W naszej ocenie - chodzi o redakcję Nieznanego Świata – jest jednym z najciekawszych i najbardziej skutecznych obecnie polskich bioenergoterapeutów. Nie są to pochwały na wyrost, gdyż Wojciech Bożemski, którego poznaliśmy przed rokiem i od tamtego czasu utrzymujemy z nim stały kontakt, wspomaga z powodzeniem swoją energią kilka osób z kręgu współpracowników pisma. Dzieje się tak, mimo że one same nigdy nie widziały go na oczy. A jednak seanse z udziałem szczecińskiego healera, które odbywają się za pośrednictwem telefonu, stanowiącego dla niego podstawowe narzędzie pracy, bezspornie przynoszą wymierne efekty


Marek Osajda, NŚ 1/2018

Marzył o tym, by być wybitnym sportowcem i robił wszystko, by ten cel osiągnąć. Dobrze pamięta śnieżną zimę, kiedy był jeszcze uczniem Technikum Mechaniczno-Elektrycznego w Białogardzie. Rozpoczynała się druga lekcja, gdy jeden z kolegów zwrócił uwagę na śnieg wokół boiska. Biała poducha po obfitych opadach miała blisko pół metra grubości, ale tam, gdzie ktoś wcześniej trenował, zrobiła się cieniutka. Biegacz zostawił po sobie równomierny „tunel”. Koledzy z klasy nie mogli wyjść ze zdziwienia, mówiąc, że to pewnie jakiś... świr.

Zaśnieżone boisko okazało się jednym z miejsc, w których szlifował kondycję Wojciech Bożemski, późniejszy dwukrotny mistrz Europy w sportach walki. Nie przyznał się wtedy, że to on był tym świrem.

Od tamtej pory minęło prawie ćwierć wieku. Wojciech rozstał się z czynnym uprawianiem sportu, chociaż dba o kondycję fizyczną, co widać gołym okiem. Dziś jest znany nie ze sportowych sukcesów, lecz dzięki skutecznemu leczeniu energią. Kto by pomyślał, że mając w kieszeni dyplom tytuł technika - elektryka, w przyszłości będzie zajmował się energią

w zupełnie innym wymiarze?

bozemski2x– Karierę sportową zakończyła mi kontuzja pięty, która całkowicie przełożyła zwrotnicę mojego życia – zwierza się. – To wtedy zainteresowałem się bioenergoterapią i poznałem ludzi, którzy mieli o niej dużą wiedzę. Wszystko zaczęło układać mi się w całość, a że, pracując z energiami, wkładam w to duszę sportowca, terapeutyczne efekty są widoczne na każdym kroku. A przecież nadal rozwijam się i uczę. Wierzę, że tak będzie już zawsze.

Wojciecha Bożemskiego poznałem na początku 2017 roku. Wysportowana sylwetka, energia, zdecydowanie… Wiedziałem, że jest bioenergoterapeutą, nie wiedziałem natomiast i – szczerze mówiąc – nie wierzyłem w to, że aż tak skutecznym. Miałem napisać o nim tekst w Kurierze Szczecińskim na stronę z reklamami. Ale zanim to uczyniłem, postanowiłem na temat swojego bohatera zasięgnąć bliższych informacji.

Skontaktowałem się z jego kilkoma pacjentami i byłem bardzo zaskoczony tym, co mówią. Mimo to ciągle żywiłem wątpliwości. Rozwiał je sam Wojciech, który całkiem dla mnie niespodziewanie postanowił poprawić moje, nienajlepsze tego dnia samopoczucie. Efekt odczułem już po kilku minutach. Ustąpiło zmęczenie, nagle nabrałem sił i energii. Mimo to przeprowadziłem jeszcze kilka rozmów z jego pacjentami. Ich relacje nie pozostawiały wątpliwości, że szczeciński healer skutecznie pomógł im w różnych schorzeniach i dolegliwościach.

