Problemy są, ale jest i rozwiązanie – to słowa mamy jednego z małych pacjentów Mieczysławy Sikorskiej-Klimczak - terapeutki z Wrocławia. Dzięki terapii czaszkowo -krzyżowej kobieta uwierzyła, że posiadanie chorego dziecka, to nie koniec świata, a za jego chorobę to nie ona jest odpowiedzialna. Wraz z synkiem nie boi się już stawić czoła wyzwaniom

Mieczysława Sikorska-Klimczak jest magistrem chemii. Po ukończeniu Uniwersytetu Wrocławskiego pracowała w wałbrzyskich fabrykach porcelany, gdzie zajmowała się technologią zdobnictwa ceramicznego i organizacją produkcji. Na swoim koncie ma wiele wdrożeń i patentów.

Od 2005 roku prowadzi gabinet terapii naturalnych. Specjalizuje się w terapii czaszkowo-krzyżowej. Jej tajniki zgłębiała na szkoleniach prowadzonych przez Bożenę Przyjemską, założycielkę Akademii Zdrowia w Toronto. Pani Mieczysława ukończyła wszystkie jej stopnie. Jest także absolwentką Policealnego Studium Psychotronicznego „Prometeusz" w Warszawie ze specjalizacją medycyna naturalna i doradztwo psychotroniczne. Ma również tytuł wielkiego mistrza Reiki.

W swojej pracy oprócz terapii czaszkowo-krzyżowej wykorzystuje wiele innych naturalnych technik, np.: elementy medycy chińskiej, polarity, theta healing, czy matrycę krystaliczną.

W trakcie wieloletniej pracy zrozumiała, że każda choroba lub dysfunkcja organizmu ma swoją przyczynę. W czasie zabiegu dociera do niej i od niej uwalnia, niezależnie od tego, kiedy powstała. Jak sama mówi: Moją naturalną predyspozycją jest uwalnianie od emocji i stresu.

Gdy płyn mózgowo-rdzeniowy pulsuje...

Zabiegi Mieczysławy Sikorskiej-Klimczak (ludzie zwracają się do niej najczęściej - Ela, z drugiego imienia - Eleonora) nie są ukierunkowane na uzdrawianie z konkretnej choroby. Mają działanie holistyczne, przywracając równowagę i harmonię organizmu. Gdy pulsuje płyn mózgowo-rdzeniowy, jego rytm wyczuwalny jest w całym organizmie, a w szczególności na głowie, wzdłuż kręgosłupa i kości krzyżowej.

Twórca tej metody, dr William Sutherland twierdził, że jest on pierwotnym rytmem w organizmie, przed rytmem serca i oddechem. Bierze się z zapisu DNA w pierwotnej matrycy zdrowia. Ludzki organizm jest całością, a nie zbiorem odrębnie działających narządów i tkanek, i wszystko okazuje się w nim wzajemnie powiązane. Pracując terapią czaszkowo-krzyżową Klimczak widzi, jak każdy, choćby najmniejszy aspekt życia, ma wpływ na działanie naszego organizmu i utrzymanie w nim homeostazy. Uważa, że ciało jest anteną odbierającą wszystkie bodźce z otoczenia, środowiska, w jakim przebywamy – i dostosowuje się do nich. Jeśli czegoś jest za dużo, w nadmiarze, albo występuje niedobór jakichś części układanki, wysyła ono sygnał, najczęściej w postaci bólu.

