Uwolnić od nałogów

Niewiadomski z dobrym skutkiem uwalnia od początków depresji, a także przewlekłych nerwic. Odbudowuje wiarę we własne siły. Daje wskazówki, jak radzić sobie z wszechobecnym stresem, dużym tempem życia i ciągłymi zmianami. Uczy, jak odzyskać szacunek do siebie i otoczenia.

Zgłosił się do mnie 30-letni mężczyzna z problemem alkoholowym. Wykonywał swój zawód, a wódka była na porządku dziennym. Ale miał dość, bo „zaczął mu się urywać film”. Po jednym tylko zabiegu stwierdził, że nie może wypić nawet jednego kieliszka. Gdy przyszedł na kolejną wizytę, zaczął prosić: „Tak nie może być. Niech mi pan zostawi choć małe piwko”. Cóż, ten młody człowiek odważył się zrobić poważny krok, ale nie był świadom, że to takie radykalne.

Co sprawia, że klienci po wizycie w jego gabinecie nie chcą już pić i palić?

Po pierwsze, staram się rozluźnić pacjenta i wprowadzić relaks – wyjaśnia. – Umysł musi przejść w stan alfa. Gdy rozum nam już nie przeszkadza, pracuję z energiami. Pytam: „Czy chce pani nadal palić papierosy?” Słyszę odpowiedź, że tak. To dowód, że podświadomy umysł, który jest jak małe dziecko, nie chce z tego zrezygnować. Staram się wówczas przekodować podświadomość i przekonać, że taka droga jest niewłaściwa. Tłumaczę, ile fajnych rzeczy przed nami, jeśli skończymy z nałogiem. Okazuje się to możliwe, gdy jestem z umysłem podświadomym pacjenta w dobrym, bliskim kontakcie.

Chodzi o przekonanie, że tylko ta droga jest słuszna.

Gdy towarzyszę w szpitalu komuś, kto umiera i nie jest świadomy, że ja jestem obok, nie mogę mu niczego wmówić, czy zasugerować. A potem on powraca do zdrowia i gdy zaczyna być świadomy, pyta rodzinę, kim jestem. Jak się dowiaduje, o co chodzi, pojawia się zwątpienie, chory zaczyna blokować dostęp do energii i choroba powraca. Stare nawyki i przyzwyczajenia często wspieramy z braku wiedzy – opowiada healer, chcąc zilustrować, jak świadomość działa niekiedy na naszą niekorzyść.
Jedna z jego pacjentek miała nowotwór dróg rodnych z przerzutami do płuc. Pierwszy zabieg wykonał, gdy była nieświadoma. W tamtym momencie z jelit przez sączek wypływała brunatna wydzielina. Gdy na drugi zabieg przyszedł po trzech dniach, kolor wydzieliny był już jasny. A przy czwartym spotkaniu pacjentka zaczęła wykłócać się z pielęgniarką.

Moja pacjentka, 10 dni wcześniej umierająca, zaatakowała. Wystarczyła nadmierna ingerencja w sprawy na zewnątrz i jej stan natychmiast zaczął się pogarszać – mówi. – Gdy tylko ciało fizyczne odzyskało siły, umysł zaczął nadmiernie kontrolować świat wokół. Możemy komuś pomóc, doradzić, współczuć, ale nie można za kogoś odrabiać lekcji. Bo nie dość, że taki człowiek nie pracuje ze sobą, healer traci zbyt dużo energii i czasu. Tamtej kobiecie zasugerowałem, by mówiła 10 słów na godzinę. I powtarzam to innym: skupmy się na sobie, a nie na świecie wokół nas.

Na tej samej sali leżała inna niewiasta z poważną nadwagą. Przeszła operację zaszycia żołądka, ale szew pękł i treść żołądka przedostała się do otrzewnej. Powstał stan zapalny.

Bardzo cierpiała, więc również jej pomogłem. Po kilku dniach, gdy odwiedziłem moją pacjentkę, jej współtowarzyszka czuła się dużo lepiej. A po kolejnych paru dniach okazało się, iż żołądek tak szybko się zrósł, że lekarze nie byli w stanie ukryć zaskoczenia – wspomina.

Kolejna pacjentka odwiedziła gabinet bioterapeuty, bo martwiła się o ojca, który szedł na operację. - Jest tak słaby, że chyba nie przeżyje – mówiła.

Kazałem jej, bratu i ich matce myśleć, że operacja zakończy się pomyślnie, a ojciec szybko odzyska zdrowie – wyjaśnia. – Lekarze nawet byli zdziwieni, że tak dobrze ją zniósł. A to nie była moja zasługa, lecz rodziny i jej mentalnego wsparcia.

Każdą wizytę traktuje kompleksowo. Najpierw stara się zdiagnozować przyczynę choroby. Z badań wynika, że 70 procent schorzeń powstaje niejako na nasze życzenie. To stresy i nadmierne emocje powodują w organizmie blokady i spustoszenia, a po jakimś czasie przeistaczają się w choroby. W pozostałych 30 procentach przypadków na nasze zdrowie ma wpływ tryb życia, urazy fizyczne i sposób odżywiania.

Widać więc, jak wiele od nas zależy. Trzeba eliminować stres i pośpiech, a psychoterapia w połączeniu z bioterapią daje świetne efekty - tłumaczy Niewiadomski.
- Po zdiagnozowaniu przyczyny ordynuję indywidualną kurację, bo każdy ma inne wibracje i inną wrażliwość. Oczyszczam na wielu poziomach energetycznych, uzupełniam niedobory energii. Dobieram odpowiednie terapie.

Uczciwie informuje pacjenta o zagrożeniach. Mówi o empatii, miłości, uczuciach wyższych.

Jestem jak stroiciel fortepianów, który kończy zabieg, gdy ciało, dusza i umysł wydają piękne dźwięki zdrowia. Wtedy wibrują energiami harmonii, bo osiągamy stan homeostazy.

Jego celem jest zatrzymanie rozwoju choroby, zwrot o 180 stopni i jak najszybsze opuszczenie jej strefy. Zablokowane stresy to swego rodzaju chwasty energetyczne. Mogą istnieć nawet przez 30 lat. Stara się je usunąć, oczyścić wspomniane miejsca i na końcu doenergetyzować organizm.

 

 
 
Powered by JS Network Solutions