Każdy, kto na dźwięk słowa „kręgarz” oczami wyobraźni widzi postawnego, silnego mężczyznę mocującego się z ludzkim kośćcem, wchodząc do gabinetu Doroty Pachnik, mocno się zdziwi. Drobna blondynka, o ujmującym uśmiechu i kojącym, uspokajającym głosie ustawia jednak kręgosłupy z niezwykłą skutecznością, nieraz w ogóle ich nie dotykając. To, w czym się specjalizuje, to tzw. energetyczna terapia manualna, czyli nieinwazyjne ustawianie kręgosłupa.

Stosuje się ją w sytuacjach, gdy klasyczna terapia manualna jest niewskazana, np. przy znacznych zmianach zwyrodnieniowych kręgosłupa czy stawów, osteoporozie, albo chorobach nowotworowych. Tę autorską technikę pracy healerka ze Śląska stworzyła, łącząc różne techniki uzdrawiania, które studiuje od blisko dziesięciu lat i których poznała naprawdę wiele. Ich podstawą jest jednak zawsze bioenergoterapia.

Droga do bioenergoterapii

Po skończeniu studiów na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach Dorota Pachnik pracowała w normalnych zawodach, często je zresztą zmieniając, bo zawsze miała w sobie pęd do rozwoju i uczenia się czegoś nowego. Kilka lat spędziła nawet poza Polską, towarzysząc wraz z dziećmi pracującemu na zagranicznym kontrakcie mężowi. Gdy wróciła, nie bardzo umiała od nowa odnaleźć się w kraju. Zaliczyła kolejny kurs i podjęła następną pracę, ale nadal czuła, że powinna robić w życiu coś innego.

Pierwszy sygnał przyszedł, gdy jej mama zachorowała na nowotwór.

O bioenergoterapii wiedziałam wówczas tylko tyle, że jest – wspomina. – Ale na tyle dużo, by sprowadzić bioenergoterapeutkę, która przychodziła z wizytami domowymi. Kiedyś, z jakiegoś powodu, nie dojechała, a mama skarżyła się na ból. Zrobiłam jej masaż – jak umiałam, całkiem intuicyjnie. Ból minął, a mama stwierdziła, że jestem nawet skuteczniejsza od tej pani. Złożyłam to na karb relacji matka-córka; emocji, które towarzyszą chęci udzielenia pomocy bliskiej osobie. Nawet nie pomyślałam, że mogę mieć jakieś tego rodzaju zdolności. Ale później spotkałam kobietę, która dała mi do ręki wahadło. I to ona pierwsza dostrzegła, że mam predyspozycje, które, jak zasugerowała, powinnam rozwijać. A ja, jako że całe życie czegoś się uczyłam, podchwyciłam tę myśl. Zdecydowałam się podjąć naukę na Policealnym Studium Psychotroniki im. J. Ochorowicza w Krakowie. Okazało się, że był to świetny pomysł. Miałam szczęście uczyć się u najlepszych. Na bioenergoterapię ukierunkowałam się od razu na początku. Bardzo szybko też poczułam, że to będzie mój zawód.

W pomaganiu cierpiącym ludziom odkryła swoje powołanie. Postanowiła zatem nadal się szkolić. Ukończyła kolejne kursy w zakresie naturoterapii, m.in. biomasażu, refleksologii i radiestezji, ale również pierwszej pomocy przedmedycznej, a także kurs opiekuna osób starszych i niepełnosprawnych. Najbardziej jednak urzekła ją terapia manualna, która stała się jej ulubioną techniką.

Lubię pracować tą metodą, ponieważ pozwala ona na bardzo szybkie i skuteczne usuwanie bólu odkręgosłupowego, stawów i mięśni – zwierza się. – Zabieg przywraca prawidłowe napięcie mięśniowe, a dzięki temu, że wykonywany jest nie na kośćcu, lecz mięśniach, powięziach i przyczepach mięśniowych, jest bardzo bezpieczny. W ten sposób można skutecznie pomóc pacjentowi bez względu na jego wiek i zaawansowanie stanów chorobowych czy zwyrodnieniowych, również takich, gdzie nie można zastosować tradycyjnej, twardej terapii manualnej. Uczyłam się tej metody, podobnie jak tradycyjnego kręgarstwa, u Radosława Składowskiego, który jest ortopedą traumatologiem i chirurgiem, jednocześnie znakomitym terapeutą manualnym prowadzącym kursy kręgarstwa dla fizjoterapeutów. Nigdy nie zapomnę mojego zdumienia i zachwytu, gdy po raz pierwszy zobaczyłam, jak ta technika działa. Już po pierwszym zabiegu następuje znaczna poprawa i ustąpienie bólu.

