Mimo że pochodzi z katolickiej rodziny, Kasia Neelavathi Stankiewicz wybrała inną drogę. Przyciągnęły ją wschodnie ścieżki rozwoju wewnętrznego


Kamma Scudder , NŚ 11/2017

Gdy pierwszy raz znalazła się w hinduskiej świątyni, poczuła się w niej jak w domu. Neelavathi to jej imię duchowe nadane przez mistrza. Wiąże się z Boginią sztuki i mądrości i działa jak mantra, a Kasia Stankiewicz wewnętrznie czuje Indie i Tybet. Mówi, że to karma, pamięć poprzednich wcieleń.

– Poczułam wręcz niezwykły pęd do słuchania wed, mantr, wykładów o Krishnie i hinduskich bóstwach – opowiada. – Nie wiedziałam, skąd to się wzięło, ale nie buntowałam się. Czułam, że prowadzi mnie głos wewnętrzny. Podobnie było z mandalami, po prostu wiedziałam, że mam je malować.

Uczestnicząc w medytacjach hinduistycznych i buddyjskich, spotykała na swojej drodze wielu mistrzów duchowych.

mandalstankoewiczZaczęło się od jogi.

Na pewnym etapie rozwoju duchowego miała poważny kryzys, ciężko przeszła półroczny proces obudzenie energii kundalini. Później przeżyła wypadek, wpadła rowerem pod samochód i znalazła się w szpitalu z wstrząśnieniem mózgu i poranioną głową. Chyba wtedy, jak sama mówi, zaczęło się całkiem nowe wcielenie w jej życiu. Skoncentrowała się wyłącznie na poszukiwaniach duchowych. I tak jest od ponad dwudziestu lat.

Wyjątkowo transformujące przeżycie spotkało ją podczas pewnych ćwiczeń jogi. Leżała w relaksie, z zamkniętymi oczami i nagle ujrzała ostre, oślepiające światło. A przecież w tym momencie miała powieki przykryte woreczkiem z grochem, więc rzeczywiste światło do niej nie docierało.

Pamięć komórkowa jest jak twardy dysk, na którym zapisuje się wszystko.

Nagle przestała oddychać. Zachowała świadomość, jej głowa wiedziała, że jeśli nie zaczerpnie powietrza, będzie źle. Jednak nie mogła wziąć wdechu, leżała bez ruchu jak sparaliżowana.

Pomyślała, że chyba to już koniec, ale nie wpadła w panikę. Poczuła, że chce wejść w to światło i dopiero w tym momencie odetchnęła. Wróciła do życia, ale już jako inna osoba.

Transformacja jak remont generalny

Droga, jaką przeszła, wiele ją nauczyła, przede wszystkim pokory i cierpliwości. Od dawna wie, że dużo zależy od nas i od tego, na ile mamy czyste serce, by przyjąć łaskę. Choć otrzymała inicjację od wielu nauczycieli, jej mistrzem jest Sai Baba. W 2010 r. otrzymała od nauczyciela duchowego kolejny energetyczny przekaz oraz mantrę, dzięki której przesyła pozytywną energię przez swe magiczne obrazy.

Na własnej skórze przekonała się, że transformacja może chwilowo wywrócić nasze życie do góry nogami, lecz nie trzeba się jej bać. Tempo wewnętrznej przemiany zależy od karmy, ale też dharmy, czyli tego, jak postępujemy w obecnym życiu. Czy podążamy drogą prawdy, czy krzywdzimy innych, kłamiemy i egoistycznie myślimy o sobie. Wszystko to jest zapisywane – pewne zachowania procentują, przy innych widać duży minus. Uważa, że nic nie pozostaje bez konsekwencji, żaden czyn. Kosmiczna księgowość widzi wszystko.

