Trzy dni dla kręgosłupa

Dorota Pachnik lubi pracę manualną, ponieważ bardzo szybko przynosi ona efekty. Zazwyczaj wykonuje jakąś drobną manipulację już podczas pierwszej wizyty, gdy przeprowadza diagnozę energetyczną pacjenta. – Już na tym etapie mogę poluzować lokalnie jakieś napięcia mięśni, ścięgien czy wiązadeł i pacjent czuje natychmiastową ulgę. Zdarza mi się słyszeć pełne zdumienia okrzyki: „Co pani zrobiła? Mogę ruszyć ręką, głębiej odetchnąć!”. Czasem ludzie mówią też, że to „cud”. Tymczasem nieraz wystarczy zlikwidować jakieś miejscowe napięcie tkanek, by ustąpił ucisk na nerwy i blokada ruchowa czy ból znikają.

Normalna, pełna terapia kręgosłupa wygląda oczywiście inaczej. W metodzie, którą pracuje Dorota Pachnik, potrzebne są trzy zabiegi, wykonywane dzień po dniu lub w odstępie dwudniowym. Podczas jednego nie można bowiem wykonać więcej niż trzy manipulacje na kręgosłupie.

– Więcej organizm nie przyjmie. Podczas zabiegu inicjuję proces zdrowienia, ale on nie kończy się wraz z wyjściem pacjenta z gabinetu – wyjaśnia terapeutka. – Napięcie mięśniowe u osoby poddanej zabiegowi zaczyna się zmieniać i trwa to przez jakiś czas. Dlatego ważne jest, aby w okresie pomiędzy wizytami pacjent odpowiednio się zachowywał. Nie wolno niczego podnosić, przeciążać się, pić alkoholu.

Zasadnicza praca manualna odbywa się w trakcie drugiej wizyty. O ile podczas pierwszej pacjenci są zwykle entuzjastyczni, gdyż doznają wyraźnej ulgi, drugi zabieg okazuje się zwykle mniej przyjemny. Mimo iż nie dochodzi do ingerencji w kościec ani naruszania ciągłości skóry, praca klawikami może sprawiać ból, któremu zwykle towarzyszy uczucie przypiekania. U pacjentów z niedoborem witaminy C mogą nawet pojawić się siniaki. Dlatego każdy zabieg terapii manualnej Dorota Pachnik wspomaga bioenergoterapią. Praca energetyczna pozwala jej zdiagnozować stan chorego i dostosować metodę pracy do indywidualnych potrzeb, w czym pomaga jej rozległe wykształcenie z zakresu naturoterapii.

Trzeci zabieg to stabilizacja energetyczna. Pacjent nie jest już kłuty klawikami, lecz poddawany delikatnemu masażowi i oddziaływaniu bioenergoterapeutycznemu. W wielu przypadkach taka seria zabiegów wystarczy do usunięcia problemu chorobowego. W stanach bardziej zaawansowanych lub przewlekłych kolejną serię zabiegów trzeba powtórzyć w następnym miesiącu lub kolejnych.

Bardzo wiele zależy od tego, na jakie zmiany w swoim życiu gotowy jest pacjent. Bo, jak mówi Dorota Pachnik, problemy z kręgosłupem mają zwykle podłoże nie tylko fizyczne.

Zachowanie się kręgosłupa odzwierciedla stan naszych relacji z otoczeniem, z ludźmi, ze środowiskiem, w jakim żyjemy, ale przede wszystkim chodzi o relacje z samymi sobą. Kręgosłup zawsze „wysiada” na tym samym poziomie, na którym pojawia się konflikt wewnętrzny lub z otoczeniem. Człowiek jest całością psychofizyczną, wszelkie zaburzenia w sferze psychicznej i duchowej muszą w jakiś sposób odbić się na ciele fizycznym. Do tego dochodzą błędy popełniane w tak prozaicznych kwestiach, jak tryb życia i sposób odżywiania. Zawsze rozmawiam z moimi pacjentami na te tematy. Żadna terapia nie służy bowiem temu, by załatwić za kogoś wszystkie problemy. Ona, owszem, pomaga, inicjuje proces uzdrawiania, zazwyczaj przynosi natychmiastową ulgę, ale człowiek nie może później wracać do starych błędów i nawyków. To jest zresztą zasadnicza kwestia dla całej bioenergoterapii. Zawsze powtarzam pacjentom, że nie wolno „delegować” odpowiedzialności za swoje życie na drugiego człowieka, z terapeutą trzeba współdziałać.

