szybki sposób rozluźnia, uspokaja i relaksuje). Wreszcie po trzecie, chodzi o sferę szeroko pojętego ducha, gdyż dźwięk uwrażliwia, wywołuje przyjemne stany emocjonalne, daje uczucie radości, szczęścia, wolności itp.


Terapeutka mówi, że już odkryła, co potrafi dźwięk, pozostało tylko odnaleźć naturalne instrumenty, na których każdy może zagrać bez względu na stan wiedzy muzycznej czy zaawansowania choroby. I… znalazła je! To kamertony terapeutyczne lub stroiki medyczne – laryngologiczne, dostosowane do ciała ludzkiego, no i oczywiście głos. Proste użycie czyni je łatwymi i przyjemnymi w obsłudze narzędziami terapii, która właśnie z powodu swej naturalności nie zna skutków ubocznych. Zasadą działania jest dostrajanie się komórek ciała i organów wewnętrznych do ich naukowo odkrytej własnej częstotliwości zdrowia (balansu), podanej w odpowiednim kamertonie albo wyśpiewanej. Przy czym – jak twierdzi Romanowska – komórki nowotworowe z racji swej słabości ulegają wówczas rozpadowi, pękają z powodu braku dostrojenia się do danych częstotliwości i usuwane są wraz z toksynami z organizmu. Natomiast zdrowe pozostają nienaruszone, a w dodatku są odżywione. Potwierdziły to badania przeprowadzone na Uniwersytecie Jussieu w Paryżu w 1981 r., które Barbara Romanowska-Angel wykorzystała w jednej ze swych technik, zmieniając jednak – jak mówi – skalę na pitagorejską i dodając dysonans.

Efekty metody przeszły najśmielsze oczekiwania, przede wszystkim dlatego, iż terapeutka od 2004 r. postanowiła dzielić się swoją wiedzą z innymi i rozpoczęła prowadzenie seminariów, szkoleń, kursów i warsztatów, co często poprzedzał koncert charytatywny z wykładem o mocy dźwięku. Objechała z nimi liczne kraje Europy i Stany Zjednoczone.

Poprzez szkolenia poparte moimi książkami i płytami – tłumaczy Barbara Romanowskaoferuję ludziom możliwość samoleczenia za pomocą naturalnego i bezpiecznego, bo mieszczącego się w słyszalności człowieka, dźwięku, a także możliwość późniejszej pracy jako właściciele gabinetów i usług terapeutycznych. Studenci kończący kursy to często lekarze, terapeuci, homeopaci wykorzystujący potem w pracy kamertony, a efekty ich działań w połączeniu z tradycyjną medycyną są zdumiewające! To oni promują potem w świecie moją technikę Muzykoterapii Dogłębnej-Komórkowej. Niestety, są również tacy, którzy nie wspominają swego nauczyciela i autora metody, choć z powodzeniem stosują jego techniki, a niekiedy nawet przypisują innym osobom lub sobie wynalezienie tych technik.

Sukces metody Barbary Romanowskiej polega na tym, iż jest nieinwazyjna, a jej zastosowanie przynosi nieomal natychmiastową poprawę samopoczucia dzięki pozytywnej reakcji wszystkich komórek ciała. Szerokie spektrum działania kamertonów pozwoliło już w wielu przypadkach wyleczyć stany zapalne, guzy, torbiele, choroby układu kostnego, moczowo-płciowego, trawiennego czy oddechowego, przewlekłe depresje, chroniczne zmęczenie, stres, menopauzę, otyłość i cellulitis, różnego pochodzenia bóle, zaburzenia psychiczne, autyzm, Parkinsona czy SM. Dotyczy to nawet najcięższych chorób, z nowotworowymi włącznie. Silny potencjał dźwięków ma też znaczenie oczyszczające, gdyż wspomaga wydalanie z organizmu wszelkich toksyn. Tym samym mobilizuje siły obronne ustroju, co umożliwia również szerokie wykorzystanie tej metody w profilaktyce. Pozwala ona bowiem cieszyć się życiem oraz na długo zachować zdrowie i młodość, chroniąc nas przed chorobami czy przedwczesnym starzeniem się.

W mojej metodzie – podkreśla Barbara Romanowskaważne jest jedno, by kamertony były bardzo dokładnie dostrojone. Nie mogą one pochodzić z nieznanego źródła, gdyż mogłyby nie zadziałać w ogóle w moich technikach, a nawet wywołać negatywne skutki. Rekomendowane przez Akademię Dźwięku Kamertony są wytwarzane w różnych zestawach przez producenta, który dokłada wszelkich starań, aby spełniały wszelkie normy (w tym unijne, gdzie nie jest wymagany certyfikat ISO dla tego wyrobu medycznego klasy I). Kamertony są dostrajane bardzo dokładnie do wyrytej na nich częstotliwości, wykonane ze specjalnego stopu aluminium najwyższej klasy (stosowanego do budowy samolotów) z domieszką magnezu i innych pierwiastków, strojone w temperaturze 21°C oraz posiadają często zastrzeżony patentem specjalny kształt w zależności od rodzaju stosowanej techniki.