Impuls do pomagania

Po dłuższym czasie medytacji i innych praktyk u Kasi Neelavathi Stankiewicz pojawiało się coraz więcej ludzi. Zwierzali się ze spraw, o których nikomu by nie powiedzieli. Przyznawali, że jej słowa okazywały się strzałem w dziesiątkę i odmieniły ich życie. Często nie od razu, niekiedy musiało upłynąć sporo czasu, nawet dwa lata, zanim coś się wydarzyło. Działo się jednak dokładnie tak, jak w jej wizji.

Kiedyś zgłosiła się do niej kobieta, której marzeniem było znalezienie pracy we Francji. Chociaż zapłaciła z góry i bardzo zależało jej na czasie, Kasia nie mogła zabrać się do pracy nad mandalą. Coś ją odpychało, a któregoś dnia usłyszała w głowie: Nie możesz tego teraz zrobić. Okazało się, że właśnie tamtego dnia nastąpił atak terrorystyczny w Paryżu! Gdyby namalowała mandalę wcześniej, jej klientka najprawdopodobniej znalazłaby się w epicentrum wydarzeń. Kosmos wie, co dla nas najlepsze.

Kosmiczna księgowość widzi wszystko

Ma pewność, że przemawia przez nią wyższa siła, a ona jest tylko przekaźnikiem. Nie pamięta zresztą, co mówi, pomimo że nie wpada w trans. Gdy ktoś do niej dzwoni po sesji chcąc poznać więcej szczegółów, drzwi do informacji są już zatrzaśnięte. Słowa jakby przepływają przez Kasię i trafiają wyłącznie do osoby zainteresowanej. Sama nie może powtórzyć nawet ostatniego zdania. Tak też się dzieje, gdy służy jako tłumacz w rozmowie mistrza z adeptem. Słowa zostają wykasowane z jej głowy zaraz po ich wypowiedzeniu. Po prostu wie, że to nie jest przekaz skierowany do niej.

Choroba rodzi się w głowienelavathistankiewicz

Ponieważ nie jest lekarzem, uważa, że jeśli ktoś ma konkretne dolegliwości, powinien wybrać się do medyka. Natomiast z jej punktu widzenia każdy organ ciała za coś odpowiada, a przyczyny dysfunkcji można zidentyfikować. Jeżeli np. ktoś ma kłopoty z wątrobą, to oznaka mnóstwa nieprzerobionej złości. Praca nad sobą pomaga znaleźć źródło i rozwiązać jakiś problem, również zdrowotny. Mogą to być wzorce z tego życia, nawet z okresu prenatalnego, ale też z poprzednich wcieleń, albo schematy przekazywane rodzinnie. Istnieje coś takiego jak zbiorowa świadomość rodu i, choć wydaje to się absurdalne, często np. okazuje się, że czyjaś prababcia miała po pięćdziesiątce kłopoty zdrowotne, a teraz przerabia to jej prawnuczka, w tym samym wieku. Wszystko jest połączone, więc nie sposób zerwać więzi z własnym drzewem genealogicznym.

Mandala nie jest bankomatem, z którego wyjmuje się zamówioną sumę pieniędzy

– Miałam sesję z kobietą – słyszę – której dokuczał silny ból łokcia, właściwie bez powodu. Zobaczyłam, że w innym wcieleniu doszło do wypadku, bo ta osoba zmusiła kogoś do prowadzenia samochodu, wskutek czego doprowadziła do kraksy. Wyszła z niej z roztrzaskaną ręką.

Pamięć komórkowa jest jak twardy dysk, na którym zapisuje się wszystko. Dusza pamięta, co przeżyła i wybiera sobie doświadczenia do przerobienia.