Każde zakłócenie w organizmie powoduje napięcie w tkance łącznej. W naszym ciele funkcjonuje sieć siateczkowa naczyń połączonych, tworzących miękki elastyczny szkielet, który obejmuje opony w mózgu i rdzeniu kręgowym, otacza narządy, mięśnie, naczynia krwionośne i nerwowe oraz wszystkie komórki. To poprzez błony półprzepuszczalne, tzw. powięzi, przekazywane są wszelkie impulsy, następują procesy odżywiania komórek itp. Poprzez sieć naczyń połączonych terapeuta odczytuje, lokalizuje i usuwa napięcie błon, przywracając harmonijny rytm. Każdy uraz, czy blokada powodują zakłócenie lub zatrzymanie rytmu płynu czaszkowo-rdzeniowego w pewnym obszarze ciała. A źródła napięć mogą być różne. Np. okołoporodowe (zarówno u dziecka, jak i u matki), ale także emocjonalno-psychiczne i fizyczne.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak ważny jest moment przyjścia na świat - mówi Klimczak. – Sądzę, że to największa trauma w naszym życiu. Z ciepłego i bezpiecznego środowiska w brzuchu matki nagle przez ciasne drogi rodne wyrzucani jesteśmy do obcego nam świata, gdzie jest zimno, czujemy się obco, musimy zacząć oddychać własnym oddechem. Jeszcze większy stres w czasie narodzin wiąże się z cesarskim cięciem lub tzw. porodem interwencyjnym. Przejście przez drogi rodne nierzadko powoduje różne naciski i mikroprzesunięcia w kościach czaszki. Co prawda kości czaszki dziecka są miękkie i da się je łatwo skorygować, ale przy braku takiej korekty przez terapeutę czaszkowo-krzyżowego czy osteopatę może to prowadzić do różnych problemów w późniejszym życiu. Szczególne znaczenie dla zdrowia i rozwoju dziecka ma też niedotlenienie mózgu wskutek zaburzenia oddechu.

Silne, zdrowe noworodki łatwo dają sobie radę w „nowym świecie". Natomiast te słabsze, z obciążeniami pochodzącymi z życia płodowego, problemami psychicznymi, fizycznymi i żywieniowymi matki, bywają obarczone kłopotami rozwojowymi, gdyż ich system immunologiczny jest osłabiony. Wszystkie noworodki w Polsce są poddawane obowiązkowym szczepieniom, w takcie których ich słabe, zestresowane w „nowym świecie" ciałka muszą pokonać chorobotwórcze zarazki oraz toksyny wprowadzane do organizmu wraz ze szczepionką. Nierzadko dopiero po wielu miesiącach widać, że dziecko nie rozwija się prawidłowo, jego reakcje odbiegają od normy.

W wielu takich przypadkach pomocna jest właśnie terapia czaszkowo-krzyżowa. Polega ona na delikatnej manipulacji i uciskaniu w obrębie czaszki, miednicy, przepony, klatki piersiowej i kości krzyżowej w celu rozluźnienia struktur łączno-tkankowych, których napięcie może przysporzyć wiele problemów zdrowotnych.

Praca z dziećmi i jej efekty

Mieczysława (Ela) od wielu lat pracuje z dziećmi z różnymi zaburzeniami rozwoju, dysfunkcjami układu nerwowego, autystycznymi, z porażeniem mózgowym, problemami mowy i po różnych niesamowitych przejściach. W bardzo wielu sytuacjach przyczyną są urazy okołoporodowe i niedotlenienie mózgu, chociażby wskutek zachłyśnięcia wodami płodowymi.

W czasie zabiegów czuję, jak dzieci mają ściśniętą górną część klatki piersiowej, często także gardło i okolice stawu żuchwowo-skroniowego – opowiada. – To powoduje napięcia w kościach czaszki i prowadzi do napięć w kręgosłupie oraz całym ciele. Staje się też często powodem zaburzeń mowy i podatności na stany zapalne gardła, płuc i oskrzeli.

Stwierdzono, że napięcia w kościach skroniowych mogą powodować u dzieci nadpobudliwość, brak koncentracji, dysleksję itp. Terapia w takich przypadkach bywa długa i trzeba w jej trakcie wykazać dużo cierpliwości. Dzieci nie powiedzą, że coś je boli, często wyrywają się, kręcą, nie pozwalają się gdzieś dotknąć. Wiadomo wtedy, że tam jest problem. Ale kiedy w końcu dojdzie do uwolnienia, nagle rozluźniają się, uspokajają i często zasypiają. Bo poczuły wielką ulgę.

