Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Stara się rozpoznawać, a następnie doprowadzić do uzdrowienia rodzinnych relacji, których źródłem jest przeszłość, a które wywierają wpływ na obecne życie. Najpierw precyzyjnie namierza problem, a potem oczyszcza jego źródło.

Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak w harmonijnym życiu, tu i teraz przeszkadzają nam obciążenia po przodkach – mówi Robert Grabowski, bioterapeuta, a jednocześnie dyrektor Polskiego Cechu Psychotronicznego w Łodzi. Po czym dodaje nieco enigmatycznie, że Nie wszyscy są w stanie wszystkiego przerobić. Czasami staje się jasne, że za dużo bierzemy na siebie.

Jednak, jego zdaniem, od tego, co my sami przepracujemy, będą wolne nasze dzieci, wnuczęta, prawnuki. Uwolnimy bowiem je od głęboko zakorzenionych wzorców i negatywnych emocji, które ciągną się za naszą rodziną w spadku odziedziczonym po przodkach.

Zafascynowanie energiami pochłonęło na dobre Grabowskiego przed blisko 15 laty, choć jego poszukiwania zaczęły się dużo wcześniej.

Można powiedzieć, że wszystko wzięło swój początek od choroby córki. Nie było to nic groźnego, bo chodziło o nawracające choroby gardła i migdałów – wspomina.

Najpierw doszło do wizyty na Festiwalu Niezwykłości w Łodzi. Potem ukończył kursy reiki, dotyku dla zdrowia oraz bioenergoterapii.

I było mi mało. Poszukiwałem głębszego podłoża choroby, jej źródła. To mnie zafascynowało. Dziś staram się uzdrawiać duchowo. Jeżeli osoba, która się zjawia, jest gotowa na wprowadzenie w sobie zmian, cały proces idzie gładko. Jeśli natomiast ktoś chce np. tylko usunąć ból, trzeba włożyć dużo więcej pracy, a czasem można nawet nie osiągnąć pozytywnych efektów. To są poważne procesy.

Grabowski uważa, że istnieją ludzie, którym na określonym etapie ich przemian wewnętrznych nie da się pomóc.

Przecież na chorobę trzeba nieźle się napracować – mówi. – A jeśli dodam, że większość przypadków to problemy z naszymi przodkami, emocjonalne relacje z rodzicami, dziadkami, pradziadkami – rodzi się pytanie, jak rozwiązać je podczas jednej wizyty?
Takiej osobie trzeba uzmysłowić, gdzie tkwi źródło jej problemu, a następnie wspólnie je oczyścić. Wówczas za każdym razem bardzo ważna okazuje się dobra współpraca.

Bioenergoterapeuta podczas rozmowy ustala (widzi?), jakie zdarzenie w życiu pradziadka, babki czy innego członka rodziny miało wpływ na to, co się obecnie z nami dzieje. Ale mogą to być również zranienia emocjonalne, których doznaliśmy w okresie dzieciństwa, jako płód w łonie matki. Także zdarzenia z poprzednich wcieleń.

W przypadku jednej z kobiet, która miała problemy emocjonalne, Grabowski zobaczył ją jadącą dyliżansem w czasie wojny secesyjnej w Ameryce. Potem dostrzegł grupę ludzi, która wykonywała jakiś rytuał – niewykluczone, że było to rzucanie klątwy.

I to zostało. Udział w takich praktykach był czynnikiem wywołującym problemy emocjonalne w jej obecnym życiu. Musieliśmy przepracować te wspomnienia, oczyścić je, aby życie tej pani dziś uległo poprawie – tłumaczy healer.

W ostatnich latach jest duży wysyp chorób. Wiele osób nie radzi sobie z życiem. Według Grabowskiego to także efekt przyspieszenia przemian duchowych. Może np. zdarzyć się tak, że nasz prapradziadek postępował źle, albo bawił się w czarną magię. Negatywne czyny przodków mogą zaś rzucić cień na przyszłe pokolenia. Przemiany, których musimy dokonać w związku z naszymi korzeniami, są właśnie uzdrawianiem pokoleniowym.

Na przykład wiele kobiet skarży się na problemy z mężami, braćmi, ojcami, którzy nadużywają alkoholu. I oto nagle w trakcie wywiadu Grabowski dowiaduje się, że pili również dziadek, pradziadek i wujek. Czyli: jedno wynika z drugiego. Po to, by dziś uzdrowić osobę potrzebującą pomocy, trzeba dotrzeć do tego pierwszego.

Ja sam niczego nie sugeruję. Każdy zazwyczaj sam wymienia jako pierwszą chorobę, z którą związany jest największy problem w jego życiu – uważa. – Moje pytanie o rodziców, czy dziadków, tylko to potwierdza.

Dziadkowie innego z klientów w czasie II wojny światowej zostali zamknięci w komórce i żywcem spaleni. Dzieciom udało się uciec. Odbiło się to na pokoleniu wnuczków, które zapadały na ciężkie choroby. Emocje i trauma, jakie przeżywali dziadkowie w chwili tragicznej śmierci, wróciły w postaci chorób nowotworowych u potomków. Bo silne, dramatyczne przeżycia zawsze wpływają na pamięć pokoleniową.

