Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /libraries/cms/application/cms.php on line 471

Od samego początku ustawił sobie poprzeczkę wysoko. Stwierdził, że bioenergoterapią zajmie się tylko wtedy, jeśli będzie mógł pomóc najciężej chorym; tym, którym medycyna niewiele ma do zaoferowania. Jego sukcesy wytrącają argumenty nawet zagorzałym sceptykom zatrudnionym w służbie zdrowia. Kryje się jednak za nimi nie tylko ogromy potencjał, ale przede wszystkim wiedza i ciężka praca. Pomorski dealer, przyjmujący również w Warszawie, praktykuje metodę uzdrawiania pranicznego, stworzoną przez Mistrza Choa Kok Sui, ciągle doskonaląc swoje umiejętności.

Przed laty sam poszukiwał bioenergoterapeuty, który uwolniłby jego żonę od poronień na tle nadczynności tarczycy. Odwiedził m. in. gabinet śp. lekarza - uzdrowiciela dr. Henryka Słodkowskiego. Trafił też do Barbary, bioterapeutki z Düseldorfu – i to właśnie ona odkryła wielki dar Mirosława Czerendy. Zaczęła go przekonywać, że nie wolno zmarnować takiego talentu. Nie wierzył jej zapewnieniom. Zanim zaakceptował swoje powołanie, przez prawie rok zasięgał opinii wróżbitów i jasnowidzów.

Na przekór sceptykom

Synek pani Joanny pierwszy ataku astmy przeszedł w wieku sześciu miesięcy. Matce krajało się serce, gdy patrzyła, jak dziecko cierpi; oddałaby życie, żeby tylko Kamil wyzdrowiał. Niestety, nawracające infekcje to dolnych to górnych dróg oddechowych, woda w płucach, niedoczynność tarczycy i problemy z sercem zamieniły dzieciństwo chłopca w koszmar. Kobieta chciała nawet wystąpić o indywidualne nauczanie, gdyż Kamil bardzo często opuszczał zajęcia szkolne. Na tę wysoką absencję chorobową zwróciła uwagę jego nauczycielka, żona Mirosława Czerendy. Zaproponowała pomoc swojego męża, podając równocześnie adres jego strony internetowej.

Zarówno pani Joanna, jak i jej mama, z zawodu pielęgniarka, podchodziły bardzo sceptycznie do bioenergoterapii. Dla dobra dziecka zdecydowały się jednak skorzystać z oferty.

Oddajmy w tym miejscu głos samej pani Joannie, która napisała: Gdy podczas naszego pierwszego spotkania powiedział pan, że odstawię synowi silne sterydy, proszę mi wybaczyć, ale pomyślałam, że nie wierzę w cuda i ponosi pana fantazja. Minęło kilka miesięcy i Kamil nie stosuje już żadnych leków przeciwhistaminowych, sterydów, antybiotyków. Jeszcze kilka miesięcy temu syn miał astmę, przyjmował dawki leków jak osiemdziesięciolatek. Inhalatory, nebulizatory oraz leki rozszerzające płuca towarzyszyły nam wszędzie. Trudność sprawiało mu bieganie, jazda na rowerze i normalne funkcjonowanie. Nawet w nocy sprawdzałam, jaki ma oddech i kilkakrotnie zmieniałam mu piżamkę.

Po kilku sesjach uzdrawiania nasze życie wygląda normalnie, przeszłość znikła jak zły sen. Kamil nie łapie infekcji, po astmie i alergii nie ma śladu. Biega od rana do wieczora po dworze, jak jego rówieśnicy, a dziewięciokilometrowy marsz pod górę do Morskiego Oka – to pestka.

Z sesji uzdrawiania pranicznego skorzystał też dziadek Kamila. Ojciec pani Joanny przeszedł rozległy udar (zalane zostało 70 procent mózgu), który spowodował przykurcze i niedowład prawej ręki, a częściowo także prawej nogi oraz ogromne problemy z mówieniem. Inną dolegliwością seniora był przerost prostaty. Ponadto został poddany operacji przepukliny, po której wystąpiły komplikacje: rany nie chciały się goić i puściły szwy.

Ponieważ dziadkowie i rodzice Kamila mieszkają razem, Mirosław Czerenda poddał terapii także starszego pana. W tym przypadku nie obiecywał znaczącej poprawy stanu zdrowia. Jednak już po pierwszym zabiegu dziadek chłopca zaczął się uśmiechać i współpracować. Zanikła agresja – uprzednio tak dokuczliwa, że rodzina rozważała oddanie chorego do domu opieki. Po czterech spotkaniach wygoiły się rany pooperacyjne, a po sześciu mężczyzna odzyskał wigor. Funkcjonuje samodzielnie, chodzi na spacery i płynnie mówi. Terapeuta uregulował mu też poziom cukru we krwi .