Bywa, że przy następnych zabiegach dziecko bierze ręce pani Mieczysławy w swoje i pokazuje, gdzie ma ona pracować. Często też nawiązuje się między nimi przyjacielska więź. Mali pacjenci po zabiegach są rozluźnieni, uspokojeni, spokojniej i głębiej oddychają, co z kolei powoduje lepsze dotlenienie ciała i mózgu. Szczególnie widoczne jest to u dzieci ze spastycznością mięśni kręgosłupa, kończyn i innych części ciała.

Terapeutka przytacza przypadek z turnusu rehabilitacyjnego. Czteroletni chłopiec z cechami autyzmu, który nie mówił i nie chodził, był bardzo pobudzony nowym miejscem. Cały czas płakał, nie chciał spać, a rodzice byli już tym bardzo zmęczeni i niewyspani. Przyszli do niej na zabieg. Malec oczywiście nie bardzo chciał leżeć, więc rodzice, w czasie gdy Mieczysława Klimczak wykonywała zabieg, zabawiali go i przytrzymywali jak mogli. Pani Mieczysława wykonywała zabieg. Po niedługiej chwili dziecko się uspokoiło, po czym zasnęło, a w ślad za nim także rodzice (mama z jednej, a tata z drugiej strony łóżka do masażu). Potem chłopiec bardzo lubił przychodzić do Eli. A po którymś zabiegu sam wstał na nóżki (!) i mocno ją uściskał. Było to u niego niezwykłe zachowanie, gdyż zazwyczaj nie nawiązywał kontaktów z ludźmi.

Inny chłopiec, po wirusowym zapaleniu opon mózgowych, należał do bardzo ruchliwych dzieci i były obawy, że nie uleży w czasie zabiegu. Terapeutka zaczęła na niego działać, gdy dziecko siedziało i było zajęte zabawką. Masażyk plecków spowodował uspokojenie i chłopczyk położył się. Można było odnieść wrażenie, że wsłuchuje się w swoje ciało. Każdy ruch terapeutki sprawiał mu ulgę. Zaczął głaskać jej rękę i przytulać do policzka. Mama była w szoku, bo syn dotychczas nigdy tak się nie zachowywał i nie tolerował dotyku, zwłaszcza obcych ludzi.

Mieczysława Sikorska-Klimczak bardzo lubi pracę z dziećmi. Odczuwa wielką satysfakcję, gdy mama mówi, że dziecko lepiej śpi, jest spokojniejsze, uważniejsze, koncentruje się np. na odrabianiu lekcji, na jakiejś czynności, na słuchaniu tego, co się do niego mówi.

Pomagając dzieciom, Mirosława Sikorska-Klimczak zaczyna od pracy z matkami, gdyż często nie radzą sobie one z opieką nad malcami z dysfunkcjami rozwoju. – Są zmęczone, zapominają o sobie jako kobiecie, mają głębokie poczucie winy i krzywdy. Frustrację tę dodatkowo zwiększa brak wsparcia służby zdrowia, mężów i całej rodziny. Po moich zabiegach mamy stają się pewniejsze siebie, bardziej zrelaksowane. Uwolnione od ciągłych stresów odzyskują poczucie swojej wartości i pewność siebie. Pojawia się zadowolenie i zrozumienie sensu życia.


Zapomniane urazy i upadki

Sikorska-Klimczak pracuje także z dorosłymi.

– Bardzo często problemy ze zdrowiem i bóle związane są ze skutkami różnego rodzaju doznanych urazów, niezależnie od tego, kiedy miały miejsce – wyjaśnia.

Jak mówi terapeutka, szczególnie przykre okazują się następstwa urazów głowy, takich jak zwykłe na pozór uderzenie, upadki na kość ogonową lub krzyżową, odgięciowy uraz kręgosłupa szyjnego (np. przy szarpnięciu wskutek nagłego zahamowania samochodu), nie mówiąc już o poważnych wypadkach. Często jest tak, że ból rozchodzi się, z wolna zapominamy o zdarzeniu, a potem, nawet po wielu latach, zaczyna nam dokuczać kręgosłup, zwłaszcza lędźwiowy. Przeszkadza w sprawnym poruszaniu się, skrzywiają się biodra, drętwieją nogi itp. Doraźna pomoc lekarska pomaga na krótko, a ból za jakiś czas wraca.

