Poczet healerów polskich - NŚ 7/2012
Renata Kamińska

Jerzy Niewiadomski z Łodzi jest jak stroiciel. Prowadzi pacjentów do momentu, aż zaczną wibrować energiami harmonii i osiągną stan homeostazy. Kończy zabieg, gdy jego ciało, dusza i umysł wydają piękne dźwięki zdrowia.

Jeśli nie chcemy świadomie i dobrowolnie wejść w świat energii, czasami jesteśmy do tego zmuszani. Najpierw pojawiają się znaki.

Dwadzieścia trzy lata temu Jerzy musiał poddać się poważnej operacji. Pojawiły się wówczas wokół niego istoty duchowe, ale nie zrozumiał sensu tego wydarzenia. Dopiero, gdy 10 lat później wrak jego samochodu przeleciał w powietrzu 30 metrów, kilka razy koziołkując, a jego rodzina wydobyła się z pojazdu cała i zdrowa, dotarło do niego, z jak potężnymi siłami miał do czynienia.

Wygrała na szczęście ta wyższa, która nad nami czuwa. Ale obecna była również niższa – wspomina dziś.

Tamtego dnia pokonywał samochodem z pasażerami przejazd kolejowy, gdzie - jak się okazało - z powodu awarii nie opuszczono zapory. Gdy byli na torach, zza zakrętu wyjechał rozpędzony pociąg pośpieszny. Pędził 120 km na godzinę.

„Złapał” nas i pociągnął. Przez moment myślałem, że jesteśmy w przedsionku piekieł – mówi. – To był cud, że mimo iż wrak samochodu wylądował w betonowym rowie z nami w środku, wyszliśmy z katastrofy praktycznie bez szwanku.

Po tym incydencie z pociągiem Niewiadomskiemu zaczęły się przydarzać dziwne historie. Podczas rozmowy ze znajomą osobą potrafił nagle, ni stąd ni zowąd, klepnąć ją w ramię.

A po kilku minutach ten człowiek mówi mi, że miejsce, które dotknąłem, przestało go boleć – opowiada. – Byłem zdziwiony, bo nie pamiętałem nawet samego dotyku. To działo się samo, a ja przystąpiłem do zgłębiania wiedzy ezoterycznej, zainteresowałem się m.in. telepatią i tematyką science fiction.

Zlikwidować ból

Gdy zdał państwowe egzaminy na bioenergoterapeutę, zaczęły pojawiać się pierwsze uzdrowienia.
Od 30 lat z wykształcenia jestem handlowcem, lubię kontakt z ludźmi. Ale ta druga miłość pochłania mnie bez reszty – przyznaje Jurek Niewiadomski. – Najważniejsza stała się praca z pacjentami, których jest bardzo dużo. Bo nie chodzi tylko wizyty. Często ludzie dzwonią do mnie zaniepokojeni objawami, jakie u siebie zaobserwowali i tak zostaje między nami nawiązany pierwszy kontakt.

Pierwszym poważnym sprawdzianem jego umiejętności była chora stopa żony. Podczas operacji uszkodzeniu uległy wiązki nerwów i doprowadziły do bezwładu. Przy każdym kroku stopa podwijała się i opadała. Od lekarzy kobieta dostała ortezę (zastępujący gips aparat ortopedyczny stabilizujący stawy). Nadziei na poprawę nie było.

Nie mogła chodzić. Z ufnością poddała się moim zabiegom, bo lekarze powiedzieli, że za późno już na cokolwiek – wspomina.

W trakcie zabiegów miała wrażenie, jakby ktoś jej wlewał ogień w żyły. Czuła to w miejscach niedowładu.

A ja starałem się udrożnić nieczynne połączenia nerwowe, aby neurony mogły docierać z informacją do każdej odległej komórki – opowiada healer. – Do dziś pamiętam przepełniającą nas ogromną radość, gdy nagle mogła poruszyć palcami, a po kilku miesiącach, ku zdziwieniu lekarzy, zaczęła normalnie chodzić.

Niewiadomski to zodiakalny Bliźniak na granicy z Rakiem. Dlatego z jednej strony, wszystko go ciekawi, ale z drugiej, przytłacza nadmierna opiekuńczość wobec innych.