Barbara Romanowska w jednej osobie łączy więc coś, co dla innych może być pozornie niewykonalne. Z jednej strony, jest matką i gospodynią domową, z drugiej zaś, często podróżuje z wykładami i pracuje z ludźmi potrzebującymi jej pomocy. Jako właściciel firmy fonograficznej, a obecnie Akademii Dźwięku, jest autorką trzech książek przetłumaczonych na obce języki, a także wielu płyt z muzyką. Ta koncertująca wokalistka, pianistka i kompozytorka, a jednocześnie aktywna i medytująca joginka, łączy typowo muzyczną wiedzę z możliwościami ciała i ludzkiego umysłu oraz aspektem duchowym człowieka.

Od samego początku – mówi – najważniejszym dla mnie celem jest pomaganie ludziom. Rozpoczynając od dobrej nowiny, czyli muzyki Gospel, którą wykonuję grając i śpiewając, za pomocą terapii dźwiękiem doprowadzam ich do uwolnienia z chorób, nawet tych najcięższych. Dzięki poznaniu badań i odkryć naukowców, którzy zajmują się oddziaływaniem dźwięku na komórki, postanowiłam wykorzystać w swojej pracy te cudowne odkrycia i opracować metodę opartą na technikach z użyciem naturalnej fali dźwiękowej, którą uważam za przyszłość w leczeniu. Moim marzeniem jest wprowadzenie tej metody do szpitali, ośrodków rehabilitacji, hospicjów, itp., czyli wszędzie tam, gdzie ludzie cierpią z powodu bólu, choroby czy problemów psychicznych. Pragnę wspomóc w ten sposób medycynę tradycyjną, a pomysł ten zaczął się powoli realizować, gdyż moja metoda gości już w wielu ośrodkach i klinikach zdrowia.

Historia pewnego uzdrowienia

A na zakończenie warto przypomnieć pewną ważną publikację w Nieznanym Świecie sprzed wielu lat. Została ona opatrzona przez redakcję tytułem Wygrać z nowotworem wraz z adnotacją: Ta publikacja to właściwie list. Ale jest on pod każdym względem szczególny. Jej autorem był Aleksander Opalski. Oto jej fragmenty:

Na początku stycznia 2003 roku w zakładzie pracy przeciążyłem lewą nogę. W efekcie tego w lewej pachwinie pojawiły się bóle i opuchlizna, z czasem coraz bardziej nasilające się. W takiej sytuacji udałem się do swojego lekarza rodzinnego, który po zbadaniu chorego miejsca przepisał antybiotyk (Unidox) i środki przeciwbólowe (Dicloreum), uznając, że mogę wrócić do pracy.
Opuchlizna w pachwinie zaczęła jednak szybko powiększać się, osiągając rozmiary piłki tenisowej, a ból nie ustępował. Postanowiłem więc ponownie zwrócić się do lekarza. Tym razem przepisał silniejsze niż poprzednie środki przeciwbólowe (Tramal).

Niestety, opuchlizna w pachwinie stale powiększała się, osiągając w końcu rozmiar porównywalny do dwóch pięści, a bóle nasiliły się do tego stopnia, że nie mogłem przejść więcej niż pięć kroków. Spowodowało to moją kolejną wizytę u lekarza, który dopiero w tym momencie (początek maja 2003) wypisał mi zwolnienie i skierował na badanie krwi, a następnie USG jamy brzusznej.
Analiza krwi wykazała istnienie w moim organizmie ostrego stanu zapalnego (OB 53 mm), a USG - guz wewnątrz jamy brzusznej, w okolicy lewego talerza biodrowego o rozmiarach 9 x 9 cm. Następnie zostałem skierowany na badanie TK (tomografia komputerowa) jamy brzusznej i miednicy. Potwierdziło ono istnienie w lewej części miednicy małej, w lewym podbrzuszu dużego guza (15 cm), który spowodował przemieszczenie w prawą stronę esicy i pęcherza moczowego.

Zostałem skierowany na oddział chirurgii ogólnej, gdzie wykonano pierwszą operację, podczas której pobrano z guza wycinek do badań histopatologicznych. Wykazały one istnienie nasieniaka. Ze szpitala skierowano mnie na konsultację do Instytutu Onkologii, gdzie zalecono dodatkowe badania USG jąder i markerów nowotworowych. W ich wyniku ustalono, że nowotwór zaatakował lewe jądro. W lipcu - w efekcie nacieku guza na wiązki nerwowe - pojawiły się trudne do wytrzymania bóle.
9 lipca 2003 doszło do drugiej konsultacji w Instytucie Onkologii. Zalecono wykonanie operacji usunięcia zaatakowanego przez nowotwór jądra. Bóle lewego uda po niej ustąpiły, ale niestety kosztem utraty czucia w nodze. Po zagojeniu ran pooperacyjnych poddano mnie chemioterapii: VI cykli wg schematu BEP.
W okresie od czerwca do grudnia 2003 r. spadłem na wadze, a poziom hemoglobiny krwi obniżył się do 10 g (prawidłowo u mężczyzn 14-18 g/100 ml). Dały o sobie znać również wszystkie skutki uboczne chemioterapii.