Pani Jola, mieszkająca nieopodal Szczecina, w okresie wielu lat pochłonęła kilogramy leków przeciwzapalnych z mizernym skutkiem. Dokuczały jej niezwykle boleśnie korzonki i, chociaż liczni lekarze starali się jej pomóc, efektów nie było żadnych. Dopiero kontakt bioenergoterapeutą uwolnił ją od tej choroby.

– Jeżeli ból czasami się odezwie, dzwonię i jest po problemie. Przez półtora roku, czyli od chwili, gdy ze sobą współpracujemy, doceniłam także wpływ Wojciecha Bożemskiego na dolegliwości psychiczne. Bo on działa nie tylko na poziomie fizycznym. Uczy mnie cierpliwości, uspokaja i zmienia nastawienie do świata. Podoba mi się to, że uważnie słucha pacjentów i nie buja w obłokach. Twardo stąpa po ziemi. Dlatego jest skuteczny, bo wie, co robi – podkreśla moja rozmówczyni. Zwraca także uwagę na coś, co, jej zdaniem, ma duże znaczenie: uzdrowiciel jest okazem zdrowia, o czym świadczy nie tylko jego wygląd, ale także udana sportowa kariera.

– Dziwię się, jak komuś może pomagać terapeuta, który ma wyraźną nadwagę i się poci. Przecież on nie jest w stanie pomóc nawet sobie... – dzieli się refleksją.

Okazuje się, że w okresie półtora roku Wojciech Bożemski stał się „rodzinnym lekarzem” dla wszystkich bliskich pani Joli, w tym jej dzieci i wnuków. Gdy mają jakiekolwiek problemy, natychmiast sięga po słuchawkę telefonu, bo wie, że na pewno pomoże. Wielokrotnie się o tym przekonywała.

Kan Funajama, starożytny japoński lekarz pisał: Człowiek jest istotą, w której duch i ciało zlewają się w jedną całość. Dlatego nie jest możliwe wyleczenie ciała bez uwzględnienia stanu duszy i odwrotnie. Mieszkający od lat w Szczecinie bioenergoterapeuta często posługuje się tym cytatem. I już od siebie dodaje, że

bozems3d

czynnikiem wpływającym na stan ludzkiego zdrowia są emocje.

Te o niskich częstotliwościach, takie jak lęk, strach, złość, stres – powodują blokady w przepływie energii, wywołując zaburzenia, rozpoznawane jako choroba. Swój pogląd opiera nie tylko na wewnętrznym przekonaniu, ale także na ogromnym doświadczeniu i wiedzy, którą zdobywał przez lata i nadal systematycznie poszerza. Cytatami z różnych wypowiedzi, ksiąg, opracowań posługuje się zresztą bardzo często. Może nimi sypać z przysłowiowego rękawa.

– Nie jesteśmy jedynie ciałem fizycznym, ale czymś więcej. Nasze myśli, uczucia i emocje w czystej postaci są energią. To niezwykłe, w jaki sposób przekładają się one na rzeczywistość, którą każdego dnia budujemy wokół siebie – przekonuje, po czym przypomina, że Wiedza o tym, jak wygląda nasze ciało na energetycznych poziomach, jest znana i wykorzystywana od tysiącleci. Korzystając z niej, Chińczycy rozwinęli akupunkturę, która pozwala na sterowanie przepływem energii życiowej, przemieszczającej się meridianami. Hinduizm nazywa tę energię praną, a w Indiach i Tybecie mówi się o czakrach, czyli ośrodkach energetycznych. Ta wiedza, chociaż tak stara, jest ciągle aktualna i uniwersalna, gdyż odnosi się do każdego człowieka na ziemi. Bo wszystkie choroby mają swoje podłoże energetyczne.