Łapię się na tym, że to mnie czasami bardziej zależy na odzyskaniu zdrowia przez pacjenta, niż jemu – śmieje się. – Zawsze interesowałem się zagadnieniami złożonej osobowości człowieka, wielkim, niezgłębionym psyche każdego z nas. Emocjami, jakie nami targają i zachodzącymi wewnętrznymi zmianami.

By zlikwidować bóle, potrzebuje od 10 do 40 minut. Efekt jest trwały pod jednym warunkiem: że pacjent posłucha jego rad i zacznie je stosować. Jeśli natomiast wróci do złych przyzwyczajeń i nawyków, nie gwarantuje 100-procentowego sukcesu.

Znajomy kuśtykał na nogę. Uderzyło go w kolano drewno, które rąbał na działce. Szybko mu to miejsce oczyściłem i noga się wyprostowała. Pytam, czy boli. Nie. Kazałem zrobić krok. W porządku. Przez dwa tygodnie zabroniłem wykonywać fizyczne prace. Posłuchał i ból nie wrócił.

Innym razem zaczepił mężczyznę na ulicy, bo widział jak kuleje i poczuł jego cierpienie. Bolała spuchnięta noga.

Powiedziałem, że jestem bioterapeutą. Wziąłem go na bok. Poczyściłem. Pytam: - „Czuje pan?”. „Nie”. Kazałem mu iść do lekarza, bo, owszem, oczyściłem zator energetyczny, ale widziałem problemy z łękotką. Odnalazł mnie nazajutrz, by podziękować – opowiada kolejną historię terapeuta. Po czym dodaje: – Fascynuje mnie, gdy ktoś się uśmiecha i mówi: „Panie Jurku, to działa”. To mnie uskrzydla.

Umysł to potęga. Potrafi nam pomóc, ale też bardzo zaszkodzić.

Nigdy nie czynię tabu z tego, czym się zajmuję. Wyjaśniam, jak to działa. Mówię, jak ze sobą pracować bez żadnych tajemnic. Chciałbym, żeby jak najwięcej ludzi rozumiało, dlaczego chorują i zdrowieją – zwierza się Niewiadomski.


Odbudować zdrowie

Trafiają do niego ludzie po udarach i wylewach. Wtedy najczęściej szwankuje pamięć. I nagle - po zabiegach - wraca. Gdzieś znika biała plama.

Miło jest patrzeć jak te osoby kwitną – przyznaje z radością. – Nie wypuszczę nikogo z gabinetu, dopóki nie skończę. Czasami ludzie czekający na korytarzu wychodzą, bo denerwują się, że muszą czekać. Ale jak już są w środku, to chcą tam zostać jak najdłużej.

Jedna z pacjentek przyszła do jego gabinetu po raz drugi. I mówi, że po zabiegu było dobrze przez dwa dni. A potem wszystko wróciło do "normy" i znów zaczęło boleć.

No to pytam, czy po tym ćwiczeniu, które zaleciłem, udało się pani zdrzemnąć. A ona dziwi się, jak ma się zdrzemnąć, skoro ogląda wtedy telewizję. Spokojnie tłumaczę, że przecież mówiłem, aby położyć się i na pół godziny wszystko wyłączyć. Wejść w stan alfa, żeby się zregenerować i głęboko wtedy oddychać. A ona mówi, że jak włącza telewizor i ogląda seriale, to też się dobrze czuje. Gdy widzę, że ktoś, komu chcę pomóc, ignoruje to, co mu przekazuję, pojawia się gorycz. Bo to świadczy o tym, że te osoby się wciąż nakręcają. Czasem okazuje się, że dla niektórych znalezienie pół godziny dla siebie, żeby się wyciszyć i odpocząć przy głębszych oddechach, wizualizując Naturę, to za wiele.

Non stop zgłębia wiedzę, bo szuka odpowiedzi na kolejne pytania. Często z dobrym skutkiem w zabiegach stosuje psychoterapię. Według niego ważne są też elementy afirmacji, często kłócące się ze zdrowym rozsądkiem, czyli umysłem świadomym.

Zapomnieć o depresji

Trzeba przełamać bariery. Zmienić cierpienie w normalne życie – przekonuje uzdrowiciel.

Daniel ma 28 lat. Od 8 jest leczony z przerwami w zakładzie zamkniętym. Opinie profesorów brzmią: niebezpieczny schizofrenik. Niewiadomski poszedł dalej – zdiagnozował przyczynę.

