Jej terminarz jest zapełniony na kilka miesięcy do przodu, mimo że pracuje codziennie, a przez gabinet Magdaleny Dapczyńskiej przewijają się setki ludzi. Czasem ktoś ma więcej szczęścia i uda mu się wskoczyć w okienko, bo nie dojechał pacjent z bardzo daleka, nierzadko z zagranicy. Nie potrzebuje reklamy, gdyż ilością swoich zajęć mogłaby spokojnie obdzielić kilku terapeutów.


Joanna Malinowska, NŚ 8/2018

Przed gabinetem udało mi się chwilę porozmawiać z kobietą, która właśnie wyszła z wizyty. Pokazała mi wyniki badań, z których wynikało, że zniknęły jej torbiele na jajnikach, opowiedziała o swoim traumatycznych przeżyciach z okresu płodowego, a na koniec wspomniała o jakiejś tajemnicy rodowej. – Ale to wszystko nic, teraz wiem, że mogę być szczęśliwa - dodała na zakończenie. Ilość oraz różnorodność tematów, poruszonych przez nią niemal jednym tchem, zdumiały mnie i zaostrzyły ciekawość.

Dar

Od dzieciństwa wprawiała matkę w zakłopotanie, tuląc się do ludzi, zwłaszcza chorych. Kiedy zaczęła opowiadać o innym świecie i postaciach, które widzi, kobieta załamywała ręce: – Dlaczego urodziłaś się mnie, ja nie wiem, co z tobą zrobić – narzekała. Nie zrażało to jednak małej Magdaleny, z której twarzy nie schodził uśmiech, a rówieśnicy garnęli się do niej, chociaż nie była stałą bywalczynią spotkań towarzyskich czy dyskotek. Koleżanki i koledzy lubili mieć ją koło siebie, nawet kiedy się zamyślała i nie brała udziału w rozmowie.

Z czasem coraz częściej uciekała do hospicjum, wiedziała, że jest tam potrzebna. Jako szesnastolatka przychodziła już codziennie, by posiedzieć przy chorych, potrzymać za rękę, zmienić pieluchę, pomóc w higienie. Uważnie słuchała lekarzy i pielęgniarek, chłonęła każde słowo. Jednocześnie obserwowała inny świat, niewidoczny dla większości. Dopiero dużo później dowiedziała się, że ma zdolności parapsychiczne.

Jako dziecko była przekonana, że każdy odbiera to, co ona. Jeszcze więcej czasu musiało upłynąć, nim odważyła się opowiadać o tym, co widzi. Jej świat długo był zarezerwowany dla ludzi już odchodzących, którzy zaczynali w tych chwilach postrzegać więcej. Mogła z nimi swobodnie rozmawiać, bo oni też tego doświadczali. Dodawała otuchy, gdyż dobrze zdążyła poznać rzeczywistość, w którą zagłębiali się odchodzący. Dla nich były ostatnie chwile, czasami dni, dla Magdaleny – całe życie. Od dziecka powtarza im: Nigdy nie jesteś sam. Zawsze ktoś przy tobie jest. Kiedy trzymam twoją rękę z tej strony, po tamtej pojawia się ktoś, kto chwyta drugą. To piękna chwila, a dla mnie zaszczyt, że mogę być jej świadkiem.

Kiedy umierała jej matka, całymi dniami rozmawiały o wszystkim, co dzieje się w świecie widzialnym i niewidzialnym, w tamtych momentach realnym bardziej niż ruch uliczny za oknem. Ponieważ trwało to bardzo długo, Magdalena modliła się o uśmierzenie bólu. Ustępował, gdy trzymała na niej swoje dłonie.

Po kilku miesiącach mama zmarła, a dar w dłoniach pozostał.

Wieści roznosiły się bardzo szybko. Była proszona do najcięższych przypadków, w tym umierających dzieci, by uśmierzyła bóle. Wtedy, w tamtym czasie chciała wszystkim pomóc, odsunąć ból, naiwnie myśląc, że może tego dokonać. Prawie nie spała i nie jadła, aż pewien mądry lekarz powiedział jej:

Nie możesz być wszędzie, a jak umrzesz, nikomu już nie pomożesz.