Takich przypadków ma wiele. Kiedyś znajoma poprosiła ją: Zrób coś z moim mężem, bo nie może chodzić. Przyszedł pan po 50-siątce, energiczny i bardzo cierpiący, gdyż bóle w dolnej części kręgosłupa mniej więcej co pół roku unieruchamiały go. Ledwo wszedł na łóżko do masażu. W czasie zabiegu terapeutka stwierdziła, że ów ból związany jest z urazem głowy w okolicach kości potylicznej i dalej promieniuje na całą prawą stronę ciała, aż do bioder i lędźwi. Zobaczyła, że uraz nastąpił dawno temu, kiedy pacjent był młodym człowiekiem. Zapytany o to mężczyzna potwierdził, że mając 18 lat skakał do wody i coś się wtedy stało, ale czas zatarł szczegóły. W czasie zabiegu napięcie rozpuściło się i wszystko wróciło na swoje miejsce, a ból ustąpił. Kiedy schodził z łóżka nie chciał uwierzyć, że tak łatwo mu poszło i może chodzić. Później przyszedł jeszcze raz, ale to już była kosmetyka.

Po raz kolejny u pani Mieczysławy pojawił się po dwóch latach, ale z całkiem innym problemem, bo uznał, że także i w innym przypadku może mu pomóc. O bólu kręgosłupa dawno zapomniał.

Klimczak zapamiętała też ciekawy przypadek dwóch panów z podobnym problemem: bólu lędźwi i bioder, który co pewien czas nawracał. Młodszy, trzydziestoparoletni mężczyzna, w przeszłości po bardzo silnym upadku na plecy uderzył się w tył głowy. Aż go wtedy zamroczyło i czuł się przez parę dni trochę nieswój, ale potem wszystko przeszło. Do uderzenia doszło przed 10 laty, co ujawnił dopiero zabieg terapeutyczny. W jego efekcie uraz został rozpuszczony, a ból usunięty.

Natomiast drugi, starszy mężczyzna zgłosił się z poważnym bólem kręgosłupa, bioder i drętwiejącą, prawie bez czucia nogą. Z trudem się poruszał i był wykrzywiony. W czasie zabiegu terapeutka wyczuła zadawniony uraz w głowie, pacjent zaś przypomniał sobie zdarzenie, które miało miejsce co najmniej 20 lat temu, albo jeszcze wcześniej. Po pierwszym zabiegu poczuł się zrelaksowany, ale poprawy nie odnotowano. Po upływie dwóch dni po drugim zabiegu drętwienie w nodze lekko ustąpiło, a z trzeciego pacjent wyszedł już bardziej wyprostowany. Ponieważ był to stary uraz, a pacjent już nie całkiem młody, uzdrowienie wymagało dłuższego czasu i większej ilości zabiegów.

Sikorska-Klimczak miała wiele razy do czynienia z tzw. „dziwnymi" przypadkami. Pewien przystojny, wyprostowany mężczyzna, w wieku ok. 35 lat, bardzo cierpiał z powodu bólu kręgosłupa. Nie mógł spać, leżeć, swobodnie siedzieć. Mieszkał w Niemczech, gdzie wykonano mu wszystkie badania, włącznie z rezonansem magnetycznym i tomografem. Nie udało się jednak znaleźć źródła bólu, a różne zabiegi, jakim był poddawany, przynosiły najwyżej chwilową ulgę.

W punkcie wyjścia pacjent miał mięśnie przykręgosłupowe napięte jak struny. Każdy zabieg przeprowadzony przez Elę coś poprawiał, ale dopiero podczas siódmego nastąpiło całkowite uwolnienie. Jak się okazało, cierpiał na skręcenie osi kręgosłupa, która wróciła na swoje miejsce. Po zabiegu poczuł się jakby „na haju", gdyż wszystko zaczęło w nim „buzować". Organizm wreszcie mógł zostać dotleniony i prawidłowo odżywiony.