– Nigdy nie powiedziałabym jednak komuś – zaznacza Kasia – że skoro przyczyny energetyczne są znane, nie trzeba już konsultować się z lekarzem. Nie wzięłabym na siebie takiej odpowiedzialności. Uzdrawianie powinno odbywać się dwutorowo. Część cierpień przenosi się rodzinnie; nie chodzi tylko o kłopoty zdrowotne, ale też psychiczne. Np. genetyczne narzekanie, szukanie dziury w całym, albo wchodzenie w trudne związki... Moi przodkowie „tak mieli” i ja to kontynuuję, bo w tym się wychowałam i to jest dla mnie oczywiste. Klienci często nawet nie wiedzą, ile w nich jest ich samych, a ile bliższego czy dalszego otoczenia – prababci, matki, wujka, szefa, sąsiada. Nasiąkamy jak gąbki wszystkim, zwłaszcza w dzieciństwie. Wystarczy, że ktoś coś powie, a my nieświadomie przyjmujemy to za własne. Ważne jednak, by nikogo nie obwiniać, bo każdy odpowiada za swoje życie. Z tego schematu można się wyrwać, szukając w duszy przyczyn konkretnego stanu rzeczy. Dlaczego np. ktoś wielokrotnie pakuje się w toksyczny układ? Przecież wie, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Ale sytuacje lubią się powtarzać; dopóki nie przerobi się jakiejś lekcji, do oporu powtarza się tę samą klasę. Są ludzie, którzy boją się rewolucji, wielkiej burzy w życiu, chociaż wiedzą, że później zaświeci słońce. Inni mają serdecznie dość schematów i są zdeterminowani, by coś zmienić.

Stara się porozmawiać z duszą osoby, która szuka u niej wsparcia. Proponuje też mandale, które są potężnym narzędziem transformującym. I tu zaczyna się czysta magia!

Kiedyś ujrzała duszę, która wyglądała jak rozpędzona kula, zmierzająca wprost do przepaści. Zaczęła się modlić, by ta kula nie spadła. Wtedy zobaczyła, że jednak wytraca prędkość i w ostatnim momencie zatrzymuje się na skraju urwiska.

Kasia prosi, by intencja osoby została wpisana w obraz, by pole kwantowe zarezonowało z tą intencją w sposób najlepszy z możliwych. I coś się zawsze potem dzieje, choć w jakim czasie, trudno sprecyzować. Mandala nie jest bankomatem, z którego od razu wyjmuje się zamówioną sumę pieniędzy. To raczej długofalowa praca. Nie sposób określić terminu namalowania: może to być miesiąc, ale zdarza się i tak, że obraz powstaje dopiero następnego dnia.

Niekiedy klient zamawia mandalę i otrzymuje ją po dłuższym czasie, ale zanim ją dostanie, w jego życiu już zaczynają się zmiany, coś się dzieje. Zdarza się, że zmiany następują po pierwszej rozmowie!

– Miałam kontakt z panią, która marzyła o wyjeździe do Indii – opowiada Kasia – ale nie pozwalały jej na to finanse. Gdy tylko postanowiła zamówić mandalę, pieniądze na wyjazd pojawiły się same! Wręczałam jej obraz na lotnisku, tuż przed podróżą do Indii. Wspominała tę wycieczkę wyjątkowo miło, mówiła mi, że wszystko udało się nadspodziewanie szczęśliwie.

Wiele zależy od uwarunkowań duszy, karmicznych długów i naszego bieżącego życia. Także od psychicznego nastawienia osoby, która chce mieć np. lepszą pracę. By pojawiła się ona w jej życiu, nierzadko musi stracić tę dotychczasową. Podobny mechanizm funkcjonuje w miłości, bo – aby stworzyć nowy, dobry związek – trzeba wyjść z obecnego lub przepracować coś w sobie, a to bywa bolesne.

– Rozmawiałam z kobietą, która zamówiła mandalę w intencji miłości, wspaniałego związku. Gdy malowałam dla niej obraz, płynęła piękna energia, wiedziałam, że wystarczy tylko impuls i pojawi się cudowny związek. Zadzwoniła do mnie po dwóch tygodniach z wiadomością, że przeżywa nową miłość, ale nie chodzi o jakąś nową znajomość, lecz kogoś, kogo znała od dawna. Nagle pojawiła się między nimi iskra – opowiada Kasia.