10 lat wcześniej ten mężczyzna jako samouk zgłębiał na własną rękę dziedzinę, którą ja zajmuję się zawodowo. To go przerosło – tłumaczy. – Zaczęły mu się otwierać kanały do innych czasoprzestrzeni. Przestał wychodzić z domu, zamknął się w swoim świecie, a bezradni rodzice poprosili o pomoc lekarzy.

Niewiadomski postawił mu trzy cele. Po pierwsze, wróci do nauki, po drugie, zacznie pracować. A po trzecie, założy rodzinę. Dopiero, gdy je wszystkie zrealizuje i zacznie studiować, poszerzy zainteresowania, ale pod kontrolą.

Zamknąłem „furtki” do innych poziomów energetycznych, wyciszyłem umysł, odbudowałem system nerwowy i wiarę we własne siły. Przymknąłem też „trzecie oko” – wylicza. – W tym, co ten człowiek robił, nie było harmonii. A przy okazji uwolniłem ojca chłopaka od nałogu palenia papierosów.

Stało się to wtedy, gdy przyszli razem do jego gabinetu. Pan Jurek poczuł od mężczyzny mocny zapach nikotyny.

Syn palił, ale ojciec dwa razy więcej – wspomina. – Dziennie 60 sztuk. Żeby było taniej, sam sobie wyrabiał te papierosy w maszynce. Dziś to już przeszłość.


Uwolnić od nałogów

Niewiadomski z dobrym skutkiem uwalnia od początków depresji, a także przewlekłych nerwic. Odbudowuje wiarę we własne siły. Daje wskazówki, jak radzić sobie z wszechobecnym stresem, dużym tempem życia i ciągłymi zmianami. Uczy, jak odzyskać szacunek do siebie i otoczenia.

Zgłosił się do mnie 30-letni mężczyzna z problemem alkoholowym. Wykonywał swój zawód, a wódka była na porządku dziennym. Ale miał dość, bo „zaczął mu się urywać film”. Po jednym tylko zabiegu stwierdził, że nie może wypić nawet jednego kieliszka. Gdy przyszedł na kolejną wizytę, zaczął prosić: „Tak nie może być. Niech mi pan zostawi choć małe piwko”. Cóż, ten młody człowiek odważył się zrobić poważny krok, ale nie był świadom, że to takie radykalne.

Co sprawia, że klienci po wizycie w jego gabinecie nie chcą już pić i palić?

Po pierwsze, staram się rozluźnić pacjenta i wprowadzić relaks – wyjaśnia. – Umysł musi przejść w stan alfa. Gdy rozum nam już nie przeszkadza, pracuję z energiami. Pytam: „Czy chce pani nadal palić papierosy?” Słyszę odpowiedź, że tak. To dowód, że podświadomy umysł, który jest jak małe dziecko, nie chce z tego zrezygnować. Staram się wówczas przekodować podświadomość i przekonać, że taka droga jest niewłaściwa. Tłumaczę, ile fajnych rzeczy przed nami, jeśli skończymy z nałogiem. Okazuje się to możliwe, gdy jestem z umysłem podświadomym pacjenta w dobrym, bliskim kontakcie.

Chodzi o przekonanie, że tylko ta droga jest słuszna.

Gdy towarzyszę w szpitalu komuś, kto umiera i nie jest świadomy, że ja jestem obok, nie mogę mu niczego wmówić, czy zasugerować. A potem on powraca do zdrowia i gdy zaczyna być świadomy, pyta rodzinę, kim jestem. Jak się dowiaduje, o co chodzi, pojawia się zwątpienie, chory zaczyna blokować dostęp do energii i choroba powraca. Stare nawyki i przyzwyczajenia często wspieramy z braku wiedzy – opowiada healer, chcąc zilustrować, jak świadomość działa niekiedy na naszą niekorzyść.
Jedna z jego pacjentek miała nowotwór dróg rodnych z przerzutami do płuc. Pierwszy zabieg wykonał, gdy była nieświadoma. W tamtym momencie z jelit przez sączek wypływała brunatna wydzielina. Gdy na drugi zabieg przyszedł po trzech dniach, kolor wydzieliny był już jasny. A przy czwartym spotkaniu pacjentka zaczęła wykłócać się z pielęgniarką.