– Nasza świadomość doświadcza otaczającego świata z poziomu umysłu w myśl słów Kartezjusza: „Myślę więc jestem” – tłumaczy Wojtek Bożemski, zastanawiając się nad mechanizmem skuteczności swojej metody. – To myślenie sprawia, iż w reakcji na rzeczywistość pojawiają się uczucia i emocje, które przeżywamy. Stanowi to rezultat uruchomienia przez mózg określonych substancji chemicznych (neuropeptydy, neurohormony), które docierają do każdej komórki naszego organizmu. W efekcie przeżywamy konkretną emocję całym ciałem – w sferze psyche i physis. Mało tego, stan ten znajduje odzwierciedlenie w naszym biopolu, co można obserwować m.in. jako zmianę kolorów aury.

Oznacza to,  że procesy myślenia, odczuwania, przeżywania, czyli stan świadomości oraz związane z nim uczucia odzwierciedlają się – drogą chemiczną –we wszystkich komórkach ciała, a tym samym uwidaczniają w biopolu.

Jeżeli połączyć odkrycia z zakresu fizyki kwantowej oraz medycyny – idąc śladem takich autorów jak: Karl H. Pribram, Bruce Lipton, David R. Hawkins czy dr Stanisław Rybicki – dochodzimy do wniosku,  iż nasz sposób myślenia oraz odbierania rzeczywistości opiera się na wewnętrznym systemie przekonań, na który składa się tradycja, doświadczenia życiowe, rodowe oraz własne, nawet reinkarnacyjne, co z kolei ma wpływ na psychikę i związany z nią stan emocjonalny, biopole, a ostatecznie na zdrowie. Uświadamia to złożoność procesów decydujących o zdrowiu lub chorobie, a zarazem jak wiele elementów uczestniczy w procesie uzdrawiania.

Na pytanie, jak jego bioenergoterapeutyczna działalność ma się do medycyny, odpowiada, że można ją traktować jako jej wsparcie i uzupełnienie. I podkreśla, że wielu jego pacjentów korzysta także z pomocy medycznej. On sam zresztą namawia ich do konsultacji lekarskich. Bo dzięki nim możliwe jest porównanie zmian przed i po zabiegach bioterapeutycznych.

Od czasu, gdy się poznaliśmy, rozmawiałem z wieloma jego pacjentami. Emerytami, urzędnikami, inżynierami, a także z pilotem polskiego dreamlinera. Ten ostatni nigdy nie spotkał się osobiście z bioenergoterapeutą, tak jak i wielu innych pacjentów, których Wojciech leczy kontaktując się z nimi za pośrednictwem telefonu. Ale to urządzenie jest dla niego tylko narzędziem kontaktu, natomiast

leczenie odbywa się dzięki przekazywanej na odległość energii.

Ludzie korzystający z jego umiejętności mieszkają w różnych miastach, także poza granicami kraju, na przykład w Dubaju czy Londynie. Podróżują, albo zmieniają miejsca pobytu. Ale im to nie przeszkadza korzystać z pomocy byłego sportowca, a dziś healera.

– Nie muszę mieć z nimi osobistego kontaktu – słyszę. – Mogę pomóc im lepiej się poczuć i usuwać dolegliwości na odległość przez telefon, albo korzystając tylko z ich zdjęcia. To działa, bo wiele osób korzysta z mojej wiedzy i umiejętności leczenia energią od wielu lat. Świat dookoła pędzi, trzeszczy, dostarcza nam mnóstwa różnych doznań, w tym negatywnych. Dlatego tak ważne jest zachowanie psychicznej równowagi i zdrowia. A jedno z drugim ma nierozerwalny związek. Przywracam tę równowagę za pomocą energii, która uzdrawia.

Pora na zaprezentowanie kolejnego pacjenta Wojciecha Bożemskiego. Jest nim znany szczecinianin Bernard Foltynowicz, były operator dźwigów w porcie (pracował w tym zawodzie 35 lat), którego pasją od wielu lat jest bieganie. Na swoim sportowym koncie ma już sześć maratonów na sześciu kontynentach, a obecnie marzy mu się bieg na... Antarktydzie.