Również sceptyczna pielęgniarka poznała energię pranicznego uzdrawiania. Po prostu nie może przebywać w jednym pokoju z healerem, bo odczuwa gorąco i silne mrowienie nóg.

Niewiarygodne przypadki

74-letnia pani Izabela zawdzięcza pomorskiemu uzdrowicielowi to, że postawił ją na nogi. Seniorka nie mogła chodzić i nie kontaktowała się już z otoczeniem. Przyczyną choroby był zanik móżdżku, a ściślej jego spłaszczenie. Do tych zmian chorobowych doprowadziły trzy małe udary.

Córka pani Izabeli, szukając ratunku dla matki, znalazła w internecie stronę Mirosława Czerendy. Pierwszy seans odbył się w domu, potem uzdrowiciel przesyłał chorej energię na odległość. Terapia trwała dwa miesiące, sesje odbywały się nawet trzy razy w tygodniu. Uzdrawiające działanie bioenergii pani Izabela odbierała także podczas pobytu w szpitalu. Po seansach seniorka porusza się samodzielnie w okolicy zamieszkania. Na dłuższe wyprawy wyrusza w towarzystwie męża. Mówi w sposób zrozumiały.

U pana Jaromira zdiagnozowano ropniak w lewym płucu. Jego funkcjonowanie było zablokowane, a lekarze obawiali się, że stan zapalny obejmie także prawe płuco. Aby do tego nie dopuścić, zaproponowali resekcję lewego płuca.

Termin operacji wyznaczono na środę. W poprzedzający ją czwartek Czerenda rozpoczął uzdrawianie praniczne. W sobotę chory poczuł się tak dobrze, że samodzielnie poszedł do toalety, a we wtorek płuca wznowiły normalną pracę. Lekarze wytłumaczyli panu Jaromirowi, ze radykalną poprawę stanu zdrowia zawdzięcza wprowadzeniu do terapii nowego, niezwykle skutecznego antybiotyku. Oddziałującego na odległość uzdrowiciela nikt przecież nie widział.

25-letni Piotr po siedmiu atakach padaczki leżał nieprzytomny w szpitalu. Po pierwszym zabiegu odzyskał przytomność, zdarzały mu się jeszcze lekkie napady. Po kilku następnych choroba ustąpiła, a młody człowiek podjął pracę w Szwecji.

Mirosław Czerenda ma na koncie wiele niezwykłych uzdrowień. Jeśli chory chce współpracować, może spodziewać się skutecznej pomocy w przypadkach uznawanych przez medycynę za trudne lub beznadziejne. Jednak czasem na ratunek jest już za późno. Kiedy chora w terminalnym stadium raka wątroby bardzo cierpiała, jej mąż poprosił o przekaz energii na odległość. W pewnym momencie twarz kobiety rozpogodziła się, ustąpiło napięcie mięśni brzucha. Odeszła spokojna, a małżonek podziękował healerowi za błogosławioną, dobrą śmierć swojej żony.

Nauka u mistrzów

Metody Mistrza Choa Kok Sui uczył się u autoryzowanych nauczycieli: Ireneusza Opary z Częstochowy i Lucyny Tomaszewskiej, a także u Jajanti Patela, mistrza uzdrawiania pranicznego z Indii. Posiada certyfikat ukończenia kursu kriyashakti, prowadzonego przez wdowę po wielkim mistrzu, Charlottę Anderson. Ta sama nauczycielka wprowadziła go w tajniki jogi archatycznej, potęgującej moc uzdrowiciela i oddającej mu kontrolę nad wewnętrznym ogniem – Kundalini. Kurs ten jest przeznaczony tylko dla nielicznych, zaawansowanych adeptów uzdrawiania pranicznego Na warsztatach Super Brain Jogi prowadzonych pod kierunkiem Marion Hopfgartner z Ośrodka Uzdrawiania Pranicznego w Wiedniu Czerenda uczył się energetycznego wspomagania uzdrawiania z takich chorób jak artretyzm, ADHD, skleroza.

Jak korzystać z uzdrawiającej mocy kryształów i kamieni szlachetnych, pomorski healer dowiedział się na kursie Nani Bagaric z Ośrodka Uzdrawiania pranicznego w Wiedniu. Za sukcesami i niewiarygodnymi dokonaniami Mirosława Czerendy stoi wiedza i praktyczne opanowanie najwyższych arkanów sztuki uzdrawiania.

 

 
 
Joomla Extensions