Powoli uczyła się korzystać ze swojego daru, aż zdarzyła się kolejna niewytłumaczalna historia. Towarzyszyła w odchodzeniu małemu chłopcu, który nie czuł bólu tylko wtedy, gdy przy nim siedziała. Na prośbę rodziców i za zgodą lekarzy była w szpitalu dzień i noc. Wiedziała, że nie może go opuścić, mimo że miała już wówczas rodzinę. W końcu chłopiec odszedł, a Magdalena wylądowała w szpitalu sama będąc na granicy życia i śmierci.

dapcz3

Po tym wydarzeniu zaczęła widzieć organy w ciele i kontaktować się z nimi. Mogła zobaczyć układ krwionośny, nerwowy, moczowy, a nawet pojedyncze komórki. Znowu stanęła przed wyzwaniem, jak o tym mówić, by ludzie nie odsunęli się od niej, bo lista dziwactw stale się wydłużała. Jednak to jej zakłopotanie wcale nie miało wpływu na wieści, które roznosiły się lotem błyskawicy. Zaczęli przyjeżdżać chorzy z całej południowej Polski, później z kraju i zza granicy, licząc na ostatnią deskę ratunku.

Wszystkie te dary spadały na Magdalenę w trudnych okolicznościach, a potem wymagały stanięcia twarzą w twarz z krytyką i odrzuceniem. Wielu ludzi wciąż nie wierzy w takie rzeczy, a z drugiej strony pacjentów przybywa. Jedni wyśmiewają i kpią, inni tym samym czasie chcieliby ją wyświęcić.

Jak sama mawia – czyta dłońmi. Rękoma wchodzi pod ciało pacjenta, który leży, a dłonie są elementem łączącym. Natomiast w terapiach na odległość energia płynie i Magdalena Dapczyńska nie zastanawia się nad tym, jak. Raz widzi organy wewnętrzne, innym razem nie – w zależności od tego, czego potrzebuje pacjent. Jest w stanie ujrzeć to, co w danej chwili jest najważniejsze.

Procesem uzdrawiania steruje energetyka pacjenta, jego dusza. – To nie jest tak, że ja mam teraz ochotę zobaczyć np. kość. Widzę tylko to, co mam zobaczyć – uważa terapeutka.

Przyszła do niej kiedyś kobieta mająca problem z jelitami i pęcherzem, a Magdalena nie mogła zobaczyć tych organów. Zamiast tego ujrzała kręgosłup. Przestawiła o dwa milimetry jego linię, a pozostałe organy same ustawiły się właściwie, a dolegliwości ustąpiły. Musiała się nauczyć, by nie słuchać swojego umysłu (co, jej zdaniem, powinno być, albo jak by chciała, żeby było), ale wsłuchiwać się w siebie i jednocześnie skupić się na wnętrzu pacjenta.

Dar to nie wszystko – podkreśla – Musi za nim stać ciężka praca. Wielcy kompozytorzy i poeci także mają dar, ale gdyby nic z nim nie robili, nie moglibyśmy podziwiać ich dzieł.

Trafiają do niej ludzie z ciężkimi chorobami fizycznymi, lecz również z depresją, traumami, albo złym samopoczuciem. Jednym wykonuje coś, co nazywamy dzisiaj operacją fantomową, u innych stosuje regresing. Nie ma dla niej znaczenia nazwa terapii. Po prostu widzi to, co jest właśnie do zrobienia.

Mam pełną ufność do tego, co płynie, do tej energii. Nie zajmuję się nią, jestem raczej obserwatorem. Tak, to wielka ufność. Czuję się za mała, by to rozumieć. Działa siła wyższa. Wiem, że nie mam z tym uzdrawianiem nic wspólnego i bardzo mnie to cieszy. Pełnię tylko rolę przekaźnika – mówi Magdalena Dapczyńska (więcej na temat uzdrawiania pisze w swojej książce Jedno życie).