Jeszcze rok temu wydawało się, że to pragnienie nigdy się nie spełni z powodu wypadku. Tamtego feralnego dnia jechał do centrum Szczecina swoim samochodem, a gdy przeciął tory tramwajowe, trafił w niego pędzący z nadmierną prędkością mercedes, ważący, bagatela, dwie i pół tony. Uderzenie było potężne, a świadkowie mówili, że Foltynowicz miał dużo szczęścia, bo przeżył.

Wypadek odbił się jednak mocno na jego zdrowiu.

bozeqsMyślałem wtedy, że moje lata treningów, marzenia o zdobyciu Korony Świata, czyli przebiegnięcia maratonów na wszystkich kontynentach, legły w gruzach. Jednak tliła się we mnie nadzieja, że może z tego wyjdę. Dlatego, gdy tylko dowiedziałem się o Wojciechu Bożemskim, skontaktowałem się z nim. On na początku postawił mi tylko jeden warunek: żebym do tego, co mi przekazuje, był nastawiony pozytywnie. To akurat nie sprawiło mi żadnego problemu.

Po wypadku szczeciński maratończyk próbował nadal biegać, ale utrudniał to silny, uporczywy ból związany z przepukliną kręgosłupa. Uczęszczał i nadal uczęszcza na rehabilitację, jednak od czasu, gdy zaczął kontaktować się z bioenergoterapeutą, nękający go ból zaczął systematycznie „schodzić”. Przestał mu dokuczać w trakcie biegu i pojawia się tylko wtedy, gdy ubiera się po kąpieli. Ale jest krótkotrwały, a Bernard Foltynowicz wierzy, że niebawem całkiem go „porzuci”.


– Moje obawy, że nie będę biegać, minęły chyba bezpowrotnie – mówi. – Ogromnie się z tego cieszę, bo traktuję to jak skrzydła niezbędne do życia. Choć mam już 72 lata, gdy biegam, czuję się młodo i zdrowo. Dobrze, że trafiłem na człowieka, który zasilił mnie cudowną energią.

Kilka tygodni poprosiłem Wojciecha o pomoc dla bliskiego mi członka rodziny, cierpiącego najogólniej rzecz ujmując, na „ból pleców”. Zdawałem sobie sprawę z tego, że bioenergoterapeuta nie będzie miał z nim łatwo, bo chodziło mi o osobę dość zamkniętą i, co tu dużo kryć, trudno nawiązującą kontakty z innymi. To był kolejny sprawdzian. I kolejny udany, bo ból pierwszy raz od dawna ustąpił. Czasami powraca, chociaż nie tak intensywny jak przedtem, przy czym skuteczność leczenia byłaby na pewno większa, gdyby healer miał do czynienia z osobą otwartą na świat, bardziej kontaktową, ufną i optymistyczną. Ale – tak przynajmniej wynika z moich obserwacji – leczenie (teraz już głównie „na telefon”) przynosi widoczne efekty. Może potrwać długo, bo, jak mówi Wojciech Bożemski, jesteśmy różni. Jednych leczy się szybciej, gdyż są pozytywnie nastawieni do świata i otwarci, innych dłużej.

Pan Stanisław (72 lata), także mieszkaniec Szczecina, utrzymywał kontakt z Wojciechem Bożemskim przez kilka miesięcy i bardzo to sobie chwalił. Po kolejnej chemioterapii (choruje na glejaka) poczuł, że ma bezwładne nogi i nie mógł chodzić. Dla byłego spadochroniarza wojsk szturmowych z jednostki w Dziwnowie, który przez lata zachowywał wyjątkową sprawność, to był szczególnie trudny czas. Dzięki pomocy bioenergoterapeuty ponownie stanął na nogi. Wózek, który podsuwała mu żona, okazał się zbyteczny.

Na koniec warto jeszcze wrócić do sportu, który tak wiele znaczył i znaczy w życiu Wojciecha Bożemskiego. Może także wiele powiedzieć o metodzie jego leczenia. Otóż jeden z trenerów ekipy wioślarzy polskich zawodników podczas rozmowy z byłym mistrzem sztuk walki zauważył, że Wszyscy mamy tę samą wiedzę, stosujemy te same odżywki i suplementy, a nowości i tak po jakimś czasie wychodzą na jaw. Sprzęt jest zatem ten sam, a czołówka światowa odskakuje nam o klasę do przodu!