Moc stalowych patyczków

Terapia manualna, którą stosuje Dorota Pachnik, nie jest tradycyjnym kręgarstwem, w którym pracuje się fizycznie na kręgosłupie czy stawach pacjenta. Dlatego czasem nazywa się ją energetyczną terapią manualną, gdyż ustawianie kręgosłupa obywa się też nieinwazyjnie, za pomocą dotyku tzw. klawikami, czyli specjalnymi metalowymi drutami. Metalowymi, bo muszą przewodzić prąd. Manipuluje się nimi przy kręgosłupie, wykorzystując napięcie powierzchni skóry i różnicę potencjałów. Miejscem dotyku są tzw. punkty spustowe organizmu, które częściowo pokrywają się z punktami akupunkturowymi.

Oddziaływując na odpowiednie miejsca wokół kręgosłupa, łącząc je przeciwstawnie, bardzo szybko osiągam efekt terapeutyczny – opowiada Dorota Pachnik. – To samo robię przy zablokowanych lub bolesnych stawach obwodowych: kolanach, łokciach, stawach barkowych i stawach krzyżowo-biodrowych. W większości przypadków pracuję przy pomocy klawików, ale tak naprawdę, jeśli terapeuta potrafi osiągnąć odpowiednią koncentrację mentalną, można to również zrobić samymi dłońmi i bez obecności pacjenta, na odległość. Dla mnie osobiście działanie na odległość nie różni się od pracy w gabinecie, jest równie konkretna i wymaga takiej samej precyzji. A w niektórych sytuacjach technika ta okazuje się nawet lepsza, bo na tzw. fantomie, czyli mentalnej reprezentacji pacjenta, mogę zrobić więcej, na przykład ustawienia twarde, których nie wykonam na człowieku. Jest to bezpieczniejsze, a działa niewiarygodnie skutecznie.

Jedyny minus energetycznej terapii manualnej to nieprzyjemne doznania w momencie zwierania klawików. Jeśli dzieje się to w chorej okolicy kręgosłupa czy stawów, skóra szczypie i piecze, czasem wręcz parzy. Nie generuje to jednak żadnego niebezpieczeństwa dla pacjenta.

Nie u wszystkich pacjentów, którzy wymagają zabiegu manualnego, stosuje się klawiterapię. Jeśli nie ma przeciwwskazań do tradycyjnej terapii manualnej, Dorota Pachnik dokonuje manipulacji na wytypowanym odcinku kręgosłupa. Przedtem następuje kilka testów, aby dokładnie określić, który segment kręgosłupa lub staw jest zablokowany.

Pacjenci często boją się fizycznego ingerowania w ich układ kostny. Jednak wszelkie manipulacje na kręgosłupie są zupełnie bezpieczne, jeśli wykonywane są zgodnie ze sztuką – mówi terapeutka. – Przed każdym zabiegiem kręgarskim trzeba najpierw rozluźnić mięśnie, przyczepy i więzadła. Gdy to zrobię, później zazwyczaj wystarczy tylko lekki dotyk i wszystko wraca na swoje miejsce. Cały zabieg odbywa się delikatnie, nie ma to nic wspólnego z „łamaniem kości”, trzeszczeniem czy chrupaniem, z którym potocznie kojarzy się kręgarstwo. Bo tak naprawdę większość dolegliwości bólowych powodują mięśnie i rozmaite napięcia tkanek okołostawowych, a nie kręgosłup jako taki. Nie można więc zaczynać ustawienia od kośćca, bo jeśli mięśnie nie zostaną poluzowane, to i tak wkrótce „zepną” kręgosłup z powrotem.

Fascynacja skutecznością klawiterapii zaprowadziła Dorotę Pachnik na szkolenie u samego twórcy tej metody, Ferdynanda Barbasiewicza. Po ukończeniu kursu wiedziała już, że znalazła narzędzie, które pozostanie jej głównym sposobem pracy z pacjentem.

Zobaczyłam wtedy na własne oczy, jak niewiarygodne efekty można osiągnąć za pomocą klawików. Operując jedynie na skórze, działamy odtruwająco i oczyszczająco na cały organizm. Klawiterapia w kilka dni reguluje układ nerwowy, trawienny, wegetatywny, enzymatyczny i hormonalny, powodując pełną odbudowę krwi, która następnie uruchamia proces samouzdrawiania. Owszem, sam zabieg potrafi być dość bolesny, ale przynosi spektakularne rezultaty – słyszę.

Ferdynand Barbasiewicz bada i doskonali swoją technikę już od 40 lat. Dorota Pachnik także podjęła pewien rodzaj badań; nawiązała mianowicie współpracę z lekarzem psychologiem i psychiatrą, starając się pomóc ich pacjentom klawiterapią. Po jej zabiegach chorzy będą ponownie diagnozowani przez lekarza. Ten szczególny zespół medyczno-bioterapeutyczny ma nadzieję zamierza w ten sposób sprawdzić, w jakim stopniu praca Doroty Pachnik może wspomóc konwencjonalną terapię lekarską. Jeżeli wyniki okażą się zachęcające, współpraca będzie trwale kontynuowana.

 

 
 
Powered by JS Network Solutions