Terapia czaszkowo-krzyżowa jest bardzo wskazana w przypadkach przewlekłych bólów niewiadomego pochodzenia. Powszechnie stosowane metody diagnostyczne nie wykazują napięć tkanki łącznej lub mikroprzesunięć kości czaszki lub ucisków na nerwy. A to one są najczęściej przyczyną bólów i skrzywień postawy – mówi Klimczak.

Uwalnianie emocji

Największą satysfakcję pani Mieczysławie sprawia praca nad uwalnianiem emocji, traumatycznych przeżyć i przekonań zapisanych w pamięci komórkowej. To one są główną przyczyną bólu, chorób i zaburzeń, które sami sobie nieświadomie zafundowaliśmy.
Wiadomą rzeczą jest, że negatywne emocje, takie jak smutek, głęboko skrywany żal, lęk, strach, zazdrość, zawiść, nienawiść, gniew, złość, poczucie krzywdy lub winy są emocjami nisko wibracyjnymi i powodują tworzenie blokad i napięć, zakłócenie przepływu znacznej części strumienia życiodajnej energii w naszym organizmie. Nie jest przy tym ważny czas, gdy doszło do pojawienia się wspomnianych emocji. W ciele zapisane są wszystkie programy i przeżycia, jakich kiedykolwiek doświadczyliśmy w tym życiu lub we wcześniejszych inkarnacjach. W pamięci komórkowej zostają utrwalone programy i rodzinne przekonania, także klątwy, urazy i pretensje. Największy wpływ na nasze życie, postawy i zachowania mają programy utworzone w dzieciństwie. Późniejsze reakcje w dorosłym życiu są często reakcjami skrzywdzonego dziecka, które czuło się osamotnione, niewysłuchane, niekochane, odrzucone.

Pracując z klientem, dotykam jego ciała i wiele emocji uwalnianych jest natychmiast, po inne muszę sięgać głębiej. W pierwszym przypadku pozwalam im swobodnie płynąć bez ich nazywania. To, co boli, oznacza nieuwolnioną, zatrzymaną emocję, urazę, która „siedzi" głęboko gdzieś schowana. Często wymaga to dotarcia do przyczyny i poszukania w podświadomości. Takie uzdrawianie nieraz boli, często pojawiają się łzy, szloch, rzadko śmiech. Drogą do uzdrowienia jest zaś zawsze wybaczenie i rozpuszczenie w Miłości – słyszę.

Jak mówi Mieczysława Sikorska-Klimczak, konkretne choroby lub dolegliwości są związane z podobnymi emocjami. Brak wsparcia, osamotnienie, przepracowanie, branie za dużo na siebie, bądź użalanie się nad sobą, zamartwianie się na zapas – to najczęstsze przyczyny bólów kręgosłupa. Choroby kobiece to z kolei efekt dyskryminowania w sobie kobiecego pierwiastka, poczucia winy, wstydu, poniżenia, niemożność pogodzenia się, że w przeszłości było się porzuconą, zranioną przez mężczyzn. Kobiety, które poświęcają siebie i swoje życie innym, zwłaszcza rodzinie, zapominając jednocześnie o sobie i nie spotykając się ze zrozumieniem dla swoich potrzeb i niechęci – często zapadają na raka piersi.

Klimczak pracowała z paniami z klubu amazonek. Wszystkie one – gdy uświadomiły sobie własne przekonania i programy – wybaczając sobie i innym, postanawiały zmienić swoje życie. Chodzi o to, aby zrozumieć to, co szkodzi i przeobrazić relacje z rodziną i sobą samym.