Praca z bioenergoterapią i przyzwolenie Najwyższego pozwala na oczyszczenia – wyjaśnia. – Nasz rozwój tutaj, na ziemi, odbywa się dzięki kontaktom z innymi ludźmi. Dlaczego schodzimy na ziemię jako dusze? Bo właśnie tu mamy wiele możliwości dokonania w sobie pozytywnych zmian.
W jaki sposób współżyjemy z innymi, tak się rozwijamy. Na przykład bioterapeuta pomagając innym, w tym samym momencie pomaga również sobie. Jest tylko jeden warunek: musi robić to w sposób właściwy. Rozwój polega na tym, że rozwijamy się, dając dobro innym. Ale nie można zapominać o sobie. Powinna być zachowana równowaga.

Najlepsza jest droga środka – twierdzi Grabowski. – Wszystko to, co przychodzi powoli, jest trwałe. Trzeba być w porządku nie tylko wobec świata zewnętrznego, ale przede wszystkim wobec siebie.

Uzdrawianie jest darem, charyzmatem. Dosłownie mówiąc: otrzymujemy charyzmat uzdrawiania.

Bioenergoterapia jako usuwanie skutku w postaci choroby nigdy mnie nie pociągała. Ciągle mi czegoś brakowało – wspomina. – Dlatego coraz głębiej wchodziłem w ten problem. Zjawiali się u mnie kolejni chorzy, a ja odkrywałem głębsze pokłady sytuacji, w jakiej się zanurzyli. Szybko przestało mi wystarczać samo tylko usuwanie choroby. Poszukiwałem jej ukrytych przyczyn.

Prawda jest taka, że do bioterapeutów przychodzą często schorowani, zagubieni ludzie, oczekujący cudu. I to najlepiej od razu.

Na ten „cud” muszą pracować i chory i bioterapeuta. Ale bywa i tak, że nie można pomóc – rozkłada ręce Grabowski.
Kiedyś zjawiły się u niego dwie kobiety, szwagierki. Jedna miała guzki na tarczycy. Ponieważ aktywnie pracowała z Grabowskim, po czterech wizytach narośla zniknęły. Druga miała guzki na piersiach. Choć intensywnie pracowali przez długi czas, nie dali rady.

Ale w jej rodzinie nie było miłości. Cały czas widziałem twarz ojca-tyrana, który stoi nad nią i wrzeszczy. A ona, mimo ogromnego zaangażowania i woli walki o zdrowie, nie potrafiła uwolnić się od tego – wyjaśnia healer.

Ciało wysyła nam cały czas sygnały.

Gdy np. bolą nas kolana, może to oznaczać, że są zablokowane stresami dnia codziennego. Kobieta, która leczyła kolano przez 5 lat, choć brała leki i chodziła na rehabilitację, nadal miała bóle. Nic nie pomagało.

Gdy trafiła do mnie, zablokowania energetyczne zostały usunięte, ból więc zniknął. To nie było trudne – mówi bioterapeuta. – Ale kolano po tylu latach już nie wróciło do sprawności. W takich przypadkach trzeba działać możliwie jak najszybciej, gdyż długotrwałe blokady doprowadzają do znaczących zmian w stawach, a to jest już nieodwracalne.

Aby żyło nam się dobrze, musimy wierzyć, że tak właśnie będzie. Potrzebne okazują się też cierpliwość i czyste serce.

Gdy ktoś wierzy, że droga, którą podąża, jest właściwa, spotyka go dużo dobra – zapewnia bioterapeuta. – Nie wyrywajmy na siłę z życia tego, czego chcemy. Jeśli w coś wierzymy, TO przyjdzie do nas samo. Na pewno.

Na kursach bioterapii Grabowski mówi o uzdrawianiu duchowym. Uczy, że podstawowym narzędziem bioterapeuty jest dusza. Ich uczestnikom nakazuje postrzegać i odbierać drugiego człowieka całą duszą. Jako cywilizacja uciekliśmy od Natury. Zagłusza nas hałas, szum, gonitwa, brak skupienia na własnym wnętrzu.

Przydałby się spacer przynajmniej raz w tygodni po lesie, parku. Tak dla wytchnięcia. Dla nabrania oddechu – zaleca. – Mam zawsze przed oczami obraz starego człowieka na wsi, który siedzi przed chatą. Pyka fajkę i patrzy w dal. Po całym dniu ciężkiej pracy w sposób naturalny się wycisza. Tacy ludzie są zdrowi. Mają zdrowe przemyślenia. To nie są pacjenci, to są raczej nasi nauczyciele. My, mieszkańcy miast, a zwłaszcza blokowisk powinniśmy częściej obcować z Naturą.

Do gabinetów bioterapeutów zgłasza się sporo samotnych kobiet. Ich status często stanowi rezultat złych relacji z matką, a czasami na takie życie ma wpływ babcia porzucona przez dziadka. Bywa też i tak, że prababci zmarło dziecko, a dziś kolejne pokolenie nie może mieć dziecka.

Oprócz plagi samotności jest też plaga bezpłodności – zauważa terapeuta. – Każdy ma co innego do przerobienia. Ostatnio bezpłodność częściej dopada mężczyzn, mimo iż badania wykazują, że nie chorują.