– Często – kontynuuje – pracuję ze związkami „na zakręcie”. Uratowałam wiele małżeństw, ponieważ zawsze jestem za tym, by łączyć, a nie dzielić. Dzwonili do mnie ludzie, którzy mieli serdecznie dość swojego partnera. Chcieli trzasnąć drzwiami, wyjść i nie wrócić. Rozmowa ze mną uświadomiła im, że warto zawalczyć o ten związek, wyjść poza emocje i zadać sobie parę ważnych pytań. Czasami, aby uzdrowić relację, wystarczy uświadomić sobie, jakie schematy nami kierują. Bywa jednak i tak, iż muszę powiedzieć szczerze, że już nie widzę przyszłości dla danego związku, bo przestrzeń serca między dwojgiem ludzi przestała funkcjonować.

stankiewiczmand1

Sesja dla dorosłych i dzieci

Wchodząc w pole energetyczne klienta, Kasia Neelevathi Stankiewicz mówi, co zobaczyła. Często też rozmawia z klientem, ale nie ma to nic wspólnego z wizytą u psychologa. Zadaje proste pytania, np. Jak widzisz tę sytuację za 10 lat? Pozwala to uświadomić sobie, czego tak naprawdę się chce.

– Pewna kobieta pragnęła uzdrowić swój związek – słyszę – ale przez całą rozmowę w ogóle nie padło słowo „my”, wyłącznie „ja i dzieci”, „jestem samotną matką”. Od razu było widać, że tak naprawdę nie chce ratować małżeństwa.

Inaczej dzieje się z malutkimi dziećmi, z którymi nie uda się zrobić zwykłej sesji, ale można porozmawiać z ich duszą. Dlatego z maluchami Kasia aranżuje tzw. czytanie z pola energetycznego. Gdy wchodzi w nie, widzi obraz duszy. Jest on u każdego inny, wizualizują się dysfunkcje, które trzeba uzdrowić.

Kiedyś ujrzała duszę, która wyglądała jak rozpędzona kula, zmierzająca wprost do przepaści. Zaczęła się modlić, by ta kula nie spadła. Wtedy zobaczyła, że jednak wytraca prędkość i w ostatnim momencie zatrzymuje się na skraju urwiska.

Inną duszę dostrzegła jako spękaną, jałową ziemię. Poprosiła, by ziemia scaliła się, a skorupa znikła. Sama nie spodziewała się takiego efektu. To była istna boska łaska, bo z ziemi symbolizującej duszę zaczęły wyrastać piękne kwiaty, pnącza i krzewy, po prostu zamieniła się w cudowny ogród.

Magiczne mandale

Z wykształcenia jest artystką malarką. Maluje dwa typy mandali: ornamentowe, klasyczne i bardziej abstrakcyjne, jakby zamazane pasma kolorów. Różnią się nieco w działaniu, ale to dusza wybiera, jaką chce otrzymać. Przed pracą na płótnie Kasia medytuje i ładuje mandale energią, dodatkowo wzmacnia ich działanie tajemniczymi substancjami energetycznymi i kryształami. Bywa tak, że klient życzy sobie mandali zapewniającej np. lepszą pracę, lecz dusza wybiera obraz, który przyciągnie miłość, bo dla tej osoby ważniejsze jest uczucie.

Mandala to pole świadomości, matryca naładowana energią.

Mandala to pole świadomości, matryca naładowana energią. W jakimś sensie można ją porównać do talizmanu, ale zrobionego dla konkretnego człowieka. Można przy niej medytować, patrzeć na nią jak najczęściej, a nawet zadawać pytania. Ona potrafi się przemieszczać, bo np. spada, ale gdy się w nią wsłuchać, sama wybierze sobie najlepsze miejsce. To nie jest zwykły przedmiot, każdy ruch pędzla jest wykonywany z intencją dla dobra klienta, przyciągający coś specjalnie dla niego. Nie sposób tego porównać np. z maskotką słonia z uniesioną trąbą, który przynosi szczęście. Jeśli chodzi o siłę oddziaływania, słoń przegrywa z kretesem! 

 stankiewiczneelevathi

 

 
 
Powered by JS Network Solutions