Uzdrowienie wymaga odwagi i wzięcia odpowiedzialności za swoje zdrowie. Nie zawsze ludzie tego chcą, albo trudno im w to uwierzyć, bo są przekonani, że pomoże im jakiś lek czy tabletka, a skoro tak, po co drążyć i szukać tego, co było gdzieś, świadomie lub nieświadomie, głęboko skryte. A przecież Carl Gustav Jung stwierdził, że to, co przejdzie z naszej podświadomości do świadomości, znika z naszego przeznaczenia.

Kiedyś zgłosiła się do niej na zabieg czterdziestoletnia kobieta. Miała na czole niewielką, niegojącą się rankę. Lekarze stwierdzili, że może to być nowotwór. Pierwsze, co usłyszała, to: Głową muru nie przebijesz. Ta kobieta byłą bardzo dzielna, gdyż mąż zostawił ją z trójką małych dzieci, z czym nie mogła się pogodzić. Pochłonięta tym, by zapewnić potomstwu radosny, dostatni dom, zapominała o swoich potrzebach.

Pracowałyśmy z jej uczuciami, przekonaniami, aż zrozumiała swoje miejsce w życiu. Po zabiegu na rance utworzył się strupek, który po kilku dniach odpadł. Ta pani – wzmocniona – poddała się zabiegowi chirurgicznemu i obecnie czuje się bardziej radosna, pogodzona z życiem – opowiada terapeutka.

Do pani Mieczysławy przychodzą ludzie zestresowani, z zaburzeniami snu, bólami, zawrotami głowy i innymi kłopotami, nie tylko zdrowotnymi. Wszyscy znajdują pomoc i rozwiązanie problemu.

Wiele osób po kontakcie z Elą mówi, że zmieniło się ich życie, a nawet życie rodzinne. Nieraz w zabiegach wychodzą dawne, niezałatwione sprawy rodzinne. Często dotyczy to ludzi, którzy już dawno nie żyją, a nawet wcześniejszych pokoleń.

Wdzięczność, która nie ma ceny

Dla pani Mieczysławy najpiękniejszym podziękowaniem za to, co robi, jest uśmiech na twarzy. Za serce chwytają ją szczególnie spontaniczne podziękowania, takie jak np. sms, który wysłała do niej jedna z wdzięcznych pacjentek – pani Danusia G.: Elu droga, nie mogę uwierzyć w to, co się stało z Martą. To była niewiarygodna przemiana. Ona dusiła się ponad 3 lata! Nie pomagały leki, Nie mogła normalnie spać, zasypiała nad ranem, wymęczona duszeniem się. A tu, już po pierwszym zabiegu u Ciebie, Marta usnęła po przyłożeniu głowy do poduszki! To był cud.
Natomiast ja po Twoich zabiegach czuję, że moje jelita zaczynają normalnie pracować. Nie mam już tych okropnych wzdęć i bólu brzucha (...), radośniej mi na sercu, poczułam ulgę i za to wszystko dziękuję z całego serca.

Jolanta S. - mama czternastoletniego Daniela z głębokimi dysfunkcjami układu nerwowego, pisze: Dzięki terapii czaszkowo-krzyżowej mój syn zmienił się na lepsze. Bardziej się koncentruje, myśli, jest grzeczniejszy. Nie moczy się w nocy. Jest także bardziej ruchliwy.

Zdzisława Z.: Pierwszy zabieg wspominam z dreszczem. Każdy dotyk pani Mieczysławy wywoływał u mnie ból, moje mięśnie były tak twarde i zesztywniałe. Ponadto nagromadziłam w sobie dużo stresu, złych emocji. Każdy kolejny zabieg sprawiał mniej bólu. Byłam rozluźniona, czułam się również lepiej psychicznie.

Pani Karolina – mama chłopca z porażeniem mózgowym: Dzięki pani Eli mój syn utrzymuje prosty kręgosłup, choć ma już ponad 20 lat i porusza się na wózku. Mnie minęły „prozaiczne", ale uciążliwe bóle nogi spowodowane rwą kulszową.

Kontakt z Mieczysławą Sikorską-Klimczak.

Katarzyna Redmerska

Z Archiwum Nieznanego Świata - 05/2015

 

 
 
Joomla Extensions