Moja pacjentka, 10 dni wcześniej umierająca, zaatakowała. Wystarczyła nadmierna ingerencja w sprawy na zewnątrz i jej stan natychmiast zaczął się pogarszać – mówi. – Gdy tylko ciało fizyczne odzyskało siły, umysł zaczął nadmiernie kontrolować świat wokół. Możemy komuś pomóc, doradzić, współczuć, ale nie można za kogoś odrabiać lekcji. Bo nie dość, że taki człowiek nie pracuje ze sobą, healer traci zbyt dużo energii i czasu. Tamtej kobiecie zasugerowałem, by mówiła 10 słów na godzinę. I powtarzam to innym: skupmy się na sobie, a nie na świecie wokół nas.

Na tej samej sali leżała inna niewiasta z poważną nadwagą. Przeszła operację zaszycia żołądka, ale szew pękł i treść żołądka przedostała się do otrzewnej. Powstał stan zapalny.

Bardzo cierpiała, więc również jej pomogłem. Po kilku dniach, gdy odwiedziłem moją pacjentkę, jej współtowarzyszka czuła się dużo lepiej. A po kolejnych paru dniach okazało się, iż żołądek tak szybko się zrósł, że lekarze nie byli w stanie ukryć zaskoczenia – wspomina.

Kolejna pacjentka odwiedziła gabinet bioterapeuty, bo martwiła się o ojca, który szedł na operację. - Jest tak słaby, że chyba nie przeżyje – mówiła.

Kazałem jej, bratu i ich matce myśleć, że operacja zakończy się pomyślnie, a ojciec szybko odzyska zdrowie – wyjaśnia. – Lekarze nawet byli zdziwieni, że tak dobrze ją zniósł. A to nie była moja zasługa, lecz rodziny i jej mentalnego wsparcia.

Każdą wizytę traktuje kompleksowo. Najpierw stara się zdiagnozować przyczynę choroby. Z badań wynika, że 70 procent schorzeń powstaje niejako na nasze życzenie. To stresy i nadmierne emocje powodują w organizmie blokady i spustoszenia, a po jakimś czasie przeistaczają się w choroby. W pozostałych 30 procentach przypadków na nasze zdrowie ma wpływ tryb życia, urazy fizyczne i sposób odżywiania.

Widać więc, jak wiele od nas zależy. Trzeba eliminować stres i pośpiech, a psychoterapia w połączeniu z bioterapią daje świetne efekty - tłumaczy Niewiadomski.
- Po zdiagnozowaniu przyczyny ordynuję indywidualną kurację, bo każdy ma inne wibracje i inną wrażliwość. Oczyszczam na wielu poziomach energetycznych, uzupełniam niedobory energii. Dobieram odpowiednie terapie.

Uczciwie informuje pacjenta o zagrożeniach. Mówi o empatii, miłości, uczuciach wyższych.

Jestem jak stroiciel fortepianów, który kończy zabieg, gdy ciało, dusza i umysł wydają piękne dźwięki zdrowia. Wtedy wibrują energiami harmonii, bo osiągamy stan homeostazy.

Jego celem jest zatrzymanie rozwoju choroby, zwrot o 180 stopni i jak najszybsze opuszczenie jej strefy. Zablokowane stresy to swego rodzaju chwasty energetyczne. Mogą istnieć nawet przez 30 lat. Stara się je usunąć, oczyścić wspomniane miejsca i na końcu doenergetyzować organizm.


Zabiegi na odległość

Wykonuje też zabiegi na odległość przy pomocy zdjęcia lub zapamiętanego obrazu konkretnej osoby.

W piątek wyjechałem na urlop - wspomina jeden z takich przypadków - a tu dzwoni telefon: „Panie Jurku, proszę o pomoc dla mojego męża. Ma uszkodzoną siatkówkę”. Okazało się, że ten człowiek, mieszkaniec Łodzi, był w tym czasie w górach, a ja 300 km od niego.

Podczas wędrówki po lesie gałązka uderzyła Rafała D. w oko. Pojawił się silny ból, a potem była wizyta u okulisty i diagnoza: uszkodzona siatkówka. Konieczny okazał się natychmiastowy zabieg chirurgiczny, ale wszystko wydarzyło się w weekend, a do szpitala daleko.

Wykonałem operację fantomową .Chory, jak później mi opowiadał, czuł że coś się w tym oku dzieje, a po kilku godzinach ból ustąpił. W poniedziałek, już w Łodzi, lekarz okulista zapytał, kiedy to się stało. Gdy dowiedział się, że przed dwoma dniami, nie chciał w to uwierzyć, gdyż stwierdził że blizna jest zrośnięta. A pan Rafał do dzisiaj widzi dobrze – kończy opowieść bioterapeuta.