– Przekazałem mu wtedy moje spostrzeżenie, że ciemne okrągłe ślady na skórze pływaków amerykańskich to ślady po chińskich bańkach lub moksach, a te mniejsze pozostały po akupunkturze – relacjonuje Bożemski. – A to przecież nic innego, jak stymulacja punktów witalnych organizmu, co zwiększa przepływ energii witalnej w całym ciele. Takie ślady miał między innymi słynny multimedalista Michael Phelps. Czym zaś to, co ja robię, różni się od akupunktury? Otóż ona działa na punkty witalne oboczne, tzw. meridiany i trzeba wykonać minimum 8-10 zabiegów, by efekty były widoczne. Ja natomiast działam na pacjenta, powodując udrożnienie punktów głównych wzdłuż kręgosłupa - czakramów.

Skutek jest natychmiastowy i obejmuje całe ciało.

I jeszcze cytat z Jerzego Zięby, który, powołując się na jednego z swoich rozmówców, mówi: Minione 100 lat to był wiek medycyny farmakologicznej. Obecne stulecie to czas medycyny energetycznej. Wszystko zmierza w tym kierunku, sport również. Tego procesu nie da się powstrzymać.

bozemskikon


Marek Rymuszko - reportażysta, pisarz, redaktor naczelny "Nieznanego Świata"

- Ponieważ nasz miesięcznik redagujemy już od 27 lat, poznając w tym czasie bodaj wszystkie możliwe metody i techniki niekonwencjonalnego leczenia, w tym zwłaszcza za pomocą energii, trudno nas czymś zaskoczyć, a już na pewno nikt nie jest w stanie niczego nam wmówić, ani zasugerować. Z tego punktu widzenia przypadek Wojciecha Bożemskiego wydaje się szczególny i robi na mnie duże wrażenie.

Rezultaty jego terapeutycznego oddziaływania obserwujemy od kilku miesięcy w najbliższym otoczeniu i muszę przyznać, że są one wymierne, nierzadko wręcz spektakularne, biorąc pod uwagę, że zabiegi odbywają się na odległość, za pośrednictwem telefonu. Ta ich spektakularność dotyczy w szczególności znoszenia bólu, często natychmiastowego. To prawda, że wspomniany efekt zazwyczaj trwa kilka, kilkanaście godzin, ale jest i tego zakwestionować się nie da. Z Wojtkiem ćwiczą m.in. dwie bliskie mi osoby, a pod jedną z nich dodatkowo "podłącza się" koteczka, której zdarza się podczas seansu energetycznej łączności pod wpływem odbieranego bodźca wystrzelić nagle spod pachy jak z procy. Pozwolę sobie w związku z tym zauważyć, że zwierzęcia nie da się zasugerować, ani niczego mu wmówić. Ono po prostu reaguje na to, co odczuwa podczas seansu z healerem.

Osobiście Wojtka Bożemskiego poznałem dopiero niedawno przy okazji reporterskiej sesji, jaką zorganizowaliśmy w Zachodniopomorskiem i gdzie go zaprosiłem. W jej trakcie postawił zresztą na nogi jednego z naszych kolegów. To człowiek myślący i etyczny, nieustannie rozwijający się i doskonalący swój warsztat. Ze swej strony mówię mu, że obecnie powinien popracować nad taką modyfikacją swojego oddziaływania, które osiągany przez niego doraźnie - co bezsporne - rezultat terapeutyczny, pozwoli przekształcić w efekt trwały. Z tego zresztą, co słyszę, wynika, że w niektórych przypadkach tak właśnie już się dzieje. Warto też będzie, jak myślę, w przyszłości przeprowadzić jakiś większy eksperyment z jego udziałem.

 

 
 
Joomla Extensions