Ceni sobie współpracę z lekarzami, ale nie obraża się, gdy nic z tego nie wychodzi.

Każdy mądry lekarz wie, że istnieje pewien pułap, poza który nie wyjdzie. Tworzy się więc luka, w której czasami medycy umieszczają mnie. Cieszę się z tego i jestem wdzięczna za każdą szansę, jaką mi dadzą. To dla mnie nauka. Nie czuję się urażona, kiedy personel na oddziale traktuje mnie jak trędowatą, nie chcę nikomu niczego udowadniać, bo mam swoją ścieżkę – podkreśla.

Naturoterapia i medycyna

Same zdolności Magdalenie nie wystarczały. Chciała wiedzieć, co widzi i jak to fachowo nazwać. Dlatego dużo się uczyła, a jej ulubione lektury do poduszki to opasłe tomiska medyczne, jak Anatomia Człowieka Bochenka i Reichera. Podkreśla często, że pozostaje pod wrażeniem ludzkiego geniuszu i niewyobrażalnych dokonań medycyny. Dzięki swojej wiedzy może swobodnie komunikować się z lekarzami różnych dziedzin, odczytywać i weryfikować wyniki badań, pomagać w diagnozach i procesie leczenia. Jest Mistrzem Bioenergoterapii i obecnie sama prowadzi zajęcia, kształcąc naturoterapeutów z zakresu medycyny bioenergetycznej. Jak mówi, chodziła na różne kursy i warsztaty oraz zdawała egzaminy po to, by nauczyć się posługiwać zrozumiałym dla innych językiem i nazywać to, co widzi.

Dyplomy ukończenia kursów pozwoliły jej otworzyć prywatną praktykę i działać jako uzdrowiciel, jednak nigdy z nich nie korzystała, by się zareklamować. Pacjenci przychodzą do Dapczyńskiej zazwyczaj z polecenia, znajdują ją, kiedy są w potrzebie i wtedy o dyplomy nikt nie pyta, bo fakty mówią same za siebie. Prowadzi własne statystyki i dane odnośnie uzdrowień, ale nigdzie ich nie ogłasza.

dapcz4

Ma na swoim koncie spektakularne uleczenia, a wielu otwartych lekarzy korzysta z jej wskazówek. Np. przy planowaniu bardzo poważnych operacji podpowiada istotne elementy, niewykrywalne przez nowoczesną aparaturę, a widoczne dopiero podczas zabiegu. Bywa, że medycy odpowiadają jej, przekazując list przez pacjenta. Nierzadko sama kieruje kogoś na badania, których nie rekomendowano, albo do specjalisty, a szybka interwencja pozwala wówczas uratować życie. Powstaje więc pytanie, kto w takiej sytuacji uleczył chorego: ona czy lekarz medycyny?

Odpowiada: – A jakie to ma znaczenie? Grunt, że człowiek żyje.

Sama mówi, że nie leczy, jedynie wspiera proces leczenia, a tzw. cuda nie są jej zasługą, lecz energii, która przez nią przepływa. Czasami żartuje: – Jestem tylko słomką dla tej energii, nie ja decyduję o życiu i śmierci. I całe szczęście, bo nie udźwignęłabym takiej odpowiedzialności. Jako człowiek, kobieta, matka, chciałabym pomóc wszystkim. Z trudem znoszę, gdy odchodzi dziecko, nauczyłam się jednak pokory i chylę czoła przed tą siłą wyższą, ale też przed rodzicami, których dotyka strata. Nigdy nie powiem, że wiem, co czują, to byłaby arogancja z mojej strony. Stoję z boku i jestem gotowa im pomóc. Wiem natomiast, co znaczy otrzeć się o własną śmierć i stanąć w obliczu zagrożenia życia swoich dzieci, ponieważ byłam w takiej sytuacji.

Jej marzeniem jest współpraca medycyny akademickiej, naturopatów oraz bioenergoterapeutów. Wspomina czasy, kiedy jeden lekarz opiekował się całą rodziną, wiedział, na co zmarła babcia, co dolega matce i po jednym rzucie oka widział, że coś niedobrego dzieje się z dzieckiem. Jednak do tego potrzeba szerokiej wiedzy i otwartego umysłu na nieakademickie metody poznawania świata.