Uzdrowić nieuleczalne

Cukrzyca to – używając przenośni - zamknięty kanał radości. Umysł dosładza sobie „gorycz” podnosząc poziom cukru, a trzustka tego nie wytrzymuje i pojawiają się konsekwencje w postaci cukrzycy – słyszę. – Byłem w szpitalu u pacjenta, któremu groziła amputacja drugiej nogi. Pytam więc, co takiego przykrego się wydarzyło, zanim otworzyły się pierwsze rany.

Okazało się, że mężczyzna pracował przez 40 lat w pewnym przedsiębiorstwie. Przyszedł jednak nowy dyrektor z kolesiami i doprowadzili firmę do upadku. - Rozkradli zakład. To dranie, to złodzieje – krzyczał pacjent.

On przeżył to tak strasznie, że ta gorycz go zalała. I trzustka tego nie wytrzymała – tłumaczy Niewiadomski mechanizm powstawania choroby u pacjenta. – Medycyna konwencjonalna leczy objawy, a w bioterapii dążymy do wykrycia przyczyn. W przypadku tego pana, powiedziałem, żeby wspominał tamtych 40 lat jako piękne czasy, ale zamknął już tę księgę. Nie chciał się z tym pogodzić. Wtedy oświadczyłem, że to polecenie, które ma wykonać. Zagroziłem, że w przeciwnym razie „zostawimy tę chorą nogę tutaj, w szpitalu”. Dał mi słowo, że się zastosuje do moich wskazówek.

Po dwóch zabiegach bioterapeutycznych cukier wrócił do normy, a po sześciu lekarze podjęli decyzję, by pacjenta wypisać ze szpitala i dalej leczyć ambulatoryjnie.
Inny wątek.

Nasze kochane piszczele to fabryka szpiku kostnego. Przy nowotworach pracuję z tą „fabryką”, żeby produkowała nowe, zdrowe ciałka, które zastępują chore – wyjaśnia Niewiadomski. I dodaje z przekonaniem: – Trzeba starać się pokonać nieuleczalne.

80-latek miał raka prostaty z przerzutami do kości. Przy pierwszym zabiegu nieświadomy umysł nie przeszkadzał. W ciągu miesiąca przerzuty zostały zatrzymane. Kiedy nabierał sił, chwalił się Niewiadomskiemu, jak te leki pięknie mi pomogły. Aż pewnego dnia, patrząc na bioenergoterapeutę, zapytał: - A może to pan mi pomógł?

Czyli on nawet nie wiedział kto mu pomógł. I to nie jest ważne. Czasami pacjent nie wszystko musi wiedzieć. Wtedy łatwiej jest pokonać nieuleczalne. Ten pan po trzymiesięcznej kuracji przytył 20 kg i jest zdrowy.

Pewna kobieta chorowała na jelita i otrzymała skierowanie do szpitala. Lekarze powiedzieli jej, że to choroba Leśniowskiego-Crohna. Nieuleczalna.

– Przed pójściem do szpitala mieliśmy czas tylko na dwa zabiegi. Pierwszy rezultat był taki, że w jelicie znajdowało się 10-centymetrowe pogrubienie. Po dwóch zabiegach zwęziło się do 5 cm, co stanowiło dowód, że choroba się cofa. Kazałem jej przeprogramować umysł, wymazać z niego, że „to nieuleczalne” – tłumaczy bioterapeuta, który dzieli się taką oto refleksją.

Wielu bioterapeutów stosuje własne metody uzdrawiania. Ale wszyscy łączymy się z wyższymi energiami, a za myślą biegnie energia. Jesteśmy narzędziem i przekaźnikiem boskiej energii – wyjaśnia. – Można mieć różne metody pracy, ale wspólne jest to, że przywracamy ludziom zdrowie. Zawsze pytam czy to, co będę robił, nie koliduje z Najwyższym. I, gdy otrzymuję pozwolenie - działam.

Dyplomowany mistrz bioterapii Jerzy Niewiadomski jest wiceprezesem Stowarzyszenia Bioenergoterapeutów Mazowsze w Łodzi
Kontakt z healerem.

Nieznany Świat 7/2012

 

 
 
Joomla Extensions