Dorota Pachnik lubi pracę z kręgosłupem jeszcze z jednego powodu. Można bowiem wykonać na nim manipulacje, które wpływają na narządy wewnętrzne, gruczoły dokrewne i cały układ hormonalny. Dobre ustawienie kręgosłupa niejednokrotnie powoduje cofanie się innych stanów chorobowych, wiele schorzeń jest bowiem współzależnych.

Kiedy ortopeda się myli

Klawiterapia przynosi doskonałe efekty u dzieci ze skoliozami. W licznych przypadkach można doprowadzić do całkowitego cofnięcia się skrzywienia. U dorosłych, gdy wada kręgosłupa jest już utrwalona, nie da się jej cofnąć, ale można znacząco zmniejszyć powodowane przez nią dolegliwości.

Czasem Dorocie Pachnik zdarza się zakwestionować zalecenia lekarzy. Tak było w przypadku młodej dziewczyny, której zalecono but ortopedyczny z powodu 2–centymetrowej różnicy w długości nóg. – Zdiagnozowałam ją swoją metodą i stwierdziłam, że nogi bynajmniej nie różnią się długością, a problem wynika ze złego ustawienia miednicy. Skorygowałam to. Gdy dziewczyna ponownie udała się do lekarza, ten stwierdził, że musiał się pomylić i but nie jest potrzebny – wspomina terapeutka.

Inna pacjentka latami nosiła grubą i kłopotliwą wkładkę ortopedyczną z powodu podobnej diagnozy lekarskiej – różnica w długości nóg. Skarżyła się jednak na nieustające bóle kręgosłupa.

Przyczyną bólu była właśnie ta wkładka, zupełnie niepotrzebna, powodująca natomiast nowe problemy – mówi Dorota Pachnik. – Ustawiłam kręgosłup i zasugerowałam wyrzucenie wkładki. Pacjentka wykazała się odwagą i ją usunęła. Okazało się, że chodzi normalnie, a wszystkie bóle zniknęły.

Na porządku dziennym są przypadki ulżenia pacjentom z dyskopatiami. Jak mówi terapeutka, wielu pacjentów trafia do niej z wątrobą mocno nadwyrężoną regularnym przyjmowaniem środków przeciwbólowych. Tymczasem, by uwolnić pacjenta od bólu, często wystarczy rozluźnić więzadła i przyczepy mięśniowe pomiędzy segmentami kręgosłupa. I nawet niekoniecznie trzeba używać klawików.

Wypracowała własną metodę pracy drewnianymi patyczkami, takimi jak do szaszłyków. Z ich pomocą rozrabia kręgosłup, segment po segmencie, likwidując napięcia i przykurcze.

Klawikami i patyczkami można pracować nie tylko na kręgosłupie. Także na innych stawach – kolanach, łokciach, stopach oraz ścięgnach. Również na całym układzie nerwowym. Stymulując odpowiednie miejsca przez dłuższy czas, przywraca się w organizmie homeostazę. W ten sposób udaje się ulżyć w rozmaitych nerwobólach, migrenach, a nawet polineuropatiach i niedowładach.

W niedowładach po udarach i wylewach można znacząco pomóc klawikami i masażami – mówi Dorota Pachnik. – Co więcej, pacjenci i ich rodziny mogą tu bardzo wiele zdziałać sami, muszą tylko wiedzieć jak. I tego ich uczę. Pokazuję punkty, na których powinni pracować każdego dnia samodzielnie. W tego rodzaju stanach kluczowa jest bowiem systematyczność i częstotliwość zabiegów.