Zdolności parapsychiczne

W czasach, kiedy sama dorastała, niełatwo było być dzieckiem, które widzi więcej niż inni wokół. Dzisiaj dużo się zmieniło, jest coraz więcej książek, które przybliżają wątek życia po życiu, wychodzenia z ciała, podróży astralnych, czy wpływu poprzednich wcieleń i pokoleń rodowych na nasze życie. Nie są to jednak tematy proste, zwłaszcza wówczas, gdy dotyczą ludzi z naszego bezpośredniego otoczenia, albo członków rodziny. Ciągle łatwiej nam zaakceptować fakt, że amerykański neurolog kontaktuje się z innym światem, aniżeli to, że takie rozmowy toczy nasze własne dziecko.

dapcz5

Magdalena Dapczyńska jest autorką książki Jedno życie oraz tomiku wierszy Wyszeptane

To kolejny obszar działania naszej bohaterki. Coraz częściej odnajdują ją młodzi ludzie, którzy widzą tamten świat i boją się o tym powiedzieć bliskim. Rozmawiają z nią, jakby znali się od dawna, odkrywają swoje tajemnice. Jednak, zdaniem Magdaleny, nie może ich niczego więcej nauczyć, gdyż już mają swój dar i być może będą kiedyś mogli zrobić jeszcze więcej niż ona. Pomaga im natomiast w radzeniu sobie z Nieznanym, czasami w opanowaniu strachu, że coś z nimi nie tak. Jest zadziwiona umiejętnościami, z jakimi obcuje, i dojrzałością. Jednocześnie ma świadomość, że osoby, o jakich mowa, zanim odważą się swój dar pokazać światu, czeka trudna droga.

Podkreśla, że nie uczy niczego innego, niż sama widzi i doświadcza. Nie sugeruje się literaturą ezoteryczną ani naukami duchowymi, bo zwyczajnie nie ma na to czasu i nigdy nie była tym zainteresowana. Zaznacza, że wszystko – i ten i tamten świat – jest jednym życiem. Długo była przekonana, że wszyscy widzą tak samo. Kiedy przekonała się, że nie, musiała nauczyć się z tym żyć samotnie i oswoić problem po swojemu. Obecnie okazuje się, że takich jak ona jest więcej i teraz oni potrzebują pomocy. Ich zakres widzenia i czucia obejmuje znacznie więcej, niż byłaby w stanie wytłumaczyć nawet zaawansowana bioenergoterapia.

Jako mądry terapeuta, ale i obserwator własnego życia, wie, że nic nie zdarza się przypadkiem, a wszystko, co ją spotyka, czemuś służy. Śmieje się, że nigdy nawet nie wyobraziłaby sobie tych dzieciaków u siebie. Tymczasem one są i tworzą już całkiem pokaźną gromadkę.

Nie czułabym się z tym w sercu dobrze, gdybym powiedziała: „Radź sobie sam”. Jedno wiem na pewno, że ja tego dziecka nie wyrzucę za drzwi. Bo kto mu pomoże? – mówi. Zaraz potem dodaje: – Widzę, że moje drzwi otwierają się dla zupełnie innej grupy osób i dzieje się to tylko wówczas, gdy jestem na to gotowa. Tak samo, jak dla każdego z nas.

Wracając zaś do kobiety sprzed gabinetu, o której wspomniałam na początku – pani Marzeny, bo tak miała na imię… Dopiero po rozmowie z uzdrowicielką zrozumiałam zakres pomocy, który otrzymała. Magdalena Dapczyńska pracuje bowiem wielotorowo, działając jednocześnie na cielesną tkankę, co znajduje swoje odzwierciedlenie w wynikach badań, ale jednocześnie uwalniając traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa czy życia płodowego, a kiedy pojawia się taka potrzeba, rozwiązując również zagadkę pokoleniową.

dapcz1

 

 
 
Joomla Extensions