Na początku roku 2004 usłyszałem o nowoczesnej terapii częstotliwościami dźwięków kamertonów. Pomimo mojego dość „technicznego podejścia” (posiadam tzw. umysł ścisły) oraz niewiary w sposoby „cudotwórców-uzdrowicieli” postanowiłem zainteresować się tą metodą, gdyż przekonały mnie do niej podstawy fizyki (fala dźwiękowa już od dawna stosowana jest przecież w postaci ultradźwięków np. przy rozbijaniu kamieni nerkowych).
Poszedłem więc na seminarium mgr Barbary Romanowskiej (Barbara Angel), która łączy ugruntowaną i popartą studiami na wielu fakultetach typowo muzyczną wiedzę z terapią. Zainteresowało mnie też jego hasło wywoławcze: „Uzdrawianie 3 w 1: Ciało-Umysł-Dusza”.
Jak dowiedziałem się podczas zajęć, w sferze walki z chorobami (szczególnie nowotworami) umysł ma bardzo istotne znaczenie i, jeśli chce się wyzdrowieć, należy z nim pracować. Na seminarium zdobyłem jednak przede wszystkim bardzo cenną wiedzę o terapiach dźwiękiem kamertonów w różnych przypadkach chorobowych, a przede wszystkim o jednej z nich - technice przeciwnowotworowej, która najbardziej mnie interesowała.

Niezwłocznie wyposażyłem się w 8 potrzebnych częstotliwości, dzięki którym dochodzi do „rozbicia” komórki nowotworowej, co zostało poparte badaniami prowadzonymi w USA przez francuskiego uczonego Fabiena Mamana. Na fotografiach miałem okazję zobaczyć komórkę nowotworową doprowadzoną do „wybuchu” właśnie dzięki zastosowanym zmiennym częstotliwościom dźwięków. Zaufałem tej metodzie, gdyż, jak zauważyłem, zdrowe komórki dzięki dźwiękom zostają tylko„odżywione”. Wzrasta bowiem poziom hemoglobiny we krwi, nasycenie jej tlenem itp., a właśnie tego teraz bardzo potrzebowałem. Nie mając nic do stracenia, rozpocząłem codzienne stosowanie dźwięków określoną techniką.
Wynik TK jamy brzusznej z 17 marca 2004 r. wykazał zmniejszenie się guza do rozmiarów 7,5 x 6 cm o zatartych obrysach, a rezultat kontroli markerów sytuował mnie w gronie ludzi zdrowych. Kiedy zaś w sierpniu 2004 roku poszedłem na radioterapię, lekarze zaczęli pieczołowicie szukać miejsca do naświetlań, które zaznaczyli wcześniej. Ku ich zaskoczeniu nie mogli guza zlokalizować!

6 września 2004 wykonano rezonans magnetyczny miednicy małej. Wynik okazał się zdumiewający: zanik guza, obecność zwłóknień po odbytym leczeniu, markery - wzorcowe, morfologia krwi - znaczne podwyższenie hemoglobiny (do 13,6 g). Co więcej - rezonans magnetyczny głowy zrobiony 27 września 2004 r. wykazał, że stwierdzona uprzednio zmiana nowotworowa w obrębie tkanki mózgowej (tzw. przerzut) należy do przeszłości. Mówiąc innymi słowy: badanie to nie ujawniło żadnych zmian patologicznych.
Obecnie (styczeń 2005) moje samopoczucie jest dobre, a waga ciała wzrosła aż do 100 kg!

W zakończeniu autor stwierdził: Oczywiście nie mam 100 % pewności, czy w moim przypadku pomogło tradycyjne leczenie, czy częstotliwości fal dźwiękowych, ale jedno jest pewne. Lekarze stwierdzili, iż nie spotkali się jeszcze z tak szybkim ustąpieniem guza tych rozmiarów i zupełnym zanikiem „przerzutu” w mózgu - przy dodatkowym odzyskaniu w krótkim czasie sił u pacjenta oraz wzroście poziomu hemoglobiny jeszcze w czasie stosowania tradycyjnego leczenia (jak wiadomo, jego skutki uboczne utrzymują się długo po zakończeniu tego typu terapii).
Jestem ogromnie wdzięczny Pani Barbarze Romanowskiej (teraz rozumiem, dlaczego ludzie nazwali ją Angel - Anioł) za umożliwienie mi skorzystania z potężnej broni przeciw nowotworom, jaką stanowią kamertony w połączeniu z medycyną konwencjonalną. Rodzi to wielką nadzieję dla tysięcy ludzi na całkowite wyleczenie się z tej ciężkiej choroby. Ja zaś, dysponując obecnie wiedzą o roli dźwięku w leczeniu, stałem się osobą udzielającą porad, jak stosować kamertony w różnych schorzeniach, gdyż sam stanowię najlepszy przykład ich działania.

Kontakt z Barbarą Romanowską.

Dorota Górska

Z Archiwum Nieznanego Świata - 8/2012

 

 
 
Joomla Extensions