Cuda bioenergoterapii

Wizyta w gabinecie Doroty Pachnik nigdy nie sprowadza się do pracy jedną tylko metodą. Niezależnie od tego, czy stosuje klawiterapię, tradycyjną terapię manualną czy psychoterapię (jak nazywa rozmowę z pacjentem i udzielanie rozmaitych porad, od sugestii żywieniowych po stosowanie ziół) – zawsze nieodłączną częścią wizyty stanowi zabieg bioenergoterapeutyczny. Zawsze też healerka zaczyna pracę z pacjentem od diagnozy energetycznej organizmu.

Biopole człowieka jest dla mnie polem informacyjnym, z którego potrafię doskonale czytać – opowiada. – Przesuwam dłonią wzdłuż czakr i czuję wszelkie „nadmiary i niedobory”, wyczuwam zaburzenia w przepływach energii w meridianach, dzięki czemu wiem, jak i gdzie działać na poziome fizycznym. Czasem widzę aurę pacjenta; ukazuje mi się zwykle wtedy, gdy ma się to okazać potrzebne do diagnozy. Bioterapeuci zazwyczaj unikają słowa „diagnoza”, gdyż nie chcą być posądzeni o wkraczanie w kompetencje lekarzy, ale ja zawsze muszę „zeskanować” sobie człowieka energetycznie na własny użytek, nawet jeśli wyraźnie określi, z czym do mnie przyszedł. Bo jeśli zjawił na przykład z chorą tarczycą, trzeba sprawdzić, co dzieje się z trzustką, śledzioną i wątrobą, gdyż tarczyca wpływa na cały układ pokarmowy. Nie da się robić terapii pod kątem jednego tylko chorego narządu, bo organizm jest całością. Dlatego niezależnie od tego, z czym ktoś do mnie przychodzi, wykonuję diagnozę energetyczną całego organizmu. Następnie, stosując różne techniki bioterapeutyczne, udrażniam kanały energetyczne, przywracając właściwy przepływ energii. W zależności od potrzeb, albo oczyszczam chory organ energetycznie, albo energetyzuję go, a następnie równoważę cały organizm.

Dorota Pachnik nie precyzuje, w jakich schorzeniach jej oddziaływanie jest najbardziej skuteczne. Twierdzi natomiast, że rodzaj choroby nie ma właściwie większego znaczenia, gdyż energia i tak płynie tam, gdzie jest najbardziej potrzebna. Czasem, niejako przy okazji, znikają schorzenia współistniejące, choć powód wizyty pacjenta był inny. Tak było na przykład w przypadku pewnej starszej pani, która zgłosiła się u niej po pomoc z powodu chorych kolan. W pewnym momencie okazało się, że zniknęła również jaskra.

Niektórych pacjentów Dorocie Pachnik przysyłają lekarze, np. u mężczyzny z polineuropatią, którego skierował do niej neurolog. Polineuropatia to zespół uszkodzenia nerwów obwodowych, który może mieć wiele przyczyn i obejmować wiele różnych procesów chorobowych. Zazwyczaj prowadzą one do uszkodzeń nerwów, splotów nerwowych i korzeni nerwowych – mówiąc w uproszczeniu, niszczą się otoczki nerwowe mieliny. Chory, o jakim mowa, trafił do Doroty Pachnik, gdy choroba okazała się już zaawansowana. Mężczyzna był wcześniej leczony sterydami, miał spore trudności z poruszaniem się. Po zastosowaniu klawiterapii zaczął wchodzić do swojego mieszkania na czwartym piętrze po schodach, a lekarz zdecydował si, by  ze sterydów zrezygnować.

Z kolei bioenergoterapia przynosi dobre efekty u pacjentów z nowotworami. Pewna starsza kobieta pojawiła się w gabinecie ze sporą naroślą na twarzy. Guz zniknął po kilkunastu zabiegach bioenergoterapeutycznych.

 

 
 